Początkowo wydawało się, że nie ma żadnego punktu zaczepienia, aby namierzyć mordercę nastolatka. Najpierw policja podejrzewała trzech młodych górali z D. To właśnie z nimi Mikołaj miał mieć na pieńku. Zatrzymano ich, ale niebawem zwolniono z braku dowodów. Kilka tygodni po tragedii, siostra Mikołaja dostała od jednego z nich SMS-a:

 

Pisał, że to nie oni. I jeszcze, że jeśli mi mogą pomóc w poszukiwaniach, to są chętni – wspomina Anna.

Kobieta obawiała się, że sprawa zabójstwa jej brata rozejdzie się po kościach. Niesłusznie, bo prawda już niebawem ujrzała światło dzienne.

Specjalna grupa, którą powołał komendant wojewódzki, sprawdziła tropy, które przyczyniły się najpierw do ustalenia samochodu, a następnie po tym samochodzie udało nam się dotrzeć do sprawcy. W wyniku przeszukania zebraliśmy ślady świadczące o tym, że mógł on mieć związek z tym zdarzeniem, a następnie, w trakcie rozmów z policjantami i po przedstawieniu dowodów, jakimi dysponujemy, 22-letni Jan C. w końcu przyznał się do popełnienia tej strasznej zbrodni – wyjaśniał rzecznik KWP Kraków.

Portret mordercy

Co się stało? Czym Mikołaj zdenerwował Jana, że ten postanowił go zabić? Mieszkali w sąsiednich wsiach, ale nie znali się. Jak miało się okazać, morderca nie miał żadnych motywów – poza chęcią dowiedzenia się – jak to jest zabić.

Przyjechał na festyn do Z. swoim bordowym audi a4, aby znaleźć ofiarę. Do bagażnika wsadził młotek i gumową rękawiczkę. Nie znał nastolatka. Zaproponował mu podwiezienie. Mikołaj ponoć ochoczo przystał na propozycję. Nastolatek miał być pod wpływem alkoholu i kiedy tylko wsiadł do pojazdu, zasnął. Jan C. wywiózł go do lasu w Brzezinach koło Zakopanego. Zapalił papierosa i wyjął młotek. Wyciągnął śpiącego Mikołaja z samochodu i uderzył młotkiem w tył głowy. Chłopiec skulił się i próbował osłonić. Wtedy zabójca zadał kolejne ciosy.

Rodzina nastolatka twierdzi, że to niemożliwe, aby Mikołaj wsiadł do obcego auta. Niemniej znalazł się w aucie Jana C., który go zamordował. Okazało się, że tej samej nocy morderca próbował podwieźć inne osoby. Nic im jednak nie zrobił, bo jeden z mężczyzn wydał mu się zbyt sympatyczny. Z zabicia drugiego zrezygnował, bo przypuszczał, że nie da mu rady.

Wtedy miałem myśli, że kogoś zabiję, że to będzie jego ostatnia podwózka – powiedział potem śledczym Jan C.

Jak się okazało, Jan prowadził głęboko skrywane podwójne życie. Pozornie normalne: młody mężczyzna skończył szkołę i pracował jako hydraulik. Mieszkał z rodzicami. Uwielbiał piosenki rapera Ice Cuba, a jedną z jego ulubionych piosenek, był utwór „Sasquatch”…

Nie brakowało mu niczego. Zarabiał wystarczająco dużo, aby było mu dobrze. Trzymał się z daleka od jakichkolwiek konfliktów, zwłaszcza od bójek. Nigdy nie był agresywny, nie lubił się bić. Czasem nawet nie chciał jechać na imprezę z powodu tego, że nie chciał się wdać w jakąś niepotrzebną bójkę. Po tym zdarzeniu, a zanim jeszcze został aresztowany, nie dał po sobie poznać, że mógłby mieć coś na sumieniu. Wszyscy – z nim włącznie – zastanawialiśmy się, jak to mogło się stać i kto mógł to zrobić – opowiadali znajomi Jana C.

Tymczasem Janka fascynowała zbrodnia, interesował się seryjnymi mordercami. Oglądał filmy o tej tematyce, czytał artykuły, miał książki poświęcone zabójstwom z lat 70. Wśród jego fascynacji przejawiała się postać Teda Bundy’ego, uważanego za jednego z najkrwawszych seryjnych morderców w historii Stanów Zjednoczonych. Przyznał się do około 30 zabójstw.

Po zamordowaniu Mikołaja, Jan C. wrócił do domu i przebrał się. Młotek, którym odebrał nastolatkowi życie, schował do reklamówki i ukrył w pokoju. Zdążył jeszcze pojechać do myjni. Tam dokładnie wyczyścił samochód, bo był cały w błocie. To była dla niego bardzo intensywna noc, dlatego zaspał do pracy. Zadzwonił i przeprosił za spóźnienie. Stawił się 2 godziny później.

O odkryciu zwłok Mikołaja dowiedział się z radia. Niebawem podano informację, że zatrzymano osoby podejrzane o to morderstwo. Odetchnął z ulgą. Chciał nawet iść na pogrzeb Mikołaja, by się z nim pożegnać i przeprosić w myślach, ale uroczystość odbyła się w godzinach jego pracy. Blisko miesiąc żył normalnie. Zewnętrznie nie zaszła w nim żadna zmiana. Codziennie wstawał do pracy, dopisywał mu apetyt, żartował… Postanowił pozbyć się narzędzia zbrodni. Młotek i reklamówkę ukrył w lesie. Wpadł przypadkowo, kiedy śledczy postanowili sprawdzić, czy zabójca nie korzystał z myjni. W końcu na miejscu zbrodni wszędzie było błoto. Zachowało się nagranie z kamery w myjni i to był przełom w śledztwie.

< 1 2 3>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]