Zanieczyścił teren sąsiada i zjadł rybki, które pływały w jego oczku wodnym. Przed sądem nie stanie sprawca, a jego opiekun. Dlaczego? Otóż dlatego, że winnym jest kot… albo kotka.

Przed Sądem Rejonowym we Wrocławiu spotkał się właściciel czworonoga i sąsiad oskarżający mężczyznę o to, że „nie zapewnił pełnego nadzoru nad zwierzęciem”. Pokrzywdzony twierdzi, że jeden z pupili sąsiada spacerował po jego ogrodzie i załatwiał swoje potrzeby. O ile na te kwestie byłby w stanie przymknąć oko, tak nie mógł pogodzić się ze stratą rybek… Oskarża on bowiem kota sąsiada o wyjedzenie rybek z oczka wodnego. Ponieważ sąsiedzi nie byli w stanie załatwić sprawy polubownie, na miejsce wezwano straż miejską. Stwierdzono, że właściciel kota nie zajął się należycie zwierzęciem, przez co było ono uciążliwe dla innych. Do ustalenia pozostał fakt, czy oby na pewno to „oskarżony” kot jest winny konsumpcji rybek. Ta kwestia została właśnie rozstrzygnięta przed wrocławską Temidą. Zapadł wyrok. Zdaniem sądu opiekun nie dopilnował zwierzęcia – za co otrzymał naganę. Oprócz tego musi zapłacić 100 zł. Wyrok nie kończy sprawy, bowiem właściciel kota zapowiedział odwołanie od decyzji.

 

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze