Razy padały na szyję, klatkę piersiową, twarz i uda. Ostrze noża miało długość 10 cm, a niektóre rany były głębokie aż na 13 cm. To pokazuje, z jaką siłą mężczyzna zadawał jej ciosy. Martyna M. miała zaledwie 25 lat. Osierociła 2,5-letnią córeczkę. Wszystko to w momencie, kiedy wydawało jej się, że na nowo zaczyna układać sobie życie…

Mamę Martyny obudził hałas na klatce schodowej i ujadanie psa sąsiadów. Wyrwana ze snu nie wiedziała, co się dzieje. Pokój był spowity ciemnością. Zapaliła światło i zerknęła na zegarek. Była godzina 3 w nocy.

– Chciałam zignorować hałas, ale nie dawała mi spokoju myśl o tym, co się wydarzyło. Postanowiłam wstać i wyjść na klatkę schodową – wspomina Dorota J. – Obudziłam męża, on ma twardy sen, nie to co ja. Poprosiłam, aby poszedł ze mną. Bałam się, że to jacyś złodzieje. Wyszliśmy na klatkę i… Ten widok chciałabym wymazać z pamięci, ale obawiam się, że pozostanie ze mną do końca życia… Martynka leżała w kałuży krwi. Nie zdążyła dojść do naszego mieszkania.

– Natychmiast zadzwoniliśmy po pogotowie. Zabrali naszą córkę do szpitala, ale odratować jej nie zdołali. Nie wiem, jak ktoś mógł to zrobić. Ona miała zaledwie 25 lat. Całe życie było przed nią… – Cezary J. uzupełniał opowieść żony, która szlochała mu w ramionach.

Kobietę z kilkunastoma ranami kłutymi przewieziono w bardzo ciężkim stanie do szpitala. Niestety, po niespełna dwóch godzinach zmarła. Osierociła 2,5-letnią córeczkę.

Kto i dlaczego dopuścił się tego morderstwa? Przeczytaj w tekście Alicji Majcz „Bo nie chciał rozwodu” opublikowanym w marcowym „Detektywie”.

Ten i wiele innych tematów kryminalnych poruszamy w „Detektywie” nr 3/2020 w sprzedaży od 11 lutego 2020 roku, a także w wersji elektronicznej  do kupienia TUTAJ oraz w wersji do słuchania dostępnej TUTAJ.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze