Było po godzinie 23, gdy
62–letni Bronisław Ż. wracał od znajomego z sąsiedniej wsi. Szedł poboczem wąskiej drogi, wśród gęstego, ciemnego lasu.  Nie spieszył się, ani niczego nie obawiał.

W końcu znał doskonale okolice. Spędził tu całe życie, aż do ostatniej chwili… Gdy zbliżał się do zakrętu, zauważył światła przebijające się przez ścianę drzew. Na drodze stało jakieś auto. Miało zapalony silnik.

 – Panie, pomóż mi! – krzyknął do niego człowiek, który wysiadł z dużego terenowego jeepa.

Bronisław Ż. dostrzegł, że przy kołach samochodu coś leży. Podszedł bliżej. Potrącona piękna sarenka, miała otwarty brzuch, ale mimo to jeszcze żyła.

– Wyskoczyła mi, panie, wprost pod koła – powiedział roztrzęsiony kierowca wskazując na dogorywające zwierzę. – Nie miałem szansy zahamować – dodał, jakby chciał się wytłumaczyć. – Poczekaj pan tu chwilę. Pojadę po weterynarza. Może jeszcze da się zwierzaka uratować, a jak nie, to przynajmniej zabiorą truchło…

Bronisław Ż. sięgnął do kieszeni, wyszperał z niej pogiętego papierosa. W sumie nie spieszyło mu się. Został sam z umierającym zwierzęciem. Cisza. Wkoło żywej duszy, na drodze ani jednego samochodu. Po jakimś czasie dostrzegł w oddali ciemną postać, idącą w jego kierunku, poboczem po drugiej stronie drogi. Mimo że nie padało, wędrowiec miał kaptur głęboko naciągnięty na głowę…

Gdy zbliżał się do niego, przeszedł na drugą stronę jezdni. Wtedy dojrzał i rozpoznał rysy twarzy. Dziewczyna. Znał ją z widzenia. Była to nastoletnia Magdalena P., mieszkająca na drugim końcu wsi. Zawsze wyglądała jak dziwadło. Miała pomalowane na czerwono włosy, mocny ciemny makijaż i kolczyki – na twarzy, w nosie, uszach.

To spotkanie z młodą kobietą nie zakończyło się  dobrze dla Bronisława Ż.

Czytaj więcej w najnowszym numerze „Detektyw – Wydanie Specjalne”
pt. Małolaty i paragrafy.

W sprzedaży od 29 sierpnia 2017 roku.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze