Oboje byli na rozstajach dróg, gdy się poznali – z dziećmi, po nieudanych związkach, bez grosza duszy. A przecież byli jeszcze młodzi, mieli ambicje i wigor! Beata nie pamiętała, czy wymyśliła to ona czy Robert, ale gdy po raz pierwszy wyruszyli na „zarobek”, czuła, że kocha go jeszcze bardziej. Wkrótce, gdy o serii napadów na banki i kantory w centralnej Polsce zrobiło się głośno, media ochrzciły ich mianem „polskich Bonnie i Clydem”.

Poznali się przez wspólnych znajomych, na domowej imprezie. Robert był wesoły, tryskał humorem, sypał żartami. Wypili kilka głębszych, pośmiali się, potańczyli, a na papierosie na balkonie zaczęli się sobie zwierzać. Nie od razu – krok po kroku. Badali się. Okazało się, że łączy ich naprawdę wiele.

Robert W. rozstał się z żoną 4 lata wcześniej. Miał córeczkę, na którą płacił spore alimenty. Bał się, bo z pracą nie zawsze było dobrze. Zajmował się wykończeniami mieszkań. Zleceń w małym miasteczku zwykle nie brakowało, ale czasami była posucha.

Jaką drogę do szybkiego bogactwa obrali Beata i Robert? Poznaj ich historię sięgając po „Detektywa” nr 4/2020, w którym znajdziesz tekst Krzysztofa Struga pt. „Bonnie i Clyde po polsku”.

Więcej ciekawych i intrygujących tematów kryminalnych znajdziesz w najnowszym miesięczniku „Detektyw” nr 4/2020 w sprzedaży od 17 marca 2020 roku, a także w wersji elektronicznej  do kupienia TUTAJ oraz w wersji do słuchania dostępnej TUTAJ.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze