W Konstancinie pod Warszawą dokonano włamania do willi bogatego biznesmena, a zarazem znanego kolekcjonera dzieł sztuki.

Kiedy właściciel, (nazwijmy go Kowalski) wraz z małżonką wrócili do domu, natychmiast zauważyli, że na ścianie w salonie brakuje dwóch najcenniejszych obrazów z ich kolekcji. Złodzieje musieli być profesjonalistami lub działali na zlecenie, gdyż inne cenne przedmioty pozostawili nietknięte. W salonie na parterze otwarte okno z wyciętą diamentem szybą wskazywało sposób, w jaki do willi dostali się złodzieje. Zdenerwowany gospodarz domu natychmiast zawiadomił policję. Ze względu na osobę pokrzywdzonego, na miejsce włamania przyjechał podkomisarz Zadora z Komendy Stołecznej Policji wraz z ekipą techników kryminalistycznych. Tego dnia przez wiele godzin padał deszcz i na rozmokłej ziemi pod oknem salonu włamywacz zostawił ślady podeszew swego obuwia. Pierwszą czynnością, jaką podkomisarz przed wejściem na teren posesji państwa Kowalskich polecił wykonać swoim podwładnym, było właśnie staranne zabezpieczenie wszelkich śladów wokół willi. Policjant z doświadczenia wiedział, że obecność wielu ludzi na miejscu przestępstwa często utrudnia lub wręcz uniemożliwia odnalezienie i identyfikację śladów sprawcy.

Podczas zabezpieczania śladów butów włamywacza, policjanci odkryli, że oprócz śladów podeszew obuwia prowadzących od siatki ogrodzenia przy ulicy, przez ogród aż do okna salonu, również przed drzwiami wejściowymi do willi są ślady obuwia, jednak o innym wzorze protektora podeszwy, niż te spod okna. Ślady te nie pasowały do obuwia właścicieli domu, ani do butów pracujących policjantów, co niezwłocznie ustalili funkcjonariusze. Zastanawiający był fakt, że obydwa rodzaje odcisków butów prowadziły w kierunku willi, tak jakby dwaj włamywacze, niezależnie od siebie, dostali się do środka dwoma różnymi drogami: jeden od strony ogrodu przez okno w salonie, a drugi drzwiami wejściowymi. Zagadkową okolicznością było również i to, że solidny zamek drzwi domu był zaryglowany. Stwierdzili to ponad wszelką wątpliwość oboje państwo Kowalscy, którzy wracając do swego domu musieli otworzyć kluczem drzwi. Okradzeni gospodarze zapewnili podkomisarza, że są absolutnie pewni, iż wychodząc przed trzema godzinami z willi, dokładnie zamknęli wszystkie okna i zaryglowali zamek drzwi wejściowych.

Funkcjonariusze dokonujący oględzin wnętrza domu stwierdzili ponadto, że w otwartym oknie, w którym włamywacz wyciął diamentem szybę, kawałek wyciętej tafli szklanej w kształcie idealnego koła leżał na podłodze salonu. Zaskakującym był jednak fakt, na który zwrócił uwagę podkomisarz Zadora , że brak było śladów odcisków butów wskazujących, jaką drogą przestępcy opuścili willę. Było to zadziwiające, gdyż przecież włamywacze w jakiś sposób musieli umknąć z łupem.

Kryminalistyczne badanie mechanoskopijne zamka drzwi wejściowych wkrótce potwierdziło hipotezę, że ślady podeszew obuwia sprzed drzwi musiał zostawić włamywacz, gdyż na elementach badanego przez ekspertów zamka odkryto charakterystyczne rysy i zadrapania, wskazujące na to, że został on otwarty przez dużej klasy fachowca przy pomocy profesjonalnych wytrychów. Technicy kryminalistyczni rutynowo wykonali odlewy gipsowe śladów podeszew obydwu włamywaczy (tego, który wszedł przez okno i drugiego, który sforsował zamek drzwi). Porównując  obydwa odlewy okazało się, że złodziej który wszedł drzwiami nosił sportowe obuwie typu adidas o rozmiarze siedem, zaopatrzone w gumowy protektor podeszwy charakteryzujący się licznymi nacięciami wzdłużnymi i poprzecznymi. Drugi zaś włamywacz musiał być chyba mężczyzną o potężnej posturze, gdyż nosił obuwie o rozmiarze dziesięć. Jego buty miały gładkie podeszwy i były najprawdopodobniej klasycznymi męskimi pantoflami, gdyż było widać wyraźnie odcisk podeszwy przedniej części buta i wyraźnie zarysowany obcas. Na podłodze wewnątrz willi, zarówno tuż za drzwiami wejściowymi, jak i pod oknem w salonie, przez które wszedł drugi włamywacz, policjanci nie znaleźli żadnych śladów obuwia ani najmniejszych drobinek błota, co wskazywało, że przestępcy musieli zdjąć buty i buszowali po wnętrzu w samych tylko skarpetkach.

Reasumując zebrany materiał dowodowy podkomisarz Zadora musiał przyznać, że włamania dokonali wyjątkowo przebiegli przestępcy. Brał pod uwagę rozmaite sposoby opuszczenia przez nich willi, nie wykluczając rozpiętej liny, rozsuwanej długiej drabiny, ustawionej przed drzwiami i opartej o furtkę ogrodzenia, a nawet rozważał możliwość użycia przez złodziei specjalistycznego samochodu z wysięgnikiem, jakiego używają monterzy naprawiający uliczne latarnie. Jednak po szczegółowej analizie zebranych dowodów i ustalonych faktów, zaświtała mu w głowie pewna myśl, która po chwili zamieniła się w pewność. Oficer policji domyślił się już, w jaki sposób złodzieje unosząc cenny łup, opuścili dom państwa Kowalskich. – Trzeba przyznać – zwrócił się Zadora do jednego ze swych podkomendnych – że było to bardzo sprytne posunięcie…

Jak uciekli złodzieje?

Rozwiązanie zagadki kryminalnej na kolejnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze