W kwietniu 2008 roku na terenie diecezji kieleckiej trwała peregrynacja Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej. Religijne uroczystości odbywały się w wielu miejscowościach, do których przyjechali sprzedawcy dewocjonaliów z całej Polski. Także ponad sześćdziesięcioletni Ignacy W. postanowił wykorzystać ten sprzyjający czas do rozstawiania swojego niedużego kramu ze świętymi obrazkami, krzyżami i łańcuszkami. Jak zwykle w pracy pomagała mu żona Ewa oraz synowie.

Rodzina wynajęła dwa pokoje we wsi w pensjonacie koło Kazimierzy Wielkiej. Codziennie rano Ignacy W. wraz żoną i synami, wyruszali do miejscowości, w której przebywał Święty Obraz. Żmudnie rozstawiali swój kram przy kościele, a wieczorem z powrotem pakowali do auta i wracali do hotelu. Po kilku dniach takiego wędrownego życia okazało się, że teściowa Ignacego W. zachorowała. Kobieta była już w podeszłym wieku i rodzina obawiała się o jej życie. Po krótkiej naradzie Ewa W. postanowiła wraz z synami wracać do domu.

– Jak ty sobie poradzisz sam? – martwiła się Ewa W. o męża, który nie był już najmłodszy, a w dodatku miał problemy ze zdrowiem. Poza tym nie lubił prowadzić samochodu.

– Słyszałem, że ci nasi znajomi handlarze ze Śląska szukali przez ogłoszenie w prasie pracownika sezonowego. Podobno zgłosił się jeden, ale go nie zatrudnili. Może ja go wezmę – zaproponował Ignacy W.

– Tylko sprawdź, co to za mężczyzna. Nie bądź taki łatwowierny jak zwykle. Jesteś coraz starszy, wozisz ze sobą utarg z kilku dni. Uważaj na siebie – ostrzegała żona.

 

Pracownik z ogłoszenia

Zaraz po wyjeździe żony i synów Ignacy W. odwiedził zaprzyjaźnione małżeństwo handlarzy dewocjonaliów ze Śląska. Mieszkali w tym samym hotelu.

– Alu, podobno dałaś ogłoszenie, że szukasz pracownika do pomocy w handlu. I co? – dopytywał znajomą.

Kobieta mocno się skrzywiła i zniechęcona pokręciła głową.

– Zgłosił się jakiś obdartus. Pijaczyna bez pojęcia. Wyraźnie zaznaczyłam w ogłoszeniu, że szukam kierowcy, a ten przyszedł na rozmowę „wczorajszy”. Nawet się nie ogolił. Pogoniłam go od razu. I miałam rację. Widziałam, że dziś od rana pije piwo przy sklepie. Ludzie w ogóle nie szanują pracy – ze złością mówiła Alicja C.

Ignacy W. lubił sam ocenić ludzi. Dziarskim krokiem pomaszerował do sklepu. Na ławce wygrzewał się w kwietniowym słońcu szczupły, a właściwie kościsty mężczyzna.

Jego wiek trudno było określić, bowiem na jego pooranej zmarszczkami twarzy, swój ślad zostawił alkohol.

Sprzedawca przysiadł do nieznajomego, przedstawił się i nieukrywając wyjawił, że poszukuje pracownika do pomocy przy rozstawianiu stoiska oraz jeżdżeniu po okolicznych wioskach.

Masz prawo jazdy? – bez zbytnich ceregieli zapytał Ignacy nowopoznanego mężczyznę. Równocześnie przyglądał się mu bacznie.

Mam – nieznajomy nie był rozmowny.

Ale to właśnie spodobało się starszemu mężczyźnie. Wbrew niepochlebnej opinii znajomej postanowił zatrudnić nieznajomego.

Dam ci pracę. Widzę, że dziś piłeś, ale jeśli chcesz możesz zacząć od jutra – zaproponował.

Dobra. Jestem Roman J. Mogę robić wszystko, co chcesz. Kierowcą jestem dobrym. Jak się umówimy z kasą i w ogóle? – Romanowi J. trochę plątał się język.

 

Ignacy W. kolejny raz uważnie przyjrzał się Romanowi J. Jakby kalkulował, na ile może mu zaufać. W końcu uśmiechnął się i przyjacielsko poklepał nowego pracownika po ramieniu.

Mam wolne miejsce w hotelowym pokoju, bo moja żona musiała wyjechać. Zamieszkasz ze mną. Ja będę płacił za hotel. Twoja pensja to 1000 złotych na rękę. Zgoda? – wyciągnął rękę do Romana J.

Zgoda. Od jutra biorę się do pracy u ciebie – Roman J. mocno ścisnął rękę pracodawcy.

Po tej rozmowie obaj mężczyźni poszli do hotelu. Okazało się, że Roman J. nie ma z sobą nawet przyborów do golenia.

– To jak chcesz taki nieogolony sprzedawać przy kościele święte obrazki? Ludzi mi odstraszysz od straganu. Kup sobie maszynkę do golenia i jakieś mydło – nakazał pracodawca.

Roman J. skrzywił się nieznacznie. Po czym sięgnął ręką do kieszeni spodni. Wyciągnął kilka drobnych monet. Przeliczył je mrucząc z cicha pod nosem.

– Mam niecałe dwa złote. Chyba mi nie wystarczy – przyznał zażenowany.

– To się porządnie spłukałeś! Czekaj, pójdziemy razem do sklepu. Kupię ci najpotrzebniejsze rzeczy – znów dobrotliwie poklepał Romana J. po ramieniu.

W wiejskim sklepie kupili maszynkę do golenia i kosmetyki. Ignacy W. poprosił sprzedawczynię również o zapakowanie dwóch T-shirtów.

Musisz schludnie wyglądać. Nie jak jakiś lump – tłumaczył nowemu pracownikowi, gdy ten żachnął się, po co taki zbyteczny wydatek.

W hotelu nakazał Romanowi J., aby wykapał się i ogolił. W tym czasie sam przygotował skromne kanapki i herbatę. Po posiłku obaj położyli się spać.

– Musimy się wyspać. Wstajemy o świcie, żeby zdążyć rozłożyć stoisko przed poranną mszą. Śpij spokojnie, obudzę cię rano – tłumaczył.

1 2 3 4>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze