Po podpisaniu umowy stworzonej naprędce przez Pawła W. i pozytywnym przebiegu zabiegu in vitro, Karolina K. otrzymała połowę umówionej gratyfikacji finansowej. Comiesięczne badania przebiegu ciąży wskazywały na prawidłowy rozwój płodu. Również wyrywkowe kontrole trybu życia Karoliny K. przeprowadzane przez chuchających na zimne przyszłych rodziców, nie budziły jakichkolwiek wątpliwości. Pomyślna współpraca stron niecodziennej transakcji trwała mniej więcej do początków ósmego miesiąca ciąży, kiedy to Karolina K. zaczęła przejawiać zmienne nastroje. Początkowo małżonkowie W. kładli to na karb zmian hormonalnych w organizmie matki zmęczonej fizycznie ciążą i zbliżającym się terminem porodu.

Karolina K. zaczęła mimochodem sugerować swoje wątpliwości związane z etycznymi aspektami całej transakcji i uczuciami matczynymi do noszonego właśnie dziecka – wątpliwości te, jej zdaniem, mogłoby rozwiać podwyższenie umówionej stawki do dziewięćdziesięciu tysięcy złotych (brakujących jej do zakupu kawalerki).

O podwyższeniu umówionej kwoty nie chciało nawet słyszeć małżeństwo W., które i tak po zainwestowaniu w zabieg in vitro – poniosło znaczne koszty finansowe. Kiedy Karolina K. nie mogła osiągnąć swego celu sugestią, postanowiła postawić sprawę jasno i oświadczyła, że jeżeli nie dostanie wynagrodzenia w wysokości dziewięćdziesięciu tysięcy złotych, nie zrzeknie się praw do dziecka i nie zainicjuje adopcji ze wskazaniem na rzecz małżonków W. Co więcej, wskaże w akcie urodzenia (zgodnie zresztą z prawdą) Pawła W., jako ojca dziecka i pozwie go o alimenty pozwalające zapewnić jej i urodzonemu przez nią dziecku godne życie. Ewentualnie zrzeknie się praw rodzicielskich (wskazując ojca jako nieznanego) i przekaże urodzone dziecko do adopcji w trybie zwykłym, nie wskazując małżeństwa W. jako potencjalnych przyszłych rodziców, a wtedy biorąc pod uwagę szybkość działania sądów rodzinnych i czas trwania zwykłych procedur adopcyjnych – szanse na to, że małżonkowie W. adoptują urodzone przez nią dziecko, są statystycznie żadne.

Paweł W. żyjąc w przekonaniu, że umowa na piśmie jest „świętością” i wiąże mocno obie strony transakcji, udał się do kancelarii prawnej zajmującej się prawem rodzinnym, w celu potwierdzenia swoich racji i wyegzekwowania zobowiązań podjętych pisemnie przez Karolinę K. Konsultacja z radcą prawnym pozbawiła go wszelkich złudzeń. Dowiedział się, że stworzona przez niego i podpisana z Karoliną K. umowa z mocy prawa jest nieważna. Co więcej, jej zawarcie może być poczytane za próbę handlu ludźmi, co zgodnie z obowiązującym w Polsce kodeksem karnym jest przestępstwem zagrożonym karą pozbawienia wolności. Ponadto, zgodnie z kodeksem rodzinnym i opiekuńczym obowiązującym na terenie RP, matką dziecka jest kobieta, która je urodziła – i nie ma żadnego znaczenia, że komórka jajowa pochodziła od innej kobiety. Tym samym argumenty przytaczane przez Karolinę K. na poparcie jej żądań podwyższenia kwoty wynagrodzenia i uniknięcia następstw jej możliwych czynów, znalazły realne uzasadnienie.

 

***

Po burzliwej rozmowie małżonków W. i pani Karoliny – kobieta zmieniła miejsce zamieszkania (przeprowadziła się do swojego konkubenta) i przestała odbierać telefony. Oczekujący na przyjście na świat swojego dziecka ojciec nie dał za wygraną i zaczął wysyłać Karolinie K. SMS-y z groźbami, dodatkowo nagrywając się jej w podobnym tonie na poczcie głosowej – chcąc w ten sposób skłonić ją do wywiązania się z wcześniejszych ustaleń. Po kilkunastu SMS-ach i nagraniach na poczcie głosowej Karolina K. oddzwoniła do Pawła W., informując go, że zebrane przez nią SMS-y i nagrania pozwolą oskarżyć ich autora o stalking (uporczywe nękanie) i groźby karalne.

Co więcej, pani Karolina stwierdziła, że jeżeli taka sytuacja się powtórzy, to oprócz wniesienia zawiadomienia do prokuratury o popełnieniu przestępstwa, zawiadomi o zaistniałych sytuacjach ośrodek adopcyjny, w którym małżeństwo W. poddawało się procedurom mającym w przyszłości zapewnić im adopcję dziecka. Wiedza o groźbach karalnych, zapowiedź użycia przemocy i możliwość wszczęcia postępowania karnego wobec Pawła W. skutecznie wykluczy małżonków W. z prób adopcji jakiegokolwiek dziecka, nie tylko urodzonego przez Karolinę K. – z tą chwilą ich sen o rodzicielstwie zakończy się stuprocentowo. Tym samym małżeństwo Pawła i Julii W. uzyskało czas na zastanowienie się nad przyszłością, konsekwencją swoich postępowań i na ewentualne zgromadzenie środków finansowych służących zaspokojeniu dodatkowych żądań Karoliny K.

Wreszcie nadszedł ten oczekiwany przez obie strony feralnej umowy i pełen obaw, dzień porodu. Kobieta urodziła zdrową dziewczynkę, która w skali Apgar dostała 10 punktów. Surogatka w obecności konkubenta pokazała noworodka Pawłowi i Julii W., podtrzymując swoje wcześniejsze żądania. Widok własnego genetycznego dziecka zrobił na małżeństwie W. piorunujące wrażenie. Od tego momentu czas zaczął biec nieubłaganie dla małżonków W.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami matka dziecka ma sześć tygodni od urodzenia na zrzeczenie się praw rodzicielskich.

Małżeństwo W. było „winne” pani Karolinie kwotę dwudziestu pięciu tysięcy złotych (niezapłaconą drugą połowę ustalonego wcześniej wynagrodzenia) oraz dodatkowo żądane czterdzieści tysięcy złotych, co w sumie dawało kwotę sześćdziesięciu pięciu tysięcy złotych. Pieniędzmi tymi w dniu urodzenia dziecka małżonkowie W. nie dysponowali.

Po kilku bezsennych nocach Paweł i Julia W. ostatecznie zdecydowali się zapłacić Karolinie K. żądaną kwotę i poprzez adopcję ze wskazaniem zostać pełnoprawnymi rodzicami własnego dziecka. Paweł W. na część żądanej kwoty wziął kredyt konsumpcyjny, obciążając hipoteką własną nieruchomość. Karolina K. wykazała się dodatkową zapobiegliwością, i na otrzymaną kwotę zażądała podpisania umowy darowizny w formie aktu notarialnego z dodatkowym zastrzeżeniem, że to małżonkowie W. zapłacą w jej imieniu podatek od darowanej kwoty.

< 1 2 3>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]