det EX 1 2017 okladka

DETEKTYW EXTRA 1/2017

Cena: 4.50 PLN
:

Spis treści

Dewizowa dziewczyna

Kanibal z Niebuszewa

Skazani jak za złoto

Wybuch braci

Urodził nam się bandyta

Milicyjne bryki

Kusa toga Temidy

Kanciarze na celowniku

Przystojniak z importu

Przyjaźń w cieniu kondomów

Wytrzeźwiałka

Strachy na lachy

Złodziejaszek

Dewizowa dziewczyna

Jak tylko pojawiła się w drzwiach, wiedziałam, że to na nią czekam. Gęsta blond fryzura z lokami opadającymi na ramiona, wielkie kolczyki i buty na wysokim obcasie. Mimo upływu lat, świetnie się trzymała. Jej ubiór nie pasował do wieku i na pewno nieraz był powodem niewybrednych komentarzy ze strony przechodniów.

– Zacznijmy od początku: jak to się stało, że została pani prostytutką?

– Oj, jakie nieładne słowo, chyba już wolę być nazywana dziwką.

Kanibal z Niebuszewa

Londyn miał słynnego Kubę Rozpruwacza, amerykański Boston – swojego Dusiciela, a Polska… W tym niechlubnym zestawieniu może nas reprezentować Szczecin ze swoim makabrycznym „rzeźnikiem z Niebuszewa”. Niejaki Józef Cyppek był prawdopodobnie pierwszym seryjnym mordercą w powojennej Polsce, choć udowodniono mu jedynie jedną zbrodnię – zabójstwo sąsiadki.

Skazani jak za złoto

Kiedy sędzia odczytywał wyrok, pięciu młodych oskarżonych oniemiało ze zgrozy. Za kradzież mosiężnej blachy zapadły wyroki jak za zabójstwo: od siedmiu do dziewięciu lat więzienia, wysokie grzywny i konfiskata mienia w całości. Nawet prokurator kręcił głową z niedowierzaniem, bo sam żądał niższej kary.

Wybuch braci

Tego dnia w auli Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu miały się odbyć obchody święta Milicji Obywatelskiej i Służby Bezpieczeństwa. Nagrody i odznaczenia mieli otrzymać zasłużeni funkcjonariusze. Na liście wyróżnionych znaleźli się też ci, którzy kilka miesięcy wcześniej brali udział w masakrze robotników na Wybrzeżu.

Urodził nam się bandyta

Kilka dni po powrocie z Zakopanego, 26 września 1955 roku, Stanisław Ł. wybrał się do lekarza, skarżąc się na ból głowy. Zdjęcie rentgenowskie ujawniło ciało obce tkwiące w czaszce pacjenta, ale dopiero zabieg chirurgiczny wyjaśnił tajemniczą przyczynę bólu. W głowie mężczyzny tkwił pocisk z pistoletu Walther, kaliber 5,6 mm.

Milicyjne bryki

W zgrzebnej rzeczywistości PRL-u nikogo nie dziwił widok dzielnicowego mknącego na rowerze. Jednak nie były to jedyne pojazdy funkcjonariuszy MO. Czym jeździli ówcześni mundurowi? Który samochód nazywano „suką”, a który z pojazdów cieszył się największym uznaniem milicjantów? Oto kilka najpopularniejszych modeli jeżdżących na służbie MO.

Kusa toga Temidy

Aplikant przychodzi po radę do wieloletniego sędziego Sądu Najwyższego. Jest jego protegowanym. – Mam problem, panie sędzio… – mówi nieśmiało.

– Cóż to za problem? – dopytuje się nobliwy sędzia.

– Spieramy się o to, co jest najwyższym źródłem prawa, na podstawie którego należy orzekać. Konstytucja? Ustawa? A może prawo międzynarodowe?

Sędzia spogląda na aplikanta i odpowiada: – Powiem ci Józiu prywatnie, bo cię lubię i widzę przed tobą karierę. Dla sędziego orzekającego najwyższym źródłem prawa jest telefon.

Kanciarze na celowniku

Na wypełnionych do ostatniego miejsca trybunach obowiązywał system kastowy. Kogo było stać tylko na bilet za 6 złotych, siadał na „taniaku”, zwanym też świńskim targiem. Na 1. piętrze trybuny głównej, gdzie za wstęp płaciło się 20 – 30 złotych, zbierała się arystokracja wyścigów. Tu szła gra o duże pieniądze.

Przystojniak z importu

Do hotelu robotniczego w Legnicy wszedł ciemnowłosy, opalony mężczyzna. Pewnym krokiem podszedł do młodej pracownicy. Speszona dziewczyna pobiegła na zaplecze, po chwili wróciła z panią kierownik. Luciano Bonomelli – powiedział około 30-letni przystojniak, wyciągając dłoń. Na serdecznym palcu połyskiwał sygnet. – Jestem Włochem. Czy znajdzie się tu dla mnie pokój? – dukał łamaną polszczyzną.

Przyjaźń w cieniu kondomów

Jakież było zdumienie współpasażerów z przedziału – ba, z całego wagonu, gdy podczas kontroli granicznej celnicy zajrzeli do wypchanej walizy pana profesora i wśród innych towarów znaleźli… kondomy! Kondomy – dodajmy – w ilości aż dwu tysięcy sztuk!

Wytrzeźwiałka

Czy socjalizm to czas powszechnej szczęśliwości, a interwencje funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej miały miejsce tylko w przypadku zdarzeń kryminalnych? Oczywiście tak nie było. Nader często zdarzało się, że milicjanci byli wzywani, by zażegnać awanturę domową. Najczęściej dotyczyło to przypadków, gdy któryś z domowników pod wpływem alkoholu zachowywał się agresywnie i zagrażał pozostałym członkom rodziny.

Strachy na lachy

31 lipca 1973 roku w redakcji tygodnika „Nowiny Jeleniogórskie” odebrano list, którego nagłówek w pierwszej chwili potraktowano jako głupi żart, ale potem sprawę na szczęście przekazano milicji. Anonimowy autor zwracał się do odbiorcy listu słowami: „Pisze do was morderca tysięcy ludzi”.

Złodziejaszek

Pod koniec lat 70. na jednym z opolskich osiedli doszło do serii włamań do mieszkań. Złodziej miesiącami był nieuchwytny. Milicjanci ustalili, że „pracował” jeden dzień w miesiącu. Wybierał godziny przedpołudniowe, kiedy ludzie byli w pracy. Każdorazowo ograbiał od trzech do czterech mieszkań. Robił to niezwykle fachowo, nigdy podczas włamania nie uszkadzał zamków. Był zainteresowany biżuterią i gotówką. Musiał być trunkowy, ponieważ lubił zaglądać do barków i się częstować.