Barbara Zimna na komunę narzekać nie mogła, bo żyło jej się całkiem nieźle. Chociaż jako urzędniczka w magistracie nie zarabiała dużo, dzięki pomocy zamożnej ciotki z RFN-u stać ją było na malucha, tureckie kożuszki i zakupy w peweksie, czego – rzecz jasna – zazdrościły jej wszystkie koleżanki.

Barbara jednak szczęśliwa nie była. Ściany mieszkania matki, w którym wraz z mężem i synkiem zajmowała dwa pokoje, były częstym świadkiem awantur wszczynanych przez małżonka – kobieciarza i pijaka.

Porywczy charakter Pawła Zimnego sprawiał, że teściowa nie cierpiała zięcia. W dodatku razem z córką były bezsilne wobec wybryków mężczyzny, który jako milicjant nic sobie nie robił z gróźb, że zdesperowane kobiety pójdą poskarżyć się na posterunek. Raz nawet spróbowały. Dyżurny milicjant wysłuchał ich żalów i obejrzał posiniaczone ramię Barbary, ale wszystko skończyło się obietnicą, że porozmawia z Pawłem, gdy ten zjawi się w pracy.

 

Lepsze życie

Na próżno matka namawiała jedynaczkę, by wystąpiła o rozwód. Barbara potakiwała, obiecywała zastosować się do rady matki, ale gdy rodzicielka przypominała o wizycie w kancelarii adwokackiej, córka zawsze znajdowała wymówkę, by odwlec złożenie pozwu.

Mamo, przecież on nie zgodzi się na rozwód. Szkoda naszych nerwów!

Rób, jak uważasz. Ja w każdym razie mam dosyć tego wszystkiego. W odróżnieniu od ciebie ślubu z tym chamem nie brałam. Marta przysłała mi zaproszenie i już dostałam wizę. Nie muszę ci mówić, że nie mam zamiaru wracać! A ty, jakbyś była mądra, też wyjechałabyś stąd razem z dzieckiem – oświadczyła wreszcie matka.

Po wyjeździe matki za granicę, życie Barbary stało się jeszcze trudniejsze. Paweł pił coraz więcej. W dodatku matka, powiadomiona o wszystkim przez przyjaciółki, napisała do córki, że dopóki nie rozwiedzie się z mężem, nie może liczyć na zasilenie konta dewizowego, bo ani ona, ani jej siostra nie pozwolą, by jej wyrodny zięć przepijał ich pieniądze.

Problemy Barbary rozwiązał jednak sam Paweł. Uganiając się za spódniczkami, trafił wreszcie na spryciarę, która owinęła go sobie wokół palca. Dla niej porzucił żonę i syna. Barbarze oświadczył, że dobrowolnie zgadza się na rozwód.

Uradowana Basia hojnie wspierana przez matkę i ciotkę mogła nareszcie odetchnąć. Uwolniona spod kurateli męża odkryła w sobie żyłkę do interesów. Zrezygnowała z kiepsko płatnej posady urzędniczki i zaczęła prowadzić sklepik z artykułami chemicznymi. Nie było to jednak główne źródło jej dochodów. Na przysyłane przez matkę i ciotkę paczki niecierpliwie czekały jej koleżanki i liczne grono znajomych. Pod koniec lat 70. import towarów konsumpcyjnych zanikł prawie zupełnie, za to kolejki w sklepach wydłużały się coraz bardziej. Dla takich szczęśliwców jak Barbara Zimna była to okazja do łatwego zarobku.

 

Basieńko kochana, kiedy dostaniesz paczkę? Jakby mamusia przysłała takie bluzeczki jak ostatnio, to wzięłabym dla siebie i siostry. No i kilka par rajstop zostaw dla mnie…

Basiu, ratuj, kawa mi już wyszła, a za dwa tygodnie moje urodziny – nieomal każdego dnia przymilały się koleżanki.

Basia nie odmawiała nikomu. Spisywała zamówienia i przekazywała matce. Zarobione pieniądze ciułała na wykupienie spółdzielczego mieszkania matki, w którym zapobiegliwa rodzicielka uczyniła córkę głównym lokatorem jeszcze przed wyjazdem za granicę. Nie była to rzecz jasna sprawa prosta, ale matka Basi Zimnej miała pieniądze, a tajemnicą poliszynela było, że prezes spółdzielni mieszkaniowej to ludzki człek, z którym niejedną trudną sprawę można załatwić…

 

Zachodni wiatr…

Na luksusy, w jakie opływała Barbara, łakomym okiem patrzyła nowa narzeczona Pawła Zimnego. Ten wpadał więc czasem do byłej żony i nigdy nie wychodził z pustymi rękoma.

Baśka, masz tyle ciuchów, a Gosia nie ma co na siebie włożyć! – bez żenady myszkował w szafach i wybierał, co mu się podobało.

Zostaw tę bluzkę! Jeszcze jej nawet nie miałam na sobie – protestowała Barbara. Nie na wiele to się jednak zdawało.

No, przecież Gosia nie będzie chodzić w starych szmatach! Zresztą zapłacę ci po wypłacie – uśmiechał się bezczelnie były mąż.

Protesty na nic się zdawały, bo Paweł miał zawsze w zanadrzu groźbę, że narobi byłej małżonce kłopotów:

Uważaj, Baśka, bo wystarczy, że szepnę słówko i pójdziesz siedzieć. Wszyscy wiedzą, że handlujesz paczkami od mamusi i tylko mnie zawdzięczasz to, że masz święty spokój.

Groźby odnosiły skutek. Barbara nie dopominała się nawet o alimenty dla syna, których ojciec nie miał najmniejszego zamiaru płacić. Zapowiedział to Barbarze zaraz po rozwodzie i przez 5 lat nie dał na syna nawet złotówki. Zresztą chłopak okazywał ojcu wyraźną niechęć.

Nie chcę od niego nic! A jak urosnę, to go stłukę na kwaśne jabłko! – oświadczył kiedyś matce po wizycie ojca.

Może to lepiej, by dzieciak niczego nie zawdzięczał ojcu. Z pomocą mamy damy sobie radę, a niedługo Kubuś pójdzie na studia i sam zacznie zarabiać – myślała Barbara.

A gdy Kubuś, pilny i zdolny, zdał maturę i dostał się na politechnikę, Barbara postanowiła odwiedzić matkę i ciotkę. Była wiosna 1981 roku, mnóstwo ludzi korzystało z otwierających się możliwości wyjazdu na Zachód. Barbara Zimna odstała swoje w długiej kolejce w „paszportówce” i mocno się zdziwiła, gdy odmówiono jej wydania paszportu.

Od takiej decyzji nie było odwołania. Nie sposób też było uzyskać informacji o powodach, którymi kierowała się władza ludowa. Barbara jednak nie zamierzała się poddawać. W końcu jej eksmałżonek był milicjantem i do niego właśnie udała się po pomoc.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze