Jadwiga Miracka mieszkała w domu jednorodzinnym na przedmieściach Warszawy. Kilka lat temu owdowiała. Nie czuła się jednak samotna.

Mieszkała w tym miejscu od urodzenia i wokoło miała wiele znajomych. Córka pani Jadwigi też mieszkała w Warszawie. Razem z mężem kupili mieszkanie w wieżowcu. Doczekali się dwóch synów. Obecnie już nastolatków. Niedawno zmienili lokum z wielkiej płyty na nowszy budynek. Bardzo często odwiedzali panią Jadwigę, zresztą i ona lubiła przyjeżdżać do córki.

Była druga połowa marca, po godzinie 20, kiedy Jadwiga Miracka poszła do swojego garażu. Następnego dnia wybierała się do córki, naszykowała jej ostatnie jesienne przetwory. Wieczorem przypomniało jej się, że nie zapakowała grzybków w occie. Weki i wiele innych rzeczy trzymała właśnie w garażu. Po śmierci męża sprzedała samochód, bo nie miała prawa jazdy, a  uwolniona przestrzeń służyła jej za spiżarnio-graciarnię. Po sezonie wnukowie przywozili do babci rowery, bo w nowym mieszkaniu brakowało na nie miejsca. Tylko wiosną i latem upychali je na balkonie.

Kiedy starsza pani przypomniała sobie o grzybkach, postanowiła od razu po nie pójść. Obawiała się, że następnego dnia może o nich zapomnieć. Po kilku minutach zdyszana wróciła do mieszkania. Bez słoików… Natychmiast chwyciła za telefon i wybrała numer policji.

Ktoś się włamał do mojego garażu i ukradł rowery wnuków. Dzisiaj w południe jeszcze były. Przed chwilą, kiedy tam poszłam, okazało się, że ich nie ma – relacjonowała nerwowo.

Czy pamięta pani markę rowerów, jakieś szczegóły? – dopytywał policjant.

– Takie czarne albo granatowe… – wahała się Miracka.

Dyżurny westchnął boleśnie do słuchawki, a po przyjęciu zgłoszenia i odłożeniu słuchawki mruknął zgryźliwie pod nosem:

– Dobrze, że dżemów nie ukradli.

Tego typu zgłoszenia nie należały do „ulubionych”. Wykrywalność kradzieży minimalna a roboty dużo. Policjant poinformował kolegów patrolujących teren, aby zwrócili uwagę na osoby poruszające się rowerami.

Już po kilkudziesięciu minutach policjanci zauważyli na jednej z ulic dwóch nastolatków prowadzących rowery. Postanowili sprawdzić, czy maja coś wspólnego z kradzieżą.

Skąd macie te rowery – zapytał funkcjonariusz.

To nasze bryki – zachichotał nerwowo jeden z nastolatków. – Mamusie nam kupiły, za dobre oceny.

A dlaczego na nich nie jedziecie, tylko prowadzicie? – drążył policjant.

Za ostro grzaliśmy i złapaliśmy gumę – tłumaczył drugi, tłumiąc śmiech.

– W obu na raz? – dopytywał mundurowy.

– A co? Nie wolno? – pyskował jeden z chłopaków. Po chwili dodał z poważną miną: – Nie, tylko u kolegi, ale ja jestem dobry kumpel i mu towarzyszę w spacerze. Zresztą jesteśmy po małym piwku i zgodnie z przepisami nie prowadzimy pod wpływem.

            – Panowie policjanci zajęliby się łapaniem złodziei, a nie dręczeniem niewinnych ludzi – dodał drugi nastolatek.

Faktycznie, odmienny stan młodzieńców dało się zauważyć, nie tyle po twarzach i ruchach, co po odzywkach. Popisywali się jeden przed drugim.

Takie bajeczki możecie opowiadać swoim mamusiom – podsumował rozmowę policjant. – Może spoważniejcie w komisariacie…

Dlaczego policjant postanowił zatrzymać nastolatków?

Rozwiązanie zagadki kryminalnej na następnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze