Podziwiam twoją odwagę!

Bodaj największym wyczynem Lustiga w Stanach Zjednoczonych było oszukanie samego Ala Capone. W tym ostatnim przypadku chodziło nie tyle o zyski finansowe, co raczej udowodnienie kompanom, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwych. Nie wiadomo, w jaki sposób Lustigowi udało się umówić na spotkanie z wielkim mafioso. Przedstawił mu się jako makler z Wall Street, parający się niekoniecznie uczciwymi interesami. Zaproponował Capone podwojenie zainwestowanego kapitału w ciągu zaledwie dwóch miesięcy. Dla wielkiego gangstera nie była to jakaś nadzwyczajna okazja, ale rzekomy finansista musiał go czymś ująć, bo wręczył mu w gotówce 50 tysięcy dolarów.

– Domyślasz się, że jak mnie oszukasz, marny twój los – stwierdził na koniec spotkania.

– Ależ oczywiście, nawet nie przeszłoby mi to przez myśl – odpowiedział, po czym… udał się do banku, gdzie jeszcze tego samego dnia wpłacił otrzymane od gangstera pieniądze. Gotówka leżała tam dwa miesiące, potem wypłacił ją i zostawiwszy sobie 5 tysięcy, poszedł na spotkanie z Capone, by oddać mu 45 tysięcy.

Interes nie wypalił, wszystko straciłem – i pana, i swoje pieniądze. Oddaję oszczędności całego życia, nic więcej nie mam – rzekł niemal błagalnym tonem.

Ponoć Capone spojrzał na niego zimnym wzrokiem, ale za chwilę uśmiechnął się mówiąc: – Podziwiam twoją odwagę. Wierzę, że coś poszło nie tak, bo przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie próbowałby mnie okraść. Zaimponowałeś mi, dlatego masz tysiąc dolarów w nagrodę!

Nie było to ostatnie spotkanie obu panów. Ponoć Al Capone był pod wrażeniem rzekomego maklera i wykorzystał go do swoich przestępczych interesów. Lustig musiał czuć się jak ryba w wodzie, w końcu oszustwa i przekręty były tym, co w życiu lubił najbardziej.

 

Zemsta zdradzonej kochanki

Na początku lat trzydziestych XX wieku, Lustig wkroczył na nowy etap przestępczej działalności. Jednemu ze wspólników zlecił wykonanie grawerowanych płyt do produkcji banknotów, a sam zorganizował ogólnokrajową siatkę, która zajęła się wprowadzaniem do obiegu fałszywych pieniędzy. Interes rozwinął na tak olbrzymią skalę, że Secret Service powołał specjalną grupę pościgową, której jedynym zadaniem było schwytanie pomysłodawców i szefów tego przedsięwzięcia. Agenci tropili Lustiga przez siedem miesięcy i nie wiadomo, jak długo jeszcze trwałyby te poszukiwania, gdyby nie zemsta porzuconej przez oszusta kobiety. To ona naprowadziła śledczych na trop swojego byłego kochanka. 10 maja 1935 roku agenci federalni aresztowali oszusta w centrum Nowego Jorku. W chwili zatrzymania, przy Lustigu znaleziono teczkę. W środku znajdowały się drogie ubrania oraz portfel, a w nim klucz do skrytki na stacji metra Times Square. Po jej otwarciu agenci znaleźli 51 000 dolarów w fałszywych banknotach i zestaw płyt drukarskich. Dowody winy były bezsporne.

Kilka dni przed procesem udało mu się uciec z aresztu.

Celę na trzecim piętrze opuścił dzięki linie splecionej z kilku więziennych prześcieradeł, gdy jego kompani z celi poszli na spacer. Jeden jej koniec przywiązał do rury w ścianie i zaczął schodzić na dół. Swoim zachowaniem zwrócił uwagę kilku przechodniów, zaczął więc udawać, że myje od zewnątrz więzienne okna. To chyba uspokoiło ludzi na ulicy, którym nie przyszło do głowy, że są świadkami ucieczki. Wolnością nie cieszył się zbyt długo. Złapano go ponownie 27 dni później i od tamtej pory do końca życia został po drugiej stronie więziennego muru.

Na rozprawie przyznał się do stawianych mu zarzutów, bo dzięki temu mógł liczyć na łagodniejszy wymiar kary. 5 grudnia 1935 roku został skazany na 20 lat więzienia (15 lat za fałszowanie pieniędzy i 5 lat za ucieczkę z aresztu) w osławionym więzieniu Alcatraz. Za kratkami spędził ponad połowę wyroku. Zmarł w 1947 roku w wyniku komplikacji po zapaleniu płuc. W jego akcie zgonu w rubryce „zawód” wpisano „sprzedawca”. To akurat było prawdą, bo przecież dwukrotnie sprzedał wieżę Eiffla i przez całe życie sprzedawał ludziom marzenia o wielkich pieniądzach…

 

Naśladowca wielkiego mistrza

Działalność Lustiga mogła stać się inspiracją dla jednego z najbardziej pomysłowych oszustów dwudziestolecia międzywojennego w Warszawie, niejakiego Alfonsa Cynjana. To o nim Antoni Słonimski pisał w „Kronikach Tygodniowych”: „Ten wspaniały pan wzbudził we mnie uczucie podziwu graniczącego z czułością. A więc są u nas ludzie o bujnej pomysłowości, o odważnych koncepcjach, ludzie z twórczym rozmachem, dowcipem i wdziękiem. Cóż to za sympatyczna bestia ten Cynjan!”.

Miał on w swoim dorobku wiele „imponujących” dokonań. Bogatemu rolnikowi spod Garwolina, który przyjechał do Warszawy kupić złotą biżuterię dla żony, sprzedał kolumnę Zygmunta za 100 złotych (kupujący chciał podarować swej małżonce coś oryginalnego). Innemu przybyszowi z prowincji wydzierżawił tramwaj, a jeszcze innemu most, by ów mógł pobierać opłaty za przejście i przejazd na drugi brzeg Wisły. Jednak jego największym wyczynem była likwidacja nieużywanego torowiska na oczach dziesiątek tysięcy ludzi…

< 1 2 3 4 5>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]