Do komisariatu zadzwonił właściciel salonu jubilerskiego, niejaki Goldfinger, zawiadamiając policję o napadzie. Po kwadransie na miejsce przestępstwa przyjechał komisarz Hamilton wraz z ekipą. – W salonie jeszcze nie było nikogo – rozpoczął swą relację jubiler. – Stałem odwrócony tyłem do kontuaru i układałem pudełeczka z precjozami w ściennej gablocie, gdy nagle usłyszałem za sobą męski głos:

 

– Czy szanowny pan może mnie obsłużyć? – usłyszałem uprzejme pytanie. Przy kontuarze stał starszy, elegancki dżentelmen, ubrany w szary, doskonale skrojony tweedowy garnitur, w muszce i ze staromodną laseczką w dłoni. Na nogach miał markowe zamszowe półbuty, zaś na małym palcu lewej ręki zauważyłem wielki herbowy sygnet. Zapamiętałem doskonale jego wygląd, gdyż tego rodzaju klienci dzisiaj należą już, niestety, do rzadkości.

 

Lekko zaskoczony obecnością tego dżentelmena, trochę niepewnie odrzekłem: – Oczywiście, milordzie! – Traktowałem go z należną atencją, gdyż tego wymagała jego pozycja społeczna, o czym świadczył sygnet ze znanym mi rodowym herbem. – Czym mogę służyć? – zapytałem. – Obchodzimy z żoną trzydziestą rocznicę ślubu – odparł – i chciałbym jej ofiarować z tej okazji jakiś drobiazg, powiedzmy, naszyjnik z brylantów…

 

Nachyliłem się nad kontuarem aby otworzyć zamykaną na klucz gablotkę z pancernego szkła, w której były wyeksponowane moje najcenniejsze precjoza, w tym naszyjniki z brylantami. W tej samej chwili poczułem potężne uderzenie w głowę. Upadłem na ziemię i straciłem przytomność.

 

 

 

 

Kiedy się ocknąłem, po fałszywym arystokracie nie było już śladu. Wraz z nim zniknęły wszystkie moje najcenniejsze wyroby i cała gotówka z kasy. Cóż to za okropne czasy, panie komisarzu, nikomu już nie   można ufać! – dramatycznie zakończył swą relację   jubiler.

 

 

 

Hamilton dokładnie obejrzał salon jubilerski usytuowanie drzwi wejściowych, położenie kontuaru ze szklanymi gablotami, a nawet zajrzał do pustej kasy pancernej. Poszkodowany wskazał policjantowi miejsce za kontuarem, gdzie został zaatakowany. – Panie Goldfinger – powiedział komisarz – wygląda na to, że nie było żadnego napadu, a całą tę historyjkę pan zmyślił aby wyłudzić odszkodowanie. Niepotrzebnie nabił pan sobie guza na głowie, gdyż i tak pójdzie pan siedzieć!

 

 

 

 

 

Dlaczego wezwany na miejsce zdarzenia komisarz Hamilton nie uwierzył jubilerowi? Czy faktycznie doszło do napadu?

Rozwiązanie zagadki kryminalnej na kolejnej stronie

 

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze