Detektyw EX 03.2017_O

DETEKTYW EXTRA 3/2017

Cena: 4.50 PLN
:

Spis treści

KOZIOŁ OFIARNY

KURHAN ZBRODNI

OSTATNI KURS LOKOMOTYWY

STRZAŁY W VICTORII

MAKABRA AUGUSTOWSKICH NOCY

OD ALBATROSÓW DO ZEFIRÓW

TAJEMNICA SKRYTKI NUMER 270

STRZELBA WYPALIŁA

WAMPIR, KTÓRY JEŹDZIŁ KOLEJĄ

Z WŁADZĄ NIE ZADZIERAJ

ŚWIĘTOKRADCY

PODWĘDZONE ELDORADO

KANTY BUFETOWEJ

Morderstwo w ośrodku wypoczynkowym - ZAGADKA KRYMINALNA

KOZIOŁ OFIARNY

Kara śmierci orzeczona wobec Stanisława Wawrzeckiego, dyrektora warszawskiego Miejskiego Handlu Mięsem, była w PRL-u po 1956 roku jedynym wykonanym wyrokiem śmierci za przestępstwo gospodarcze. Zdaniem opinii publicznej był to „mord sądowy”, na którego wykonanie miał nalegać sam Władysław Gomułka. Sekretarz PZPR (samouk ekonomiczny) twierdził, że w sklepach brakuje towarów, bo ktoś je kradnie!

KURHAN ZBRODNI

Jesienią 1975 roku profesor Uniwersytetu Warszawskiego Hubert T. spacerował po lesie w okolicach miejscowości P. w ówczesnym województwie radomskim. Od okolicznych mieszkańców słyszał wiele opowieści z czasów II wojny światowej o partyzantach, a zwłaszcza o ich przywódcy „Ryszce”. W lesie szukał śladów ich bytowania, by legendę zamienić w udokumentowaną historię. Gdyby wiedział, co kryje kurhan, zapewne ominąłby to miejsce z daleka.

OSTATNI KURS LOKOMOTYWY

W sobotę, 9 lipca 1977 roku, pod Wrocławiem lokomotywa spalinowa zderzyła się z międzynarodowym „pociągiem przyjaźni”. Śmierć na miejscu poniosło 11 osób, ale nieoficjalnie mówiło się o ponad 30 ofiarach. Ta zagadkowa tragedia na torach do dzisiaj nie doczekała się wyjaśnienia.

STRZAŁY W VICTORII

W krajach socjalistycznych czuliśmy się jak na wakacjach — mówił Abu Daoud, mózg zamachu na izraelskich sportowców na olimpiadzie w Monachium w 1972 roku, zwany księciem terrorystów. Daoud, podobnie jak inni międzynarodowi zamachowcy, znalazł w PRL-u bezpieczną przystań. Tu, pod dyskretną ochroną agentów SB, mogli zregenerować siły, a przede wszystkim — odnowić zapasy. Polska Ludowa służyła bowiem dostawą taniej i niezawodnej broni.

MAKABRA AUGUSTOWSKICH NOCY

Gdy w 1966 roku Maria Koterbska wyśpiewywała swoje „Augustowskie noce”, wychwalając urok malowniczej miejscowości na pojezierzu suwalskim, nie miała zapewne pojęcia, że dla niektórych już kilka lat później treść jej piosenki nabierze złowrogiego znaczenia.

OD ALBATROSÓW DO ZEFIRÓW

Palił kto chciał i nie chciał, bo strefy „dla niepalących” wy­znaczano z właściwą dla de­moludów umownością. Na przykład w pierwszej poło­wie wagonu wolno było pa­lić, w drugiej już nie. Podobną nie­widoczną kurtyną dzielono np. sale lokali gastronomicznych. Palono na zebraniach, naradach, w pokojach nauczycielskich i szkolnych toale­tach. Zgodnie z powiedzeniem: Kto pije i pali, ten nie ma robali.

Co się paliło – przedstawiamy w subiektywnym alfabecie. Lektu­ra to niezobowiązująca, w sam raz na… Nie, nie proponujemy papie­rosa. Palenie „ulotniło się” z mody.

TAJEMNICA SKRYTKI NUMER 270

Komisyjnie przeszukano wytypowane szafki. W skrytce o numerze 270 natrafiono na kożuszek damski. Prócz niego w schowku znajdowała się walizka, na której leżał zeschnięty bukiet kwiatów. Dolatywał z niej dziwnie słodko-mdlący odór. W środku znaleziono korpus ciała, spod którego wystawały palce odrąbanej ręki.

STRZELBA WYPALIŁA

O tragedii w PGR-ze w Luszynie napisało wiele gazet. Wizytom dziennikarzy w majątku nie było końca. W swych reportażach zamieszczali coraz to nowe szczegóły o sprawcy (nie stroniąc od potępienia go), a gdy nowych informacji już nie było, niektórzy je wymyślali. Jak na przykład tę, że Jan G. w dzieciństwie wyłupywał kotom oczy. I że pracownicy PGR-u domagają się ustawienia na największym placu Płocka szubienicy.

WAMPIR, KTÓRY JEŹDZIŁ KOLEJĄ

Niewątpliwie znał się na kolei. Najpewniej czuł się w pobliżu torów i dworców. Właśnie w takich miejscach szukał ofiar. Nie znał kobiet, które atakował. Nigdy wcześniej żadnej z nich nie widział. Napadał na nie i dusił, bo znalazły się w zasięgu ręki i były młode...

Z WŁADZĄ NIE ZADZIERAJ

Barbara Zimna na komunę narzekać nie mogła, bo żyło jej się całkiem nieźle. Chociaż jako urzędniczka w magistracie nie zarabiała dużo, dzięki pomocy zamożnej ciotki z RFN-u stać ją było na malucha, tureckie kożuszki i zakupy w peweksie, czego — rzecz jasna — zazdrościły jej wszystkie koleżanki. Barbara jednak szczęśliwa nie była. Ściany mieszkania matki, w którym wraz z mężem i synkiem zajmowała dwa pokoje, były częstym świadkiem awantur wszczynanych przez małżonka — kobieciarza i pijaka.

ŚWIĘTOKRADCY

Rankiem kościelny otworzył świątynię i zamarł z przerażenia. Okazało się, że z kościoła zniknął cenny obraz „Opłakiwanie Chrystusa”. Niedługo potem do Biecza zjechały milicyjne samochody wypełnione funkcjonariuszami. Mundurowym towarzyszył pies tropiący — także na służbie.

PODWĘDZONE ELDORADO

Z węgorza dało się ukręcić chałupę. Albo co najmniej zarobić na zachodnie auto. W latach 80. niejedna fortuna wzięła się z wody mazurskich jezior. Przynęty, narzędzia i sposoby połowu mogły być różne. Liczyło się tylko to, żeby w sieci albo na końcu sznura wił się węgorz — mazurska waluta.

KANTY BUFETOWEJ

W restauracji, gdzie bufetową jest Maria Kwiatek, nie można się upić — żalił się jeden z klientów. — Choćbyś zamawiał nie wiem ile setek, i tak wyjdziesz trzeźwy jak świnia. Panie władzo, niech pan przyzna, że przecież nie o to chodzi!

Morderstwo w ośrodku wypoczynkowym - ZAGADKA KRYMINALNA

Grupa pracowników zakładu w O. wybrała się na dwu­dniowy wypad za miasto do jednego z firmowych ośrodków wypoczynkowych. Skład „szkolenia” był w stu procentach męski, więc panowie nie musieli krępować się nadmiernymi manierami. Wieczorem z soboty na niedzielę, po części oficjalnej, z ochotą ruszyli na ognisko. Kiełba­ski i szaszłyki rumieniły się smakowicie. Przeróżne trunki o wysokoprocentowej mocy czekały w wiaderkach z lodem.