Wielu z nich nie wie, jak reagować na taką agresję. Często po cichu znoszą upokorzenia. Wolą przeczekać niż narazić się na zniszczenie samochodu czy pobicie. Przemoc w szkole to nie jest marginalny problem, to już zjawisko.

Kiedyś nieodpowiednie zachowanie ucznia skutkowało negatywną oceną z zachowania, a w konsekwencji – bliskim spotkaniem z ojcowskim paskiem. Podczas lekcji wystarczył groźny wzrok nauczyciela, niezapowiedziana kartkówka czy odesłanie do kąta, by zaprowadzić porządek w klasie. Co surowsi pedagodzy kazali klękać na poduszce z grochem, dyscyplinowali linijką czy wskaźnikiem. Uczniom do głowy by nie przyszło poskarżyć się w domu. Byli przekonani, że usłyszą: „Widocznie zasłużyłeś”.

Dzisiaj to raczej uczniowie stosują przemoc wobec nauczycieli. Bodźcem może być postawienie złej oceny, choć z reguły powód nie jest potrzebny. Co na to rodzice pociech? Albo nie reagują, albo są bardzo roszczeniowi. Potrafią zrobić w szkole karczemną awanturę o zabranie dziecku telefonu, przez który rozmawiał w czasie lekcji. Jednocześnie bardzo stanowczo domagają się, aby szkoła dobrze wychowała dziecko.

 

Mniej niż zero

Najgłośniejszą historią niczym nieskrępowanego poczynania uczniów – delikatnie mówiąc – jest ta z 2003 roku. Miejsce akcji: technikum budowlane w Toruniu, lekcja języka angielskiego. Ofiara: 33-letni nauczyciel. Oprawcy: uczniowie. Dowód: 47-minutowy film nakręcony przez jednego z nich 19 czerwca 2003 roku. Film nie jako dowód w obronie pedagoga, ale dla hecy! Nikt by się nie dowiedział, co wyprawiali, gdyby sami nie pochwalili się swoimi wyczynami przed światem. Nauczyciel wcale nie chciał, by sprawa ujrzała światło dzienne.

Nagranie zaczyna „Filut”. Trzyma prowizoryczny mikrofon:

– Dzień dobry państwu, tutaj „Filut”, prowadzę program z serii „Animals Planet”.

Wchodzi nauczyciel (szpakowaty, lekko zaokrąglony, w beżowym swetrze). Siada za biurkiem. Ktoś mu namazał na biurku „HWDP” (akronim wulgarnego wyrażenia o policji – przyp. red.). Pedagog ignoruje napis. Wyciąga dziennik, książkę, przygotowuje się do poprowadzenia zajęć. „Filut” pokazuje środkowy palec. Podtyka go pod nos anglisty. Zero reakcji… Chłopak nie przestaje, prowokuje dalej:

– Chcesz mi zrobić pałkę? – mówi do nauczyciela.

Klasa ryczy ze śmiechu. Nauczyciel milczy. Inny uczeń łapie go za ramiona i wygina je do tyłu. Tym razem pedagog próbuje się wyrwać. Ktoś zabiera dziennik, ktoś inny teczkę nauczyciela. Mężczyzna próbuje odzyskać swoje rzeczy, w tym czasie uczniowie przestawiają mu biurko. Po kilku nieudanych próbach przechwycenia przedmiotów z rezygnacją opada na krzesło…

Chłopak w jasnej bluźnie drażni się z nim. Podsuwa pod nos nauczyciela jego własną teczkę, a kiedy ten wyciąga rękę zabiera ją. Wreszcie ktoś wkłada mu na głowę kosz na śmieci.

„Filut” podśpiewuje. Inny chłopak udaje, że się onanizuje. Między twarzą nauczyciela a jego rozporkiem jest zaledwie kilkadziesiąt centymetrów… Anglista ignoruje zachowanie. Pochyla się nad odzyskanym dziennikiem. Coś pisze.

W klasie panuje chaos. Krzyki mieszają się ze śmiechem i szuraniem krzeseł. Do nauczyciela podchodzi dziewczyna: gładzi go po włosach, ciągnie za rękę… Po chwili podbiega do niego kolejny uczeń. Krzyczy coś i wymachuje rękami i nogami. W powietrzu ćwiczy ciosy. Anglista nie reaguje, mimo wszystko stara się prowadzić lekcję. Odpytuje ucznia, który ubiega się o lepszą ocenę na koniec roku.

Dzwonek. Przerwa.

Kolejna lekcja. Nauczyciel wraca do klasy. Podczas jego nieobecności ktoś na tablicy wymalował kredą fallusa i napisał ch… Wywrócono mu także biurko do góry nogami. Próbuje je podnieść. W tle słychać okrzyki. Chłopak w jasnej bluzie podbiega do nauczyciela. W ręce ma gąbkę, którą wyciera mu twarz.

Pedagog próbuje wyczyścić pobrudzone okulary. Przed jego twarzą co chwila pojawia się noga jednego z uczniów, który ćwiczy ciosy karate. Trudno się powstrzymać przed robieniem uników…

W tle słychać głos:

– Chcieliśmy panu podziękować za ten rok szkolny.

Wreszcie koniec lekcji, ale uczniowie nie chcą go wypuścić. Plastikowy kubeł od śmieci ponownie ląduje na jego głowie. Na stole pojawia się usypana przez kogoś „ścieżka” z pokruszonej kredy.

– Ale masz ściechę, stary. Wciągaj – mówi „Filut” z zadowoleniem.

W tym czasie brunetka masuje nauczycielowi ramiona, co komentuje „Filut”:

– Dawaj dwie dychy, bo ja jestem jej alfonsem.

 

Na koniec jeszcze kilka osób włącza dzwonki w telefonach i przystawia brzęczące aparaty do głowy nauczyciela.

Ostatnia scena. „Filut” śpiewa: „Są tacy, to nie żart, dla których jesteś wart mniej niż zero…”.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze