Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy na świecie? – pytała zła królowa w popularnej bajce dla dzieci. Kobiety od wieków przywiązują niemałą uwagę do swojej urody i wyglądu fizycznego.

Niekiedy płeć piękna jest na tyle zdeterminowana w staraniach, wręcz walce o swą urodę, że wysiłki te prowadzą z salonu piękności prosto na wokandę, przed oblicze wymiaru sprawiedliwości.

Konstytucja RP gwarantuje wszystkim powszechny dostęp do wymiaru sprawiedliwości. Każdy obywatel pokrzywdzony przez drugiego człowieka, instytucję, a nawet przez państwo może dochodzić swoich praw przed obliczem sądu. Wiele osób z ochotą korzysta z tego przywileju zajmując Temidę swoimi problemami. Są wśród nich sprawy dotyczące poważnych naruszeń wolności, własności, nietykalności, których rozstrzygnięcie polubowne nie było możliwe i konieczny okazał się finał przed sądem. Ale na wokandę trafiają również sprawy mniej ważne, które dla większości mogą wydawać się błahe, podczas gdy dla osób bezpośrednio w nie zaangażowanych dotykają problemów niemal fundamentalnych. A jeśli sprawy te ocierają się o tak wrażliwe kwestie, jak zniszczona uroda i idące za tym zachwiane poczucie własnej wartości to długa batalia sądowa gwarantowana…

Do takich spraw zaliczyć można osobliwy przypadek Żanety P. z Wrocławia. Kobieta niezadowolona z usługi przedłużania włosów i balejażu postanowiła dochodzić swoich praw przed sądem.

 

Stylizacja idealna

Żaneta P. zawsze lubiła dobrze wyglądać. Mocny i wyrazisty makijaż, ubrania z wyeksponowanym dekoltem, wysokie szpilki, długie tipsy, to były jej znaki rozpoznawcze. Szczególną uwagę przywiązywała do włosów. Miała gęste lśniące blond włosy sięgające do ramion. Każdego dnia celebrowała ich mycie specjalnym nawilżająco-regenerującym szamponem, układała i czesała je przed lustrem. Co kilka miesięcy farbowała się na inny kolor, robiła pasemka.

Wrocławianka lubiła spędzać czas u fryzjera, ale w odróżnieniu od wielu kobiet – nie miała swojej ulubionej, „tej jedynej” stylistki. W poszukiwaniu idealnej stylizacji odwiedzała  jeden salon piękności po drugim. W ten sposób trafiła do świeżo otwartego centrum urody i stylizacji prowadzonego przez Mariolę G.

Sprawa wydawała się prosta: Żanecie zależało na przedłużeniu włosów o kilka centymetrów. Miało być efektownie, gustownie i z klasą, tak, aby doczepione kosmyki wyglądały jak naturalne włosy. Przedstawiła swoje oczekiwania, usiadła na fotelu przed lustrem i oddała się  ręce Marioli. Za usługę zapłaciła niemałą kwotę 1500 zł. Niestety, zaraz po powrocie do domu i spojrzeniu w lusterko, klientka poczuła się bardzo rozczarowana swoim wyglądem. Zawód i rozczarowanie niemal natychmiast zaprowadził ją przed oblicze sądu, gdzie pozwała salon piękności za rzekomo nieprawidłowo wykonaną usługę…

Usługa przedłużania włosów została wykonana nieprawidłowo, przy użyciu złej jakości włosów oraz niezgodnie z wcześniejszymi ustaleniami – przekonywała Żaneta w pozwie skierowanym do wrocławskiego Sądu Rejonowego na początku czerwca 2011 roku. – Jeszcze tego samego dnia przedłużone włosy zaczęły się kosmacić i skręcać, miały także kolor odbiegający od tego wybranego z palety włosów producenta – pisała w pozwie.

Kobieta twierdziła, że nie mogła zauważyć od razu nieprawidłowości w doczepionych włosach ze względu na kiepskie oświetlenie w salonie fryzjerskim. Dostrzegła to chwilę po powrocie do domu. Według niej doczepione  kosmyki mogły być mieszanką dwóch różnych gatunków włosów, wcześniej już używanych i prawdopodobnie powtórnie farbowanych. Niemniej, niezadowolenie z nowego wyglądu fizycznego to nie wszystko, co zaprowadziło wrocławiankę przed oblicze wymiaru sprawiedliwości.

 

Powódka podniosła, że czuje poważny dyskomfort psychiczny w związku ze źle wykonaną usługą przedłużenia włosów. W związku z nowym niekorzystnym wyglądem poczuła się nieatrakcyjna, oszpecona i spadła jej samoocena. Ponadto zaczęła odczuwać lęk przed wizytami u fryzjera, jak i męczyły ją nieustające bóle głowy, a nawet bóle włosów podczas ich czesania. Miało być to efektem przyczepienia włosów zbyt wysoko – informował przedstawiciel dolnośląskiej palestry zajmujący się tą sprawą.

Żaneta w związku z oszpeceniem i urazem psychicznym domagała się od Marioli G. odszkodowania w wysokości 3000 zł – 1500 zł tytułem zwrotu kosztów doczepienia włosów i drugie tyle zadośćuczynienia za doznaną krzywdę.

W odpowiedzi na pozew fryzjerka wniosła o oddalenie powództwa w całości i zasądzenie od powódki kosztów postępowania.

 

***

Przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości chcąc nie chcąc musieli zająć się sprawą, ustalić stan faktyczny i rozstrzygnąć, czy zadośćuczynienie faktycznie się należy. Rozpoczęło się zbieranie dowodów i przesłuchiwanie zarówno głównych „bohaterek” – Żanety i Marioli, jak i świadków, których zeznania mogłyby rzucić światło na sprawę i przyczynić się do jej rozstrzygnięcia.

W toku postępowania ustalono, że już dzień po feralnej wizycie w centrum urody niezadowolona klientka ponownie pojawiła się w salonie fryzjerskim z reklamacją. Mariola zaproponowała w ramach rekompensaty przefarbowanie i rozjaśnienie włosów. Mimo wszystko Żaneta nadal pozostawała niezadowolona z efektu, więc fryzjerka chcąc pójść jej na rękę, zaproponowała zwrot części kosztów zabiegu – 900 zł. Żaneta nie chciała jednak przyjąć tych pieniędzy. Domagała się znacznie większej sumy.

Pani Mariola nie poczuwała się do winy, więc nie zgodziła się na zwrot całości kosztów przedłużania włosów. Zeznała, że zdecydowała się na zwrot 900 zł ze względu na fakt, że swój salon prowadziła raptem od trzech tygodni i nie chciała robić niepotrzebnego zamieszania wokół sprawy, co można uznać za troskę o renomę własnej firmy – tłumaczył przedstawiciel dolnośląskiego wymiaru sprawiedliwości.

1 2 3 4>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze