Handel diamentami to interes specyficzny. Wszelkie transakcje zawierane są z zachowaniem określonych zasad i oparte są na pełnym zaufaniu tych, którzy w biznesie tym uczestniczą od dawna. Jeśli ktoś złamie którąś z zasad, wypada z interesu. Centrum handlu diamentami mieści się w Antwerpii. Tutaj przybywa prawie całość wydobywanego na świecie surowca.

Po skrupulatnej kontroli każdemu z kamieni nadaje się certyfikaty jakości i świadectwo, które potwierdza legalność ich pochodzenia. Później większość diamentów wędruje do Indii, gdzie poddawane są obróbce. Oszlifowane wracają do Antwerpii i trafiają na aukcję, w której biorą udział pośrednicy wybrani spośród 1600 wcześniej wyselekcjonowanych firm. Tylko oni cieszą się zaufaniem banków, które skłonne są udzielić im kredytu na zakup. W Antwerpii są tylko trzy takie banki. Jednym z nich jest ABN Amro Bank.

Jedna z placówek tego banku mieści się przy ulicy Pelikana. Jest to najpilniej strzeżony zakątek miasta. Nikt nie wie, ile kamer śledzi tu każdy ruch przechodzących tędy osób. To właśnie do tej placówki banku wszedł pewnego dnia człowiek w wieku 55-60 lat, na głowie miał czapkę bejsbolówkę. Został klientem banku, a później wynajął w nim sejf. Przedstawił potrzebny do tego dokument tożsamości. Był to paszport argentyński na nazwisko Carlos Hector Flomenbaum.

Nowy klient banku miał miłą powierzchowność, nienaganne maniery i coś, co od razu wzbudzało zaufanie. Do banku przychodził codziennie o godzinie 11.00 i 15.00, tak jakby był to jakiś rytuał. Uśmiechał się do pań i częstował je czekoladkami, po czym szedł do swego sejfu. Wracał po chwili i żegnany pogodnymi uśmiechami pracownic banku wychodził. Był tak sympatyczny, czarujący i miły, że kobiety nie zwróciły nawet uwagi na to, że jak na Argentyńczyka klient mówi zbyt czysto po angielsku i to z wyraźnym amerykańskim akcentem. Ufały mu tak, że dały mu do dorobienia klucze od skarbca i zdradziły miejsce przechowywania diamentów.

Na dzień skoku swego życia Carlos Hector Flomenbaum wybrał piątek 2 marca i poniedziałek 5 marca 2007 roku. Ze skrytek depozytowych, których numery poznał, zabrał 24 kilogramy diamentów wartych 21 mln. euro, po czym przepadł jak kamfora.

Pracownicy banku zawiadomili policję zaraz po tym, jak odkryli kradzież. Przybyli funkcjonariusze nie mogli się nadziwić, że sprawca w tak prosty sposób zdołał okraść jeden z najlepiej strzeżonych banków świata. Dopiero później uzmysłowili sobie fakt, że wszystkie zabezpieczenia banku chroniły zawartość skarbca przed uzbrojonymi w broń palną brutalnymi rabusiami. Złodzieje zostaliby ujęci nawet wtedy, gdyby do banku wtargnęli czołgiem. Te same zabezpieczenia okazały się jednak całkowicie bezbronne w obliczu starszego człowieka z bejsbolówką na głowie.

Kilka dni później policja zapukała do drzwi domu Carlosa Hectora Flomenbauma w Argentynie. Był bardzo zdziwiony tym, czego dowiedział się o sobie od policji. Paszport owszem, posiadał, tyle że został on wystawiony niedawno. Stary, którym posługiwał się mężczyzna w bejsbolówce, został mu skradziony parę lat wcześniej w Izraelu. Cenne kamienie przepadły jak kamień w wodę…

Paweł Pizuński

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze