To najstarsza sprawa, jaką udało się wykryć działającym w całym kraju wydziałom „Archiwum X”. Sukces leży w determinacji, technice i w ludziach, którzy potrafią z niej korzystać – z dumą podkreślał w grudniu 2007 roku, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach, podinspektor Andrzej Gąska, informując o zatrzymaniu mężczyzny podejrzanego o zabójstwo bogatej wdowy w 1980 roku.  Minęło dwadzieścia siedem lat zanim udało się przedstawić mu zarzuty.

Było to wielkim sukcesem tym bardziej, że z prowadzonego w latach osiemdziesiątych śledztwa nie zachowały się praktycznie żadne dokumenty, i trzeba je było z wielkim mozołem odtwarzać. Na szczęście ta syzyfowa praca zakończyła się sporządzeniem aktu oskarżenia, a potem – wyrokiem sądowym. Po raz kolejny okazało się, że nie ma zbrodni doskonałej, a sprawcy popełnionych w przeszłości przestępstw nie mogą być przekonani o swojej bezkarności.

 

* * *

Janina K. mieszkała na pierwszym piętrze starej zabytkowej kamienicy w centrum Chorzowa. Na pierwszy rzut oka budynek nie wyróżniał się niczym szczególnym spośród innych pobliskich. Ale wystarczyło tylko przekroczyć próg jej mieszkania by znaleźć się w zupełnie innym świecie.

Na „królestwo” pani Janiny składały się trzy pokoje, kuchnia, służbówkę i gabinet po zmarłym przed kilku laty jej mężu-ginekologu, wysokiej klasy specjaliście, którego pasją było kolekcjonowanie oryginalnych płócien znanych polskich malarzy. Mógł sobie pozwolić na takie kosztowne hobby, bo niemal każdego popołudnia przyjmował pacjentki w swoim prywatnym gabinecie, dzięki czemu nigdy nie narzekał na brak pieniędzy.

Po śmieci pana doktora cała kolekcja pozostała w mieszkaniu, które nadal zajmowała jego żona. Mieszkała niczym w eleganckim muzeum, w którym udało się zgromadzić setki cennych eksponatów.

Mieszkanie było umeblowane cennymi drewnianymi meblami, na wysoki połysk. Na ścianach wisiało mnóstwo obrazów i nie były to żadne repliki, lecz  oryginalne płótna, które wyszły spod pędzla Malczewskiego, Kossaka,  Chełmońskiego i Wyspiańskiego. Wszystko było tam zawsze na swoim miejscu i panował niemal sterylny porządek. Na stole i przedwojennych meblach, stylizowanych na antyki, poustawianych było mnóstwo bibelotów i przedwojennych przedmiotów codziennego użytku. Z nowoczesnych rzeczy – jak opowiadali potem sąsiedzi – był tam tylko kolorowy telewizor, lodówka, pralka automatyczna i telefon. Reszta wyglądała jak wnętrze doskonale utrzymanego muzeum, ze specyficznym mikroklimatem i bardzo suchym powietrzem.

Dopóki żył mąż, to luksusowe mieszkanie tętniło życiem. Po jego śmierci wszystko uległo tu całkowitej zmianie. Pani Janina wychodziła tylko do sklepu albo do najbliższej rodziny, poza tym najchętniej całe dnie spędzała sama w doskonale znanych jej od prawie pół wieku wnętrzach. To był cały jej świat, bez którego nie wyobrażała sobie dalszego życia, które zostało brutalnie przerwane przez nieznanych sprawców…

 

Pani Janeczko, jest pani w domu?

Kobieta została zamordowana 11 październiku 1980 roku. Związaną i zakneblowaną staruszkę znalazła jedna z sąsiadek, mieszkająca dwa piętra wyżej. Kobietę zaniepokoiły uchylone drzwi do jej mieszkania, które zauważyła schodząc klatką schodową. Od razu tym się zainteresowała bo było to co najmniej dziwne…

Pani Janeczko, jest pani w domu! – zawołała kilkakrotnie, ale nikt jej nie odpowiedział. Ta cisza była co najmniej irytująca, jeśli nie podejrzana. – Może zasłabła, może trzeba jej pomóc – przemknęło kobiecie przez myśl. Nie zastanawiając się wiele popchnęła drzwi, zrobiła kilka kroków dalej i nagle nogi ugięły się pod nią  z przerażenia. Właścicielka mieszkania leżała na łóżku, nie dawała znaków życia. Ciało kobiety było skrępowane czarnym kablem elektrycznym, usta miała zakneblowane brudną szmatą. Późniejsza sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci było uduszenie. Kilkanaście minut później w mieszkaniu Janiny K. zaroiło się od milicjantów, a wejścia do kamienicy pilnował umundurowany funkcjonariusz. Wiadomość o morderstwie lotem błyskawicy rozniosła się po okolicy. Pani K. była dość znana, lubiana i szanowana, na pewno nie miała wrogów. Ludziom nie mieściło się w głowie, że padła ofiarą zabójstwa!

 

Śledztwo w tej sprawie prowadzone przez pion kryminalny Komendy Miejskiej Milicji Obywatelskiej w Chorzowie nie było łatwe, niemniej śledczy wykonali w tej sprawie mnóstwo działań i od samego początku ostro zabrali się do pracy. Wystarczy powiedzieć, że same tylko oględziny mieszkania zamordowanej i zabezpieczanie śladów trwało prawie dwa tygodnie. Ślady plądrowania pomieszczeń nie pozostawiały wątpliwości, że kobieta padła ofiarą napadu rabunkowego – funkcjonariusze nie znaleźli w mieszkaniu pieniędzy ani biżuterii, choć zmarła uchodziła powszechnie za osobę majętną. O dziwo, przestępcy nie zabrali żadnego z obrazów, choć każdy z nich wart był fortunę.

Ekspert z Akademii Sztuk Pięknych (cały dzień zajęły mu oględziny zgromadzonych w mieszkaniu dzieł sztuki) nie miał wątpliwości, że wszystko to były oryginały o znacznej wartości materialnej. Czy sprawcy bali się, że mieliby problemy z upłynnieniem takich łupów? A może nie mieli nawet świadomości, jak bardzo wartościowe rzeczy wiszą na ścianach chorzowskiego mieszkania i dlatego nie mieli zamiaru zabierać ich ze sobą?!

1 2 3 4 5>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze