Kilka minut przed godziną szóstą rano, 26 grudnia 1996 roku, do pogotowia policyjnego w Boulder, w stanie Kolorado, zadzwoniła zrozpaczona matka. Funkcjonariuszowi przedstawiła się jako Patricia Ann Ramsey, zgłaszając zaginięcie sześcioletniej córeczki.

– Mamy porwanie. Nastąpiło porwanie! Spieszcie się, przybywajacie natychmiast! – wykrzyczała w słuchawkę. Oficer chciał jednak dowiedzieć się więcej, domagał się podstawowych szczegółów. – Nasza córeczka została porwana. To sześcioletnia blondyneczka imieniem JonBenet. Porywacze zostawili list, żądają okupu. Kiedy zniknęła? Skąd możemy wiedzieć? Jest wcześnie rano, właśnie wstaliśmy i od razu stwierdziliśmy, że w nocy dziecko zniknęło z domu! – krzyczała kobieta.

 

Dziwny list

Już kilka minut po zgłoszeniu do domu rodziny Ramsey przyjechał policjant Rick French. Ogromne, zamożne domostwo z czerwonej cegły w monumentalnym stylu Tudor, położone w bogatej dzielnicy University Hill, tonęło w girlandach świątecznych świateł. Pokryte świeżym śniegiem podejście do frontowych drzwi wyznaczały dwa szeregi lamp. Miejsce jak z bożonarodzeniowej pocztówki ukrywało tajemnicę nocnej tragedii.

Wewnątrz domu – dwoje zrozpaczonych rodziców. Matka, czterdziestoletnia Patricia Ramsey, zdradzała już objawy paniki. Starszy o trzynaście lat John Ramsey, ojciec dziewczynki, nie potrafił ukryć zdenerwowania, lecz umiejętnie kontrolował swoje zachowanie, próbując uspokajać żonę. W domu był również dziesięcioletni synek Burke, który jeszcze spał.

Zanim rozjaśnił się grudniowy dzień, do posiadłości Ramseyów przybyli detektywi Linda Arndt i Fred Patterson. Przesłuchanie rodziców porwanej dziewczynki dało pierwszy, niepełny jeszcze obraz wydarzeń ostatnich kilkunastu godzin.

Dzień Bożego Narodzenia rodzina spędziła w tradycyjnej, beztroskiej i radosnej atmosferze. Po śniadaniu rodzice i dwoje dzieci usiedli przy choince. Kilka godzin spędzili na otwieraniu paczek z prezentami i robieniu zdjęć.

O czwartej po południu cała czwórka pojechała na świąteczne przyjęcie w domu najbliższych przyjaciół, Fleeta i Priscilli White, gdzie John i Patricia wypili do kolacji zaledwie odrobinę wina. Wrócili do domu około dziewiątej wieczorem. Mała JonBenet spała już w samochodzie, toteż ojciec zaniósł ją do sypialni na piętrze, gdzie matka ułożyła ją do snu. Wtedy po raz ostatni widzieli córeczkę. Potem ojciec zajął się starszym dzieckiem, położył synka spać, a sam poszedł do swojej sypialni, gdzie po zażyciu środka nasennego nastawił budzik na pół do szóstej. Z samego rana mieli lecieć swym prywatnym samolotem, dwusilnikowym odrzutowcem Beeachcraft King Air C-90, do wakacyjnej posiadłości w Charlevoix w stanie Michigan, skąd po kilkudniowym wypoczynku planowali dalszą podróż na pokładzie tegoż odrzutowca na Florydę, by wziąć udział w rejsie disneyowskim statkiem Big Red Boat.

Dramat zaczął się z samego rana, gdy Patricia Ramsey stwierdziła, że córeczki nie ma ani w jej sypialni, ani w całym domu, a na schodach znalazła list od porywaczy. List był długi i tajemniczy, zawierał jednak konkretne żądania i obietnicę zwrotu dziecka.

Panie Ramsey, niech pan czyta uważnie – pisali porywacze. – Jesteśmy grupą ludzi, reprezentujących zagraniczną organizację. Mamy szacunek dla pana pracy, lecz nie dla kraju, któremu ona służy. Pana córka jest w naszych rękach, bezpieczna i cała. Lecz jeśli pragnie pan, by ujrzała rok 1997, musi pan zastosować się do następujących żądań. Pobierze pan z banku 118 tysięcy dolarów. 100 tysięcy ma być w banknotach studolarowych, 18 tysięcy w dwudziestkach. Po powrocie do domu włoży pan pieniądze do papierowej torby sklepowej. Zatelefonujemy jutro rano pomiędzy ósmą a dziesiątą, z informacją gdzie dostarczyć te pieniądze. Cała operacja ich dostawy będzie męcząca, doradzamy więc, by pan należycie wypoczął. Jakiekolwiek odstępstwo od powyższej instrukcji doprowadzi do natychmiastowej egzekucji pańskiej córeczki. Nie dostarczymy również zwłok dla właściwego pochówku.

Dwóch dżentelmenów sprawujących teraz nad nią opiekę nie pała do pana szczególnym szacunkiem, więc radzę ich nie prowokować. Próba informowania policji lub FBI o pana sytuacji spowoduje śmierć dziecka przez obcięcie głowy. Umrze też, jeśli poinformuje pan władze bankowe. Dziecko umrze również w przypadku oznakowania banknotów lub innych tricków zmierzających do naprowadzenia policji na nasz ślad. Może pan podejmować próby wyprowadzenia nas w pole, ale ostrzegamy, że jesteśmy ekspertami w dziedzinie taktyki stosowanej w takich przypadkach przez policjantów. Niech więc pan postąpi według naszych instrukcji, a zapewni pan sobie stuprocentową szansę odzyskania dziecka. Zwycięstwo jest po naszej stronie. S.B.T.C.

 

Przytoczony tu, z ominięciem kilku mało istotnych pogróżek i ostrzeżeń, list miał być w czasie wieloletniego śledztwa przedmiotem domysłów i nieporozumień, już od początku świadczących na niekorzyść rodziców JonBenet. Policja stwierdziła, że list został napisany przy kuchennym blacie, na trzech kartkach wyrwanych z notatnika używanego przez Patricię Ramsey do codziennych zapisków i korespondencji z domownikami. Na jednej ze stron znaleziono dowód, że autor listu miał adresować go do obojga rodziców, potem jednak zostawił stroniczkę ze słowami „Pan i Pani R…” i zaczął list od początku na następnej kartce. Wynikało z tego niezbicie, że sprawca lub sprawcy całego nieszczęścia czuli się w tym domu wystarczająco pewnie, by sporządzić precyzyjny list na trzech kartkach, napisany dość starannie, zaledwie z trzema błędami ortograficznymi i liternictwem dziwnie chwiejnym, niestarannym, wskazującym na zamiar ukrycia autentycznego charakteru pisma. Któż inny mógł się tak bezpiecznie czuć w tym domu, jeśli nie jego stali mieszkańcy?

1 2 3>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze