Zaginięcie 22-letniego Mieczysława O. na mokotowskiej komendzie policji zgłosiła 1 marca 2005 roku jego siostra – Katarzyna. – Mietek wyszedł z domu 24 lutego – relacjonowała okoliczności jego zaginięcia. – Tamtego dnia spotkał się z mieszkającym w naszym bloku Piotrem M., który wywołał go z domu domofonem.

Brat ubrał się i zszedł na dół. Miał chyba gdzieś pojechać, ale nie wiem, gdzie i w jakim celu. Kilkakrotnie dzwoniłam potem na jego telefon komórkowy, ale za każdym razem włączała się automatyczna sekretarka. Wprawdzie mieszkaliśmy pod jednym dachem, jednak nigdy nie wnikałam zbytnio w jego sprawy osobiste. Wprawdzie zdarzało mu się, że nie spał w domu przez jedną – dwie noce, ale zawsze był z nim wtedy jakiś kontakt. Minęło już pięć dni, a tym razem nie dał żadnego znaku życia. Boję się, że mogło mu się stać coś złego. Brat obracał się w nieciekawym towarzystwie. Każde z nas jest dorosłe i żyje swoimi problemami. Wprawdzie miałam zastrzeżenia do jego stylu życia, ale to był jego wybór i nie mogłam nic zmienić w jego życiu. W ostatnim czasie mało z nim rozmawiałam i nie zwracałam na niego większej uwagi, bo coraz częściej dochodziło między nami do konfliktów i awantur. Wszystko przez to jego uzależnienie!

 

* * *

Mieczysław O. od kilku lat był narkomanem. Pierwsze porcje „białej śmierci” zaczął przyjmować jako 16-letni chłopak. Młodzieńcza „przygoda” z marihuaną zakończyła się uzależnieniem, któremu nie był się w stanie przeciwstawić. Potem były coraz mocniejsze i większe dawki narkotyków. Kilkakrotne próby zerwania z nałogiem spełzły na niczym. Nie miał stałej pracy, utrzymywał się z okazjonalnych prac i drobnych kradzieży. Coraz częściej wchodził w konflikt z prawem, czego efektem były prawie trzy lata spędzone w domach poprawczych.

Latem 2003 roku zaczęły się u niego problemy ze zdrowiem psychicznym, które były konsekwencją uzależnienia od narkotyków.

Zaczęły dręczyć go omamy i stany lękowe – opowiadała Katarzyna O. – Brat słyszał obce głosy w głowie, mówił, że ma ich coraz bardziej dosyć, bo nie może dać sobie z nimi rady. Kilkakrotnie pytał się mnie, gdzie jest nasza matka. Było to o tyle tragiczne, że mama zmarła kilka miesięcy wcześniej i obydwoje byliśmy na jej pogrzebie.

 Choroba pogłębiała się z miesiąca na miesiąc, a napady depresji na głodzie narkotycznym były coraz częstsze. Pewnego dnia chciał popełnić samobójstwo, usiłując skoczyć z dziesiątego piętra jednego z ursynowskich wieżowców. Na szczęście udało się go odwieść od tych zamiarów; kilka tygodni wcześniej odkręcił wszystkie kurki z gazem w mieszkaniu i tylko cudem nie doszło do tragedii, bo siostra w porę to zauważyła. Od tamtej pory był pod opieką lekarzy psychiatrów, kilka razy przebywał na leczeniu szpitalnym. To ostatnie nie na wiele się zdało, bowiem po powrocie do domu przestawał brać zalecane mu lekarstwa i zastępował je marihuaną. Coraz częściej robił w domu awantury, groził nożem mieszkającej razem z nim pod jednym dachem siostrze i dziadkowi, kilka razy musiała interweniować policja, która uspokajała młodego narkomana. Obiecywał poprawę, zapewniał, że zacznie się leczyć, jednak na obietnicach się kończyło. Stosunki z siostrą i dziadkiem stawały się coraz bardziej napięte. Kiedy pod koniec lutego nagle zniknął, najbliżsi byli przekonani, że pewnie znowu zanocował u któregoś ze znajomych. Mijały jednak kolejne dnie i noce, a on nie wracał, ani nie dawał żadnego znaku życia. Pełni złych przeczuć zdecydowali się na powiadomienie policji o zaginięciu Mieczysława O.

 

Przepadł jak kamień w wodę

Rozpoczęło się rutynowe policyjne śledztwo, choć początkowo sprawa nie wydawała się nadzwyczaj trudna. Młody mężczyzna był od wielu lat narkomanem i dla zdobycia kilkudziesięciu złotych na kolejną porcję narkotyków gotów był popełnić kolejne przestępstwo. Być może zatrzymano go na drobnej kradzieży w innej dzielnicy Warszawy i siedzi teraz gdzieś w areszcie? Może zdobywszy większe pieniądze wpadł w kilkudniowy ciąg narkotyczny i na pół przytomny leży w obcym mieszkaniu? A może – biorąc pod uwagę nie najlepsze relacje z rodzoną siostrą – postanowił wynieść się na pewien czas z rodzinnego domu i zamieszkać kątem u jakichś znajomych? Wśród narkomanów takie nagłe zmiany, o których nie powiadamiają najbliższych, nie są przecież niczym nadzwyczajnym!

 

1 2 3 4 5>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze