Oboje byli po przejściach. W 1982 roku stanęli na ślubnym kobiercu, przyrzekając sobie miłość i wierność aż po grób. Blisko 60-letni Stanisław D. miał z poprzedniego związku dorosłego syna Sławomira, zaś młodsza o 10 lat Zofia – córkę Elżbietę, już rozwódkę, pozostającą w niezbyt szczęśliwym konkubinacie z Pawłem K.

Początkowo małżonkowie ze swymi dziećmi mieszkali razem nieopodal Olsztyna, w domu na kolonii wsi Prejłowo, ale po kilku latach młodzi poszli na swoje i starsi państwo zostali sami. Mieli kawałek ziemi, kilka świń i trochę drobiu. Pani Zofia dostawała 375 złotych renty. Chociaż miała, tak jak i jej małżonek, wykształcenie podstawowe, to we wsi uważano ją za kobietę na poziomie, zaradną i gospodarną. Wśród znajomych cieszyła się dobrą opinią.

Ich pożycie układało się raz lepiej, raz gorzej. Z czasem pojawiało się coraz więcej konfliktów. Pan Stanisław chorował na raka, z rurką w gardle po wycięciu krtani nie stronił jednak od alkoholu. Po nim stawał się agresywny, dokuczał żonie. Wszczynał awantury, znęcając się fizycznie i psychicznie nad Zofią, a wcześniej także nad jej córką Elżbietą.

W 1990 roku został nawet skazany za przemoc domową, wyganianie żony z domu i grożenie jej śmiercią. Dostał za to 1,5 roku więzienia w zawieszeniu.

Jednak nawet ta kara nie pohamowała jego wybuchowego temperamentu i skłonności do awantur. Pani Zofia coraz częściej skarżyła się na męża znajomym i córce. Mówiła, że nie ma ze Stanisławem łatwego życia. Przyznała, że mąż nie tylko się nad nią znęca, ale też zabrania jej bywać u rodziny czy przyjmować koleżanki we własnym domu.

Z jej relacji wynikało, że znalazła się w potrzasku. Szukała możliwości, by wydostać się z tej matni. Najpierw przyszło jej do głowy, żeby dać „staremu” nauczkę. O pomoc zwróciła się do syna Stanisława, lecz ten lojalnie odmówił. Potem próbowała zlecić tę robotę jednemu z dziarskich mężczyzn, którego spotkała pod miejscowym sklepem, gdy popijał piwo. Ale ten, gdy usłyszał, że miałby porachować kości panu Staszkowi, kazał jej odejść skąd przyszła, wulgarnie ją wyzywając. Wtedy zaczęła myśleć o rozwiązaniu radykalnym – uśmierceniu męża.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze