Trzyosobowa załoga statku rzecznego „Łoś”, o numerze bocznym K-19, po całym dniu pracy na Wiśle powoli zbliżała się do portu rzecznego na krakowskim Zabłociu. Był mroźny wieczór, 6 stycznia 1999 roku. Do brzegu brakowało zaledwie 100 metrów, gdy nagle silnik jednostki zakrztusił się, na chwilę nienaturalnie zwiększył obroty, po czym zgasł i zapadła cisza.

Dla kapitana jednostki było to sporym zaskoczeniem. Próbował kilka razy uruchomić silnik, ale nie przyniosło to efektu. Statek przed kilkoma miesiącami przeszedł planowy przegląd i jak do tej pory nie sprawiał większych kłopotów. Co zatem było przyczyną nagłej i niespodziewanej awarii? Dzięki silnemu nurtowi wody dopłynęli jednak do portu, gdzie zdecydowali, że dopiero za dnia wyjaśnią przyczynę nagłej awarii. Okazało się, że w wał śruby wkręcił się jakiś przedmiot, konsekwencją czego było unieruchomienie silnika. Mechanik, który wrócił na mostek kapitański, był blady jak ściana. – Panie kapitanie, w śrubę wkręcił się kawałek ludzkich zwłok… – wyjaśnił zdenerwowanym głosem.

Niestety, nie był to makabryczny żart, ani pomyłka. W mechanizm napędowy pchacza „Łoś” K-19 zostały nawinięte elementy ludzkich zwłok – poszarpana tkanka. W powietrzu unosił się charakterystyczny zapach rozkładającego się ciała. O makabrycznym znalezisku kapitanat portu natychmiast powiadomił oficera dyżurnego krakowskiej policji. Kilkanaście minut później na nabrzeżu stało kilka policyjnych radiowozów i karetka pogotowia. Ze wstępnych oględzin fragmentów ciała wynikało, że jest to skóra z przedniej części korpusu, bez tkanek kostnych z widocznym pępkiem i fragmentami owłosienia łonowego. Przy kawałkach ciała odnaleziono ponadto resztki białego stanika, granatowo-brązowej koszuli, kawałek wełnianego swetra oraz spodnie z drobnego sztruksu w kolorze granatowym.

Szybko ustalono tożsamość denatki. W tym wypadku wystarczyło sprawdzenie listy zaginionych w ostatnim czasie kobiet. Okazało się, że z Wisły wyłowiono zwłoki studentki religioznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego, Katarzyny Z., co potwierdziły późniejsze badania genetyczne. Jej śmierć ponad wszelką wątpliwość nie była wynikiem nieszczęśliwego wypadku, bowiem kobieta została brutalnie zamordowana. Zwłoki zostały pozbawione skóry, jej fragmenty były fachowo odcięte i wypreparowane. Policjanci nie mieli wątpliwości, że zabójca zainspirował się głośnym filmem „Milczenie owiec”.

Zabójstwo krakowskiej studentki to precedens na skalę światową. Do tej pory w literaturze fachowej nie opisano bowiem zbrodni, w wyniku której zabójca oskórował ciało ofiary perfekcyjnie zdejmując zewnętrzną powłokę skóry z tułowia. Prokuratura umorzyła śledztwo w tej sprawie w październiku 2000 roku jednak cały czas sprawa pod kryptonimem „Skóra” była w kręgu zainteresowania organów ścigania. Siedemnaście lat później, w środę 5 października 2017 roku, policjanci z krakowskiego Archiwum X pod nadzorem Prokuratury Krajowej zatrzymali 52-letniego Roberta J., podejrzewanego o morderstwo ze szczególnym okrucieństwem. To on w 1998 roku miał pobić i torturować 23-letnią studentkę, a następnie ściągnąć z niej skórę.

Podobno nie ma przestępstw doskonałych, co najwyżej zdarzają się takie, kiedy śledztwo zostało przeprowadzone niezbyt dokładnie – przekonują policjanci. I jest chyba w tym twierdzeniu sporo racji. Nie każdy przestępca zdaje sobie sprawę, że każdy człowiek na miejscu przestępstwa pozostawia jakieś ślady. Nie muszą być to odciski linii papilarnych: może być to zapach, pojedynczy włos, ślady butów, czy też drobiny naszego ciała (ślina, komórki nabłonkowe), z których można wyodrębnić potem kod DNA. Tylko od profesjonalizmu oraz determinacji śledczych zależy, na ile uda się je profesjonalnie zabezpieczyć, zbadać i zidentyfikować, a potem wykorzystać przy udowodnieniu sprawstwa przestępstwa.

Z roku na rok coraz częściej sprzymierzeńcem policji tropiącej sprawców przestępstw jest rozwój techniki. To dzięki nowym technologiom nieużyteczne przed 20-30 laty ślady zabezpieczone na miejscu zbrodni, pomagają zidentyfikować sprawcę dzięki czemu sprawiedliwość ma szansę zatriumfować! I tym w dużej mierze należy tłumaczyć wiele sukcesów policjantów z „Archiwum X”, zajmujących się wyjaśnianiem umorzonych w przeszłości groźnych przestępstw. To członkowie tych grup podążają tropami, które jeszcze kilkanaście lat temu były niewidoczne dla ówczesnych śledczych.

Dla dobra śledztwa, ani policja, ani prokuratura nie ujawniają, na jakiej podstawie zatrzymano 52-letniego mężczyznę.

Krzysztof Kilijanek

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze