Bronx, dzielnica cudów, zaklęte rewiry – tak niektórzy mówią o szczecińskiej dzielnicy Niebuszewo. Wedle mieszkańców stolicy województwa zachodniopomorskiego, w tym powiedzeniu jest sporo przesady. Z drugiej strony trzeba odnotować, że w kilku zestawieniach najniebezpieczniejszych dzielnic polskich miast zawsze pojawiało się właśnie Niebuszewo. A jaka jest prawda? Nie da się ukryć, że od dawna teren ten był skupiskiem patologii i kryminalistów. Także dzisiaj policja notuje tu więcej niż w innych rejonach miasta kradzieży, włamań do aut, przestępstw narkotykowych. Jeśli nie wierzycie, będąc w Szczecinie zapytajcie przypadkowo spotkanego policjanta, taksówkarza, dostawcę pizzy, listonosza, kuriera, czy strażnika miejskiego, gdzie mieszka najwięcej ludzi z tzw. marginesu… Wskażą wam na pewno właśnie Niebuszewo.

Taka okolica skrywa zazwyczaj jakąś mroczną tajemnicę, często przemilczaną przez miejscowych kronikarzy. Z biegiem lat tajemnica obrasta różnymi mniej lub bardziej wiarygodnymi szczegółami, staje się niekiedy miejską legendą. Kiedy umrą ostatni świadkowie, a policyjno-sądowe akta zostaną – zgodnie z przepisami – zniszczone, nikt już nie, co było prawdą, a co fikcją. Tak jest właśnie w opisywanej przez nas historii „rzeźnika z Niebuszewa”.

„Tę historię opowiadali w dzieciństwie moi rodzice. Teraz w sieci można spotkać wiele jej wersji. W tamtych czasach nie mówiono, że był Niemcem. Ja słyszałam, że był Żydem. Była to bardzo głośna historia, ale powtarzano ją tylko przyciszonym głosem… – Pamiętam tę historię – byłem wtedy dzieckiem i spędzałem wakacje w Szczecinie, gdzie mieszkała moja babcia. Tę mrożącą w żyłach opowieść powtarzano sobie z ust do ust tam i w całej Polsce. Dzieci się bardzo bały – ja też” – można przeczytać na forach dyskusyjnych o historii Szczecina. Co do tego, że rzeźnik z Niebuszewa istniał, nikt nie ma wątpliwości. Czy jednak dopuścił się tylko jednego brutalnego przestępstwa, czy też jest jednym z najbardziej makabrycznych seryjnych zabójców w powojennej historii Polski? Na to pytanie bardzo trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi.

Rzeźnik z Niebuszewa działał w pierwszych latach po drugiej wojnie światowej. W tamtym okresie życie w Szczecinie było bardzo trudne. Po ostatnich miesiącach wojennej pożogi, miasto było zniszczone.

Wiele kamienic leżało w gruzach po alianckim nalocie dywanowym w sierpniu 1944 roku. Po klęsce Niemiec, miasto znalazło się w granicach Polski, niemniej w pierwszej kolejności zaczęli wracać tutaj Niemcy, którzy byli przekonani, że Szczecin pozostanie jednak niemiecki. Warto pamiętać, że po zakończeniu drugiej wojny światowej jedną z kwestii spornych między Stalinem a aliantami zachodnimi, była granica polsko-niemiecka. Ostateczne decyzje w tej sprawie zapadały w lipcu i sierpniu 1945 roku na konferencji w Poczdamie. To właśnie tam, sam Stalin zdecydował, że Szczecin będzie należał do Polski, a tym samym do radzieckiej strefy wpływów. Szacuje się, że latem 1945 roku było tam 80 tysięcy Niemców, podczas kiedy Polaków – zaledwie 2-3 tysiące. Z miesiąca na miesiąc przybywało tam polskich osadników, najczęściej z Kresów. Ich los był nie do pozazdroszczenia: „Bandy w mundurach armii radzieckiej terroryzują podróżnych, grabiąc ich mienie, a kobiety wyciągają z wagonów i gwałcą je. Podobne fakty mają miejsce na porządku dziennym” – tak dyrekcja PKP opisywała los osadników wjeżdżających pociągami do Szczecina w 1945 roku. Napady, gwałty, morderstwa były w tamtym czasie na porządku dziennym… Mijały miesiące, lata, a poziom bezpieczeństwa w mieście pozostawiał wiele do życzenia.

 

Na Niebuszewie żyły obok siebie różne narodowości. Zdarzało się, że w tej samej kamienicy mieszkali Niemcy, Żydzi i Polacy. Ci pierwsi funkcjonowali w mieście od kilkuset lat… i mieli świadomość, że prędzej czy później będą musieli opuścić swoje domostwa. Tych drugich, którzy wybrali Szczecin jako jeden z etapów w drodze do Palestyny, mieszkało w Szczecinie ponad 40 tysięcy. Polaków, szczególnie w pierwszych powojennych miesiącach było niewielu. W takiej właśnie okolicy zamieszkał niejaki Józef Cyppek.

Dzisiejsze Niebuszewo to jedna z kilku dzielnic lewobrzeżnego Szczecina. To, co dzisiaj rzuca się w oczy, to duże kontrasty architektoniczne. Z jednej strony szare blokowiska powstałe jeszcze za czasów „propagandy sukcesu” Edwarda Gierka, z drugiej – poniemieckie kamieniczki z przełomu XIX i XX wieku.

Te ostatnie, połączone ze sobą, tworzą pierzeje przy ulicach i plątaninę przejść, bram, korytarzy i podwórek. W niektórych bramach całymi dniami stoją panowie – smutni, nieogoleni, niekiedy skacowani. Palą papierosy, godzinami piją jedną puszkę piwa, toczą długie rozmowy albo wpatrują się w przejeżdżające samochody. Z czego żyją? To chyba ich największy sekret. Zapytani o historię rzeźnika-kanibala z reguły nie mają wiele do powiedzenia.

1 2 3 4>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze