Obcokrajowiec wyjął kopertę z pieniędzmi, na której napisał: 4,9 tys. dolarów. Dołożył niewypełniony do końca czek na 2,7 tys. dolarów do pobrania w jednym z banków szwajcarskich.

– To jest zastaw – wyjaśnił artyście. – Obrazy oddam do ekspertyzy w Sztokholmie. Jeśli nie są podrobione, a moja żona powie, że się jej podobają, przyjadę ponownie do Warszawy i dokończymy transakcję. Przy okazji przywiozę zaproszenie do Szwecji i tam z pomocą zaprzyjaźnionych biznesmenów zorganizujemy ci wystawę obrazów.

Mężczyźni rozeszli się w przekonaniu, że ubili dobry interes. Szwed nie znał się na dziełach sztuki (pieniądze zarabiał na przetwórstwie ryb), ale chciał sprawić kochanej żonie prezent w rocznicę ślubu. Cena za dwa obrazy wytargowana u polskiego artysty wydała mu się świetną okazją. Niedawno w Londynie jeden „Modigliani” został sprzedany za 18 tys. funtów.

Wincenty S. też dostał skrzydeł. Akademię Sztuk Pięknych skończył tuż przed wojną, ale do tej pory, a był rok 1969, udało mu się sprzedać tylko jeden obraz. Dorabiał naprawianiem uszkodzonych sztukaterii w pałacach przejętych przez instytucje państwowe. Jednakże takich zleceń było coraz mniej, musiał się zatem zadowolić malowaniem szyldów. Jak zeznał później w sądzie, upokarzało go to tak bardzo, że wolał głodować. Na szczęście mieszkający za granicą brat regularnie wspierał go paczkami.

Wincenty S. poznał Marka T. w warszawskiej kawiarni.

Porozumiewali się, dukając po niemiecku. Polak nie znał innego języka obcego. Obcokrajowiec wydał mu się bardzo światowy, jako że urodził się w Budapeszcie, a z pochodzenia był Rumunem. Po którymś koniaku panowie wypili bruderszaft i Szwed zwierzył się Polakowi: przyleciał do Polski po jakiś cenny obraz na prezent do żony, gdyż słyszał, że w tym kraju można tanio kupić dzieła sztuki pochodzące z upaństwowionych pałaców.

Wincenty S. zapewnił gościa, że nie mógł lepiej trafić. Ma w swej pracowni coś wyjątkowego, zaprasza do obejrzenia. Trochę był rozczarowany, gdy składający mu wizytę Marko T. nawet nie spojrzał na obrazy, które wyszły spod ręki gospodarza i też były do kupienia. Wzrok Szweda od razu przykuły dwie ekspozycje: „Nosiwoda” Chagalla i „Portret dziewczyny” Modiglianiego. Był nimi zachwycony, chciał od razu kupić oba obrazy. Tylko przez chwilę się zastanawiał, czy ciemne kolory, jakich użył włoski artysta, będą pasowały do umeblowanego na biało salonu jego domu w Sztokholmie. Uspokoiła go informacja, że jest to „wczesny” Modigliani, najbardziej ceniony wśród koneserów sztuki. Początkowo S. chciał za Modiglianiego 7 tys. dolarów, a za Chagalla 5 tys. „zielonych”, ale dał gościowi do zrozumienia, że ponieważ go polubił, może opuścić cenę i jeszcze dołożyć w prezencie obraz szwajcarsko-niemieckiego kubisty Paula Klee, którego dzieła w USA wyceniane są na miliony dolarów.

Na ostateczne dobicie transakcji umówili się w hotelu, w którym zatrzymał się Szwed.

Wincenty S. uważał, że dla niedozwolonej prawnie operacji dolarowej jest to bezpieczniejsze miejsce, niż mieszkanie prywatne. Jak bardzo się mylił, przekonał się kilka godzin po opuszczeniu Hotelu Europejskiego. Na Krakowskim Przedmieściu podeszło do niego dwóch smutnych panów w takich samych ortalionowych płaszczach. Pokazali legitymacje funkcjonariuszy MO i zawieźli artystę na komendę, gdzie w czasie rewizji znaleziono przy nim 4,9 tys. dolarów. Choć Wincenty S. od razu przyznał się, że dostał pieniądze od Marko T., spontaniczna szczerość nie uchroniła go przed aresztem. Na korytarzu w milicyjnym Pałacu Mostowskich zobaczył Szweda, którego aresztowano w chwili, gdy pakował dzieła Modiglianiego i Chagalla do walizki. Oba obrazy zostały zabrane na komendę, jako rzeczowe dowody przestępstwa. Niefortunnych kontrahentów zamknięto w celi.

 

Dolary ważniejsze niż obrazy

Obcokrajowiec twierdził, że kupił oryginały. Wincenty też początkowo tak utrzymywał. Obrazy oddano do analizy historykom sztuki z Muzeum Narodowego.

– W Polsce nie ma materiału porównawczego – bronili się eksperci. – „Nosiwoda” Chagalla i „Portret dziewczyny” Modiglianiego są do obejrzenia tylko w Luwrze, a na wyjazd do Paryża muzeum nie ma dewiz. Ostatecznie jednak sporządzono opinię w oparciu o radzieckie albumy o ekspozycjach w muzeach na zachodzie Europy.

 

– Rzekomy obraz Chagalla jest kompilacją – orzekli biegli historycy sztuki. – Jedna jego część stanowi kopię obrazu „Nosiwoda”, drugą wzorowano na obrazie tego artysty pt. „Ślub”. Rzekome płótno Modiglianiego jest kopią, rażąco nieudolną technicznie i kompozycyjnie. Obrazy z pracowni Wincentego S. zostały wykonane z użyciem tych samych farb niezależnie od okresu, w jakim miały powstać. Ponadto namalowano je na papierze tego samego gatunku, a przecież miejscem ich powstania były odległe kraje: carska Rosja i Francja z lat międzywojennych. Również sygnatury malarzy wyglądały na nieautentyczne. Ktoś, kto je podrabiał, nie pomyślał, że z wiekiem charakter pisma człowieka się zmienia.

1 2 3>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze