Mężczyzna na wolność wyszedł zaledwie półtora roku wcześniej. Odsiedział 15 lat za zabójstwo żony. Okrutnej zbrodni dokonał na początku lat 90., na oczach 10-letniej córki. Ale na całym życiu Zenona W. piętno odcisnęła inna kobieta – matka, która porzuciła go, gdy był dzieckiem…

Skład sędziowski, jak pokazują akta sprawy z 1991 roku, nie miał łatwego zadania, chcąc sprawiedliwie ocenić czyn, jakiego dopuścił się Zenon W. Skazując oskarżonego za zabójstwo żony na 15 lat więzienia, jako okoliczności łagodzące potraktował to, że mężczyzna „wychował się w niekorzystnych warunkach środowiskowych, co nie pozostało bez wpływu na ukształtowanie się nieprawidłowej osobowości”…

 

Bękart

Zenek nie miał okazji poznać swojego ojca. Urodził się w 1956 roku w małej wiosce na Podlasiu. Gdy miał osiem miesięcy, matka pozostawiła go u swoich rodziców, a sama na nowo zaczęła układać sobie życie. Z mężem dochowała się kolejnej piątki dzieci. Dziadkowie, na których spadła opieka nad małym Zenkiem wychowywali wówczas jeszcze sześcioro własnych dzieci. Mieli 2-hektarowe gospodarstwo, z którego dochody musiały wystarczyć na utrzymanie całej rodziny. Wszyscy mieszkali w jednej izbie drewnianej chałupy, w potwornej ciasnocie, bez prądu.

Dziadek często zaglądał do kieliszka. Gdy się napił, zaczynał w domu robić porządki i wyganiał chłopaka do matki.

Zenon W. wspominał, że nigdzie nie czuł się u siebie. Kiedyś wraz z wujkiem pojechał w odwiedziny do matki. – Gorzej jak pies byłem traktowany. Dla wujka było łóżko, mnie kazali spać na sianie w sionce – opowiadał.

Już jako dziecko najmował się do prac polowych u sąsiadów, żeby zarobić parę groszy. Nie na zbytki, ale po to, żeby kupić sobie ubranie.

Inne dzieci z wioski ciągle mu dokuczały, nazywały bękartem. To rodziło u niego bunt i agresję.

– Jak coś chciał, to rzucał się na ziemię i bił nogami – tak o zachowaniach Zenona W. w dzieciństwie opowiadał jego wujek. Chłopak wagarował, pił, źle się zachowywał. Przez 9 lat nauki zdołał skończyć sześć klas szkoły podstawowej. Później twierdził, że już jako dziecko miał myśli samobójcze.

W 1975 roku dostał pierwszy wyrok – 3 lata więzienia za pobicie mężczyzny. W czasie odsiadki skończył dwie kolejne klasy podstawówki, a całą szkołę zaocznie – już po wyjściu z zakładu karnego. Zaliczył także kurs murarski. Imał się rozmaitych prac, głównie budowlanych. Ale próbował swoich sił także jako muzyk na weselach, bo nauczył się grać na gitarze i perkusji. Potrafił też malować chwalone przez nabywców obrazy.

Gdy w 1979 roku Zenon W. ożenił się z Krystyną M., wydawać się mogło, że wyszedł na prostą. Miał 25 lat, żona zaledwie 17. Małżonkowie najpierw mieszkali kątem u rodziny, w końcu wynajęli dom w pobliskiej, dużej wsi. Mężczyzna sam doprowadził do budynku wodę, starannie wyremontował pomieszczenia, zrobił część mebli. Na świat przychodziły kolejne dzieci – w sumie piątka.      W małżeństwie bardzo szybko zaczęły się awantury. Już na początku lat 80. rodzina W. znalazła się pod lupą policji, bo Zenon W. po alkoholu zaczął znęcać się nad żoną. Dostał nawet wyrok w zawieszeniu, ale niewiele to pomogło. Gdy się napił – bił i gwałcił żonę. Powód zawsze znalazł. Często zdarzało się, że w czasie alkoholowych libacji z kolegami w domu wychodził na chwilę, a gdy wracał oskarżał Krystynę W. o sprowadzanie sobie kochanków i zaczynało się piekło.

Regularne wizyty w domu małżonków składali kuratorzy. W 1982 roku stwierdzili m.in.: Żona Zenona W. to osoba młoda i niezaradna. W domu nie było za co kupić żywności. W czasie awantury dziecku złamano nóżkę. Dzieci niedożywione, z objawami choroby sierocej, kołysały się w łóżeczkach”.

 

W 1987 roku kurator odnotował: „Matka jest zadbaną kobietą, modnie i elegancko ubraną, ze zrobionym makijażem. Dzieci są brudne, niedożywione i zaniedbane”. Zenon W. jako powód awantur wskazywał to, że kobieta zaniedbywała swoje domowe obowiązki. Wujek mężczyzny określił to dobitnie: „Żona Zenka nie dbała o dom. Po dzieciach wszy chodziły. Siedziały w kojcach i kiwały się jak sieroty”.

O tym, jak fatalny wpływ na Zenona W. miał alkohol, świadczy jeszcze jeden przykład. W 1988 roku złożył przed księdzem obietnicę, że nie będzie pić. W tym czasie skończyły się awantury, były pieniądze na jedzenie, znacznie poprawiły się warunki życia rodziny. Ale na krótko, bo Zenon W. bez alkoholu wytrzymał tylko rok.

 

Zbrodnia na przepustce

W kwietniu 1990 roku Zenon W. wszczął awanturę z mieszkańcem sąsiedniej miejscowości. Podejrzewał mężczyznę o kradzież gołębi. Uroił sobie także, że jest on kochankiem jego żony. Rzucił nim o twarde podłoże tak mocno, że obrażenia okazały się śmiertelne. Został skazany na 2 lata i 6 miesięcy więzienia. Trafił do zakładu karnego na drugim końcu Polski.      Sprawował się w nim na tyle dobrze, że na przełomie kwietnia i maja 1991 roku dostał w nagrodę 5-dniową przepustkę. Najpierw odwiedził rodzinę w Warszawie. Tam dowiedział się, że jego żona mieszka już z innym mężczyzną. Krystyna W. po tym, jak Zenon W. znalazł się za kratami, złożyła pozew o rozwód. Mężczyzna, który się wkrótce potem do niej wprowadził, jak relacjonowali sąsiedzi, nie pił i opiekował się nią i dziećmi.

1 2 3>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze