Tomek nie przyjechał do domu na święta Bożego Narodzenia, ani na Nowy Rok. Zadzwonił, że spędzi święta z kolegami w górach, na obozie studenckim. Pojawił się dopiero po zimowej sesji i dopiero bracia mogli dłużej porozmawiać. Ale nie mogli się jakoś porozumieć. Młodszy brat krytykował wszystko i zachowywał się tak, jakby pozjadał wszystkie rozumy. A przed wyjazdem wziął Artura na stronę.

– Nie poratowałbyś mnie? Potrzebuję pilnie oddać kumplowi tysiąc złotych.

– Masz długi?

– A, bo wiesz… Poznałem fajną laskę i przez to nadwerężyłem swoje finanse.

– Mam przy sobie tylko cztery stówki. Resztę poślę ci za dwa dni. Ale trochę przystopuj, bo Ewa nie pracuje i ostatnio u mnie się nie przelewa.

– Na wakacje złapię jakąś robotę, to ci oddam. Ale nie wspominaj o tym mamie, dobrze? – Tomek spuścił oczy.

– Mamie nic nie powiem, a oddawać mi nie musisz. Wszystko w porządku – Artur machnął ręką.

Czekała go przeprawa z żoną o tę dodatkową kasę, ale doszedł do wniosku, że weźmie nadgodziny i jakoś wyrówna ten uszczerbek w budżecie. A bratu pomóc trzeba.

 

Na zakręcie

Arturowi nawet przez myśl nie przeszło, że tamtego dnia Tomek wycyganił jeszcze drugi tysiąc od matki, która również nikomu o tym nie wspomniała. Nie mówiła też Arturowi o innych kłopotach, jakie pojawiły się, gdy Tomek rozpoczął drugi rok studiów. Bardzo przestraszyła się, gdy zaczęła nagle, ni stąd ni zowąd, dostawać ponaglenia do zapłaty zaległych rat od dwóch operatorów telefonii komórkowej, a następnie rat za telewizor i zaciągniętą pożyczkę. Gdy zadzwoniła do Tomka, bardzo tym zaniepokojona dowiedziała się, że Tomkowi ktoś ukradł dowód i bezczelnie narobił długów na jego konto.

– Już złapali tego złodzieja i dowód odzyskałem. Ale te długi muszę spłacać. Latem popracuję, to ci wszystko oddam. Tylko nie mów o tym Arturowi, bo będzie się niepotrzebnie denerwował – powiedział matce. Tych rat to było miesięcznie ponad pięćset złotych i starszej kobiecie nie było łatwo wygospodarować co miesiąc tyle pieniędzy. Wystraszyła się jednak bardzo, gdy Tomek nie przyjechał do domu na Wielkanoc.

– Może Tomek jest chory? A może coś mu się stało! Teraz tyle złych ludzi na świecie – biadoliła przy świątecznym śniadaniu.

Artur też był zaniepokojony, bo nie mógł się dodzwonić do Tomka. Nie uspokoił się wcale, gdy wreszcie uzyskał połączenie i usłyszał w słuchawce nieznany sobie kobiecy głos. Dziewczyna, która odebrała telefon mówiła coś nieskładnie i wydawało mu się, że jest kompletnie pijana. Artur wkurzył się tym razem porządnie i postanowił nazajutrz wybrać się do Wrocławia, aby przemówić bratu do rozumu.

To była szokująca wizyta. Artur W. był przekonany, że zastanie Tomka z jego dziewczyną na kacu i natrze mu trochę uszu. Ale nie zamierzał być zbyt surowy. Brat student pewnie zabalował pierwszy raz w życiu. To się przecież zdarza, zwłaszcza że Tomek nigdy w alkoholu nie gustował.

Myślał, że będzie musiał dobijać się do drzwi, bo na dzwonek nikt nie reagował, ale drzwi do mieszkania nie były zamknięte. Gdy tylko nacisnął klamkę i drzwi się otworzyły, w nos Artura uderzył obrzydliwy smród. Jeszcze bardziej przykry był widok wnętrza kawalerki Tomka: na stłamszonym łóżku leżał jakiś chłopak z dziewczyną, nadzy i kompletnie nieprzytomni, pod ścianą siedział ze zwieszoną głową jakiś inny chłopak, zarośnięty jak wilkołak, a wszędzie walały się puste butelki, puszki po piwie i stosy śmierdzących niedopałków.

Tomka znalazł w łazience i aż cofnął się na jego widok. Brudny i półnagi drzemał przytulony do muszli toaletowej i nie zareagował ani na światło, ani na obecność brata.

– Tomek! Tomek, co się dzieje! – Artur chwycił brata za ramiona i potrząsał z całej siły.

Wreszcie Tomek nieco oprzytomniał, ale bełkotał coś kompletnie niezrozumiałego i bez sensu. Uśmiechał się głupkowato, a z kącika ust sączyła mu się ślina.

Artur wsadził brata pod prysznic i poczuł, że brakuje mi tchu. Dopiero w świetle dnia widać było całą nędzę meliny, jaką była kawalerka Tomka. To za tę zapuszczoną norę płacił tysiąc złotych miesięcznie? Gorsze było jednak co innego. Tomek śmierdział, ale nie czuć było od niego alkoholu. To, co doprowadziło go do takiego stanu, to na pewno nie było ani piwo, ani tanie wino, ani nawet wódka. Artur nie miał dotąd kontaktu z narkomanami i niewiele wiedział na ten temat, ale nie trzeba było być ekspertem by spostrzec, że jego ukochany braciszek był straszliwie naćpany.

 

Rozglądał się po pokoju ze zgrozą i rozpaczą. To, co się tu wydarzyło, nie było jednorazową imprezą. W ciągu jednego wieczora nie można byłoby doprowadzić mieszkania do takiego stanu. W kawalerce Tomka brudne były ściany, brudne podłogi, lepiło się nawet krzesło, na które Artur opadł bez sił. Do znajdującej się po przeciwnej stronie korytarza kuchni nie odważył się wejść dalej, niż za próg, tak z niej śmierdziało.

< 1 2 3 4>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze