Zegar w salonie wybił godzinę 2 w nocy, a komisarz Wydrzycki jeszcze nie spał. Oglądał filmy dokumentalne o drugiej wojnie światowej. Nagle zamrugał wyświetlacz wyciszonego służbowego telefonu komórkowego.

– Panie komisarzu – usłyszał głos dyżurnego. – Bandyci wysadzili kolejny bankomat. Tym razem w Długopolu, obok delikatesów. Prosił pan, żeby w razie zdarzenia od razu dzwonić…

– Już tam jadę – odpowiedział zmęczonym głosem.

Banda napadająca na bankomaty już trzeci miesiąc dawała im się we znaki. Ścigający ich detektywi nie mieli wątpliwości, że mają do czynienia z wysokiej klasy fachowcami. Wpuszczali gaz do bankomatu, po czym inicjowali wybuch. Doskonale wiedzieli, jakiej użyć mieszanki gazu, z jakiej odległości detonować, jaki zapalnik i gdzie umieścić. Na tyle dobrze znali konstrukcję bankomatów, że skutecznie dobierali się do kasetki z banknotami. Stosowana przez nich mieszanka gazu musiała mieć takie proporcje, aby wystąpił wybuch, a banknoty się nie spaliły. Wybierali bankomaty w bezludnej okolicy, gdzie nocą nie ma ludzi, a samochody jeżdżą sporadycznie. W trzech przypadkach zamalowani kamery monitoringu, aby nie nagrały ich przed wybuchem.

Podobnie było w Długopolu. Bankomat wyleciał w powietrze kilka minut przed 2 w nocy. Eksplozja była jednak tak silna, że zniszczyła towar na wystawie w sąsiadującym z bankomatem sklepie obuwniczym. Jakby tego było mało, wybuch rozrzucił pieniądze w promieniu kilku metrów. Złodzieje zdążyli zebrać „tylko” połowę z tego, co mieściła stalowa, opancerzona maszyna na pieniądze.

Kiedy komisarz Wydrzycki dojechał do Długopola, technicy kryminalistyczni zabezpieczali ślady. Nie było ich zbyt wiele. Tym razem jednak  pojawił się mocny trop. Dwa skrzyżowania przed delikatesami mieścił się komis samochodowy. Zamontowana tam kamera skierowana była na jedyną uliczkę wiodącą do sklepu. Było bardzo prawdopodobne, że mogła ona zarejestrować samochód, którym przyjechali i odjechali rabusie. Śledczy nie mylili się. Jeszcze przed 3 w nocy udało się ustalić, że bandyci mogli poruszać się SUV-em, którego właścicielem był Konrad Abacki. To jego auto dwukrotnie zarejestrowała kamera monitoringu tej nocy. Abacki był dobrze znany miejscowej policji, bo 5 lat wcześniej skazano go za napady na listonoszy, którym zabierał pieniądze. Mężczyzna niedawno wyszedł warunkowo na wolność.

– Czyżby powrócił do dawnej roboty, tyle tylko, że działa w bardziej nowoczesny sposób? – zastanawiał się Wydrzycki, dochodząc do domu Abackiego. Choć była noc, w oknach willi paliło się światło. Tym śmielej nacisnął dzwonek u drzwi wejściowych.

O, pan komisarz – gospodarz wyglądał na zaskoczonego. – Co pana do mnie sprowadza o tak późnej, a może – poprawił się – tak wczesnej porze?

– Co robiłeś przez ostatnie godziny? Ktoś okradł bankomat w Długopolu, kamery nagrały twój samochód…

– Ja nie mam z tym nic wspólnego. Siedzimy z Piotrkiem Koneckim od kilku godzin przy piwku i wódeczce, wspominamy dawne czasy. To chyba nie jest zabronione. Może pan się z nami napije?

– Nie! Jestem na służbie…

– To może chociaż papieroska.

– Na szczęście przed dwoma laty skończyłem z nałogiem.

– To gratuluję, bo mi zdarza się wypalić dwie paczki dziennie. No to nie wiem, co mógłbym zaproponować.

– Nie zaprzątaj sobie głowy. Rzucę tylko okiem na mieszkanie, potem pójdziemy do garażu…

– Proszę, proszę bardzo do salonu…

Komisarz rozejrzał się po pomieszczeniu, gdzie biesiadowali obaj panowie. Na stole stały butelki z alkoholem, talerze z jedzeniem, kieliszki wypełnione trunkiem, czysta, kryształowa popielniczka, w której była tylko banderola oderwana z butelki.

– To może chociaż coś do zjedzenia… Abacki próbował pełnić honory gospodarza.

– Wiesz co, Konrad, kanapkę to zrób sobie, bo pojedziesz ze mną na komendę. Musisz coś wiedzieć o tym napadzie. Każdy przestępca zawsze popełnia drobny błąd.

Dlaczego komisarz Wydrzycki podejrzewał Abackiego o udział w napadzie na bankomat?

Rozwiązanie zagadki kryminalnej na kolejnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze