Więzień ma sporo czasu na myślenie. Nie wiadomo, co mu chodzi po głowie. Błogi uśmiech na obliczu skazanego może oznaczać zarówno radość z wygranego meczu polskiej reprezentacji piłkarskiej, jak również być także zwiastunem morderczych zamiarów wobec strażnika lub kolegi z celi.

Mjr Jacek Zwierzchowski, rzecznik prasowy Dyrektora Okręgowego Służby Więziennej w Lublinie, jasno definiuje kwestie bezpieczeństwa – Funkcjonariusz Służby Więziennej zwykle nie jest jasnowidzem. Zgodnie z przepisami powinien więc w bezpośrednim postępowaniu z osadzonymi zachować ostrożność, mając na uwadze możliwość wystąpienie z ich strony agresji, groźnego nieposłuszeństwa czy zachowania godzącego w ustalony w jednostce porządek bądź bezpieczeństwo.

Owe przepisy reguluje Rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z dnia 31 października 2010 roku w sprawie sposobów ochrony jednostek organizacyjnych Służby Więziennej oraz Zarządzenie Nr 43/2010 Dyrektora Generalnego Służby Więziennej z dnia 13 sierpnia 2010 roku  w sprawie ustalania metod i form działalności w zakresie ochrony jednostek organizacyjnych Służby Więziennej.

Nad bezpieczeństwem funkcjonariuszy i pracowników Służby Więziennej czuwa m.in. monitoring w oddziałach mieszkalnych i na terenie jednostki. Kamizelki nożoochronne i kuloochronne, kaski z przyłbicami, rękawice „przeciwprzekłuciowe”, „przeciwprzecięciowe”, wykorzystywane w trakcie kontroli cel mieszkalnych oraz osadzonych i posiadanych przez nich przedmiotów – to kolejne z atrybutów mających zapewnić bezpieczeństwo.

W przypadku wystąpienia jakichkolwiek zagrożeń wykorzystywane są zestawy ochronne np. typu „żółw” oraz tarcze ochronne. Ponadto w miejscach pełnienia służby znajdują się zestawy ratownictwa medycznego – funkcjonariusze są przeszkoleni z zakresu udzielania pierwszej pomocy.

Jednak same rozporządzenia nie wystarczą. Pracownik więziennictwa powinien mieć oczy dookoła głowy. Podstawowa znajomość psychologii też się przydaje. Przesadą jest widzieć w każdym osadzonym wroga, czyhającego na czyjeś życie, ale wszelkie odbiegające od normy przejawy zachowania więźniów powinny być sygnałem, że może wydarzyć się coś złego. – Każdy funkcjonariusz Służby Więziennej ma obowiązek przeciwdziałania zachowaniom naruszającym porządek oraz niezwłocznego meldowania o takich zdarzeniach właściwemu przełożonemu – dodaje mjr Zwierzchowski.

 

Jednakże nawet najlepsze środki bezpieczeństwa i najbardziej niezawodny sprzęt nie są w stanie zapobiec sytuacjom ekstremalnym, do jakich od czasu do czasu dochodzi za murami zakładów karnych. Funkcjonariusze są tylko ludźmi. A jak wiadomo, czynnik ludzki zawodzi najczęściej…

 

„Bezpaństwowiec”

Krzysztof S. był nietuzinkowym kryminalistą. W wieku 44 lat miał na koncie blisko 10 wyroków, m.in. za napad i gwałt. W 1992 roku podczas koleżeńskiej biesiady, posądził kumpla o kradzież drobnej sumy pieniędzy i za karę obciął mu szablą nos…

Za usiłowanie zabójstwa i za inne przestępstwa trafił do aresztu. W śledztwie i podczas procesu sądowego zachowywał się w sposób – delikatnie mówiąc – szokujący. Pewnego razu, odwiedził go w areszcie prokurator. Chodziło o przesłuchanie dotyczące jednej ze spraw, jakie toczono przeciwko Krzysztofowi S. Prokurator aż się wzdrygnął na widok ponurego zwalistego chłopa, od którego bił odór gorszy niż z chlewu. Krzysztof S. czuł bowiem wrodzony wstręt do mydła i wody, nigdy ponoć nie „splamił” się kąpielą, uważając, że mycie skraca życie. Gruba warstwa brudu pokrywała całe jego ciało. Strażnicy więzienni w obawie przed zakażeniem chorobami skórnymi, starali się go nie dotykać, a jeśli już było to konieczne, zakładali rękawiczki.

Przesłuchanie przebiegało w miarę spokojnie do czasu, gdy padło pytanie o stan majątkowy osadzonego. Krzysztof S. nagłym ruchem zerwał się z krzesła i przyskoczył do prokuratora. Splunął mu twarz krzycząc: – Zatruję cię śliną, ty głupi pajacu! Długo nie można go było uspokoić.

W równie „niekonwencjonalny” sposób zachowywał się w sądzie, podczas procesu. Obrzucał wszystkich wyzwiskami, pluł na sędziów i prokuratora. Uderzył swojego obrońcę. Ponadto furiat poinformował na piśmie prezydenta RP, że zrzeka się polskiego obywatelstwa. W stosunku do najważniejszej osoby w państwie użył jednak bardziej parlamentarnych zwrotów niż do przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości.

 

***

„Bezpaństwowiec” oczekiwał na wyrok sądu w Areszcie Śledczym w Lublinie. Osadzono go w pojedynczej celi. Często nie mógł zasnąć i miał zwyczaj chodzić przez całą noc od jednej ściany do drugiej. Funkcjonariusze więzienni znali przyzwyczajenia Krzysztofa S. Nie reagowali, bo co jak co, ale nie można osadzonego zmusić do spania, zwłaszcza jeśli cierpi na bezsenność. Uznano, że owszem jest dziwakiem, z którym trudno się porozumieć w najprostszej sprawie, ale nie stwarza zagrożenia. Może jednak trzeba było podjąć zawczasu jakieś kroki…

Około godziny drugiej w nocy strażnik Roman R. podczas rutynowego obchodu oddziału usłyszał hałas. To były odgłosy przypominające rzucanie o ścianę lub o podłogę jakiegoś ciężkiego przedmiotu. Dobiegały z celi, zajmowanej przez Krzysztofa S. Strażnik otworzył wizjer i zajrzał do środka. Zobaczył, że więzień złożył metalowe łóżko i postawił je pod ścianą.

Co ty tam robisz? Natychmiast rozłóż łóżko tak jak stało i daj się wyspać innym! – nakazał.

1 2 3>

UDOSTĘPNIJ W SOCJAL MEDIA:

Komentarze