Są ich w Polsce dziesiątki. Dzieją się w nich rzeczy niewytłumaczalne, przyprawiające o dreszcze. Ciąży nad nimi fatum, a mimo to są chętnie odwiedzane. Co takiego ciągnie ludzi do nawiedzonych domów?

Zjawiska paranormalne możemy znaleźć już w mitologii, kiedy ludzie nie znali podstawowych praw natury, ale mieli silną potrzebę ich wytłumaczenia. Zastanawiając się dlaczego codziennie wschodzi słońce uznali, że to bogowie wciągają je na nieboskłon… Dzisiaj wiara w zjawiska paranormalne jest bardziej popularna niż mogłoby się wydawać. Nie można też przypisać konkretnej grupy wiekowej, płci ani wykształcenia tych bardziej „wierzących”. Wychodzi po równo, ponieważ wiara w duchy i inne zjawiska paranormalne jest dość popularna, i to nie tylko w Polsce. Świadczą o tym chociażby liczne fora dyskusyjne w internecie.
Jedni deklarują, że widzieli „coś” na własne oczy, inni opowiadają legendy powtarzane w rodzinie z pokolenia na pokolenie. Wielu na własnej skórze pragnie się przekonać czy prawdą jest to, że np. gdzieś straszy. Zawsze towarzyszy temu dreszczyk emocji i kpiący uśmiech niemałej grupy sceptyków.

 

***

Okazuje się, że nie tylko domy są nawiedzone, ale również miejsca. Mroczną tajemnicą owiany jest las w Witkowicach. Zrobiło się o nim głośno, kiedy w tajemniczych okolicznościach zaginęło tam 9 studentów.
Choć rzecz miała miejsce dość dawno temu, bo w 2001 roku, nadal ciekawi.

Młodzi ludzie udali się do tego lasu tuż po rozpoczęciu roku akademickiego. Chcieli urządzić sobie piknik. Był alkohol, zabawa i ognisko. Ostatnią osobą, która ich widziała, był jeden z mężczyzn, mieszkający na obrzeżach lasu.

Było to około godziny 20.30. Potem słuch o nich zaginął. Szukali ich policjanci, rodzina, a nawet prywatni detektywi. Wszystko na nic. Minęło pół roku od zaginięcia jednego z młodych mężczyzn, kiedy jego znajomi udali się do witkowickiego lasu, aby uczcić jego pamięć. Na miejscu niespodziewanie znaleźli aparat fotograficzny. Zabrali go ze sobą, a znajdujący się wewnątrz film, postanowili wywołać. Okazało się, że na kliszy zostali uwiecznieni zaginieni studenci, a także coś, czego nie dało się wytłumaczyć. Z lasem działo się coś dziwnego, czego nie można było jednoznacznie stwierdzić…
Szukając informacji na temat wsi Witkowice, można znaleźć doniesienia, z których wynika, że w XVIII wieku, w tajemniczych okolicznościach, spalono mieszczącą się tam osadę. Mało tego, zaginęli wtedy wszyscy jej mieszkańcy. Podobno 5 lat przed tym tajemniczym wydarzeniem we wsi pojawiła się grupa innowierców, która w lesie postawiła świątynię. Podobno od tego czasu las zaczął się zmieniać. Ludzie czuli w nim złowrogą energię i bali się do niego chodzić. Mało tego, pojawiły się pierwsze zaginięcia.

Chłopów ciekawiło, co dzieje się w tajemniczej świątyni i pewnej nocy postanowili to sprawdzić. Zaczaili się w krzakach, aż nagle zobaczyli zielony dym, który snuł się w ich kierunku. Przerażeni zaczęli uciekać, ale nie było to takie proste, ponieważ las wirował im przed oczami, jakby się rozmywał. Wyczerpanych śmiałków znaleziono po dwóch dniach na skraju lasu. Kilka tygodni później spłonęła osada…
Powyższa legenda powróciła jak bumerang, kiedy zaginęli studenci. Zaczęto też analizować pewne fakty, jak chociażby ten, że lasek jest jednym z ulubionych miejsc samobójców. Studentów nigdy nie odnaleziono, ale czy rzeczywiście udali się oni na piknik i tam zaginęli? Czy może to kolejna legenda miejska, a raczej leśna…

Anna Jagodzińska

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze