Na dobre za porządki na ulicach Warszawy wzięto się za czasów Księstwa Warszawskiego, a jeszcze bardziej w pierwszych latach Królestwa Polskiego, gdy urzędy miejskie obsadzili absolwenci Szkoły Prawa, a później i Administracji, założonej i ufundowanej przez ministra Sprawiedliwości Feliksa Łubieńskiego.

W tym czasie sprecyzowane zostały następujące zasady obowiązujące użytkowników warszawskich ulic:

1) nie wolno po nich jeździć „prędko czyli galopem tak powozami, jako też konno”;

2) trzymać się zawsze trzeba prawej strony;

3) na ulicach wąskich nie wolno stawać powozami i furami „przed bramami wjezdnymi, jako też na wjazdach z ulicy na ulicę”;

4) „żeby jedni drugich nie wyprzedzali i nie wyścigali, z czego nader niebezpieczne mogą wynikać przypadki”;

5) nie wolno puszczać luzem koni prowadzonych do pławienia w Wiśle lub napojenia przy studni (gazetowe kroniki często odnotowywały w tym czasie przypadki stratowania przechodniów przez rozbiegane konie lub krowy).

Rozporządzenie takiej mniej więcej treści ogłoszone w gazetach i na rogach ulic przy odgłosie trąb, a wydane przez prezydenta miasta Karola Fryderyka Woyde 25 lipca 1816 roku (ów „prezydent municypalności i policji” przypominał w nim, że podobne wydał już 4 lutego, l8 marca i 18 kwietnia; ta częstotliwość świadczy, jak wielką wagę przypisywano wdrożeniu tych zasad!) kończyło się zaś tak: każdego „kogo to dotyczy, że wydane zostały rozkazy do urzędów policyjnych cyrkułowych i straży policyjnej, ażeby przestępujących powyższe przepisy, bez żadnego względu aresztowały i natychmiast na Ratusz Główny do Wydziału Policji dostawiały”.

Dwa lata później przy podobnych obwieszczeniach podawano już artykuły „Kodeksu Karzącego Królestwa Polskiego”, na podstawie których łamiący przepisy drogowe będą karani.

Przeciwko komu były one wymierzone? A więc po kolei: przeciwko tym „którzy w miastach lub miejscach przez ludzi zamieszkałych i uczęszczanych powozami lub konno prędko i nieuważnie jeżdżą, i ci, co zaprzęgiem lub konno na miejsca dla ludzi przeznaczone wjeżdżają” (art. 575); „którzy w miejscach przez ludzi uczęszczanych puszczą konie lub zwierzęta zaprzężne” (art. 576); „najmujący powozy, którzy do powożenia dają ludzi w jeżdżeniu niedoświadczonych lub niezdatnych” (art. 577); „stangreci, woźnice, lub inni powożący, którzy zaprzężone powozy bez żadnego dozoru porzucają” (art. 578); „stangreci, woźnice, lub inni powożący, którzy przestępują przepisy względem trzymania się po jednej stronie ulic, tudzież wczesnego usuwania się ze zbliżaniem się do nich drugiego powozu i zostawienia temuż wolnej połowy ulicy, drogi publicznej, grobli itp. (art.579).

Artykuł 583 stanowił, że wszelkie przewinienia policyjne (a te takimi były) pociągają za sobą karę pieniężną do złp. 40, ale art. 584 czynił wyjątek (m.in.) dla art. 576, 578 i 579: te przewinienia „zamiast zwyczajnej kary pieniężnej, kara aresztu policyjnego do dni 8 lub kara cielesna do 16 razy miejsce mieć powinna”.

 

Powożącymi byli z reguły ludzie z gminu; wobec nich właśnie była przewidziana chłosta, bo za 40 złotych polskich brukarz niemalże przez dwa miesiące musiał w tych latach raźno wywijać ubijakiem do układania „kocich łbów”, a woźnica z własnym wozem niewiele krócej zwozić te kamienie.

Art.473 precyzował, że chłostę należy wymierzać rózgami „za poprzednim o stanie zdrowia przekonaniu się”. W dyskusji nad kodeksem uwzględniono głosy tych, którzy twierdzili, że dla ludzi z gminu kara ta jest bardziej ekonomiczna, bo w więzieniach nie tylko trzeba na nich ponosić koszty, ale się jeszcze demoralizują.

„Kodeks karzący Królestwa Polskiego” obowiązywał tylko do 1847 roku. Wprowadzony w jego miejsce już czysto rosyjski kodeks kar głównych i poprawczych już nie tak szczegółowo odnosił się do przewinień i przestępstw drogowych; obniżone zostały też znacznie sankcje karne za ich łamanie (np. za „nietrzymanie się prawej strony” art.8l9 przewidywał karę tylko 25 kopiejek!). 

Stanisław Milewski

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze