Czym na co dzień zajmowali się członkowie mafii Pruszkowskiej? Wymuszenia haraczy, przemyt alkoholu i papierosów, porwania, zabójstwa na zlecenie, kradzieże samochodów, podkładanie bomb, a także produkcja i rozprowadzanie narkotyków – oto „szara” mafijna rzeczywistość.

Warszawa lat 90. pełna była lokali gastronomiczno-rozrywkowych, w których stałymi bywalcami byli członkowie mafii. Puby, dyskoteki, restauracje, a także hotele… Wszystko zaczęło się pod Warszawą.

Usytuowany przy szosie Katowickiej, koło Nadarzyna, motel George 6 lipca 1990 roku gościł m.in. Czesława P. „Dzikiego”, Janusza P. „Parasola”, Wojciecha P. „Budzika”, Ryszarda P. „Krzyża”, Andrzeja C. „Szaraka” i Kazimierza K. „Kazika” z grupy pruszkowskiej. Gangsterzy przyjechali po okup (15 tysięcy marek zachodnioniemieckich), który chcieli dostać za oddanie skradzionego mercedesa.

Poszkodowany – Polak z niemieckim paszportem – miał pojawić się w motelu i przekazać pieniądze. Mężczyzna powiadomił o wszystkim policję. Mundurowi przygotowali na bandziorów zasadzkę. Jeden z policjantów w cywilnym ubraniu poszedł z poszkodowanym na spotkanie, udając jego ochroniarza. Doszło do strzelaniny, podczas której zginął „Szarak”, a jeden policjant został ciężko ranny. Gangsterzy biorący udział w strzelaninie zostali uniewinnieni z powodu niewystarczających materiałów dowodowych (jak uzasadniał wyrok sąd). Właściwie wykorzystali lukę w polskim prawie, które zabraniało wówczas przeprowadzania policyjnej prowokacji. Wydarzenia w motelu George zostały uznane za pierwszą akcję polskiej policji przeciwko zorganizowanej grupie przestępczej.

Agnieszka Kozak

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze