„Służbę” rozpoczął w 1976 roku, zakończył po jedenastu latach. W czasach PRL-u ludzie lubili funkcjonariusza Milicji Obywatelskiej. I to nie jest dowcip!

Popularnością wśród mundurowych przebija go tylko kapitan Hans Kloss. Potwierdzają to zresztą sami twórcy serialu „07 zgłoś się”. W odcinku „Brudna sprawa”, w epizodycznej roli, pojawia się gościnnie Stanisław Mikulski (Kloss). Jego obecność na dworcu Łódź Fabryczna kwituje porucznik Zubek, zwracając się do porucznika Borewicza:

Ale w mundurze to mu jednak lepiej.

Komu? – pyta Borewicz.

No przecież nie Piłsudskiemu, tylko Klossowi – odpowiada Zubek.

Porucznik i kapitan różnią się nie tylko liczbą gwiazdek na pagonach. Kloss to i szarża, i stawka inna. Jednak dla obu bohaterów seriali wspólna jest wielka popularność i sympatia widzów.

Porucznikowi Borewiczowi było trudniej ją osiągnąć, bo działał „za komuny” (serial kręcono w latach 1976-1987), w czasach Milicji Obywatelskiej. Formacji z definicji służącej do walki z przestępczością, utrzymania ładu i porządku oraz zapewnienia bezpieczeństwa publicznego. W ówczesnej rzeczywistości politycznej oznaczało to także aparat przemocy i utrzymania władzy.

 

Swojski twardziel

Porucznik Borewicz ma świadomość, że większość społeczeństwa nie czuje sympatii do milicji, nie szanuje jej. Raz tylko zaapeluje:

Ludzie, troszkę zaufania!

W odpowiedzi usłyszy:

Niech pan nie będzie śmieszny! Wy i zaufanie…

Sławomir Borewicz – inteligentny, oczytany, dobrze wykształcony – nie oburza się. Wie z kim pracuje. Zna powiedzenie: Nie matura, lecz chęć szczera… Mniej rozgarniętym kolegom oficerom, poczciwemu Zubkowi i karykaturalnemu Jaszczukowi, docina na każdym kroku. Kiedy Borewicz razem z Jaszczukiem znajdują na biurku sierżant Anny Sikory książkę „Ciąża, poród, połóg”, zaskoczony Jaszczuk stwierdza:

Przecież koleżanka Sikora jest…

Panną, chciał pan powiedzieć. Ale tego się nie robi obrączką – kpi Borewicz.

Porucznik zna swoją wartość i ma tzw. gadane:

Ja pracuję w takim resorcie, w którym ludzie z pani środowiska lubią mieć znajomych, ale niechętnie się z nimi pokazują. Jestem gliniarz.

To mnie pan zaskoczył.

Bo nie sprawiam wrażenia faceta, który nie odróżnia kaloryfera od akordeonu?

Facet, według Borewicza, może nie mieć ręki, może nie mieć nogi, byleby nie był kaleką. I właśnie takiego swojaka, twardziela widzą w nim inni.

Jedna z postaci, prostytutka, rzuci nawet komplement:

Jest pan człowiek, chociaż gliniarz.

 

Niby ofiarność

 Nic dziwnego, że taki bohater mógł liczyć na sympatię, a serial na uznanie. Widzowie od razu zaakceptowali i polubili „07 zgłoś się”. Tym bardziej mogą zaskakiwać publikowane po latach nieprzychylne recenzje krytyków. Niektórzy z nich (nazwiska pomińmy) zarzucali serialowi błędy w konstrukcji fabuły, czy też w sposobie narracji: „Niby ukazywał zbrodnię po polsku, niby ofiarność milicji, a w gruncie rzeczy najcenniejsza jest ofiarność widzów, którzy dotrwali do końca…”.

W podobnym tonie pisał inny krytyk, który ganił naśladowanie amerykańskich wzorów, zamiast trzymania się nadwiślańskich realiów: „Otrzymaliśmy parodię pościgów samochodowych rodem z „Bullitta”, albo „Francuskiego łącznika”. Otrzymaliśmy porcję bójek, jakże jednak żałosnych! Sądzę, że dorośli, oglądając ten serial, uśmiechali się z politowaniem”.

 

Nawiasem mówiąc, ten sam krytyk, autor powieści milicyjnych, jako przykład do naśladowania wskazywał radziecki serial „Siedemnaście mgnień wiosny” oraz jego bohatera, Stirlitza…

Po latach, serial o Borewiczu nadal cieszy się sympatią widzów. Zapewne także tych, których bawią żenujące kawały o agencie Stirlitzu.

Stirlitz, co jest lepsze: radio czy gazeta? – zapytał podejrzliwie Mueller.

Gazeta, w radio nie zawiniesz śledzia – odparł spokojnie Stirlitz. 

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze