Katarzyna Makowska szybko rozgrzeszyła się z porannego lenistwa:

Dzisiaj wolna sobota, nigdzie nie muszę się spieszyć. Czas odespać cały tydzień, kiedy na poranną kawę w domowym zaciszu mam ledwie kwadrans.

Poleżała jeszcze parę minut, ale w końcu wstała z łóżka. Jak co dzień poszła do kuchni, by powtórzyć poranny rytuał parzenia kawy. Tylko w weekend mogła pozwolić sobie na celebrowanie picia małej czarnej. Sama piła wtedy cappuccino, zagryzając je czymś słodkim, mężowi robiła podwójne espresso i podawała mu je z malutką szklaneczką wody mineralnej. Pił ją zawsze, zanim sięgnął po aromatyczny napój.

Woda oczyszcza kubki smakowe, a to pozwala na cieszenie się głębszym smakiem naparu kawowego, niezakłóconego przez inne smaki. Aby w pełni docenić smaki i aromaty ziaren użytych do zaparzenia espresso, warto pić wodę małymi porcjami przed każdym łykiem kawy – tłumaczył jej, choć ona nigdy nie wyczuwała żadnej różnicy. Kawa, z wodą czy bez, smakowała zawsze tak samo!

Zamyśliła się… Przed miesiącem świętowali jubileusz 30-lecia zawarcia związku małżeńskiego. Spotkanie w gronie rodziny i przyjaciół było bardzo udane. Impreza przy grillu trwała do rana. Na pozór wszystko wyglądało pięknie i wspaniale, i nikt nie dostrzegł smutku na jej twarzy. Uśmiechała się, kiedy goście składali jej gratulacje, życząc kolejnych jubileuszy. Robiła dobrą minę do złej gry… Tylko ona wiedziała, ile kosztuje ją udawanie szczęśliwej żony… Domyślała się, że mąż ma kochankę, a rzekome wyjazdy w teren na 2-3 dni nie mają nic wspólnego z jego pracą prywatnego detektywa. Podobno tropił wtedy niewiernych małżonków, ale co naprawdę wtedy robił, tylko on wiedział. Zaskoczyło ją, kiedy przed kilkoma miesiącami przeniósł się do drugiej sypialni.

Wiesz, mamy już swoje lata, każdy chce się wygodnie wyspać – wmawiał, widząc zaskoczenie w jej oczach.

Nie protestowała, bo nigdy nie próbowała przeciwstawić się podejmowanym przez niego decyzjom. Czy miała inne wyjście? Przez całe ich małżeńskie życie to on był jedynym żywicielem rodziny. Ona nigdy nie pracowała… przynajmniej na etacie. Bo w domu zawsze było coś do roboty: gotowanie, pranie, prasowanie, sprzątanie, wychowanie dzieci…

Była zaskoczona, kiedy tamtego poranka nie przyszedł na śniadanie. Czekała, wreszcie zapukała do jego sypialni. Nikt nie otwierał. Otworzyła drzwi. Janusz Makowski leżał w łóżku. Spod białej pościeli wystawała tylko lekko przekrzywiona głowa. Na skroni widać było ranę, wokół której zakrzepła krew. Reszta ciała przykryta była kołdrą. Denat przykrył się aż pod brodę, choć w pomieszczeniu było bardzo ciepło. Obok łóżka, na podłodze, leżał pistolet.

 – Panie komisarzu, od razu domyśliłam się, że mąż popełnił samobójstwo. Niczego nie dotykałam, od razu zadzwoniłam po policję. Ale dlaczego on to zrobił? Może chociaż zostawił list pożegnalny. Jeśli coś znajdziecie, oczywiście będę mogła go przeczytać? – Katarzyna Makowska opowiadała komisarzowi Milewskiemu nie tylko o wydarzeniach tragicznego poranka, ale i o swoim życiu.

Doświadczony policjant nie przerywał jej monologu, bo w takich chwilach ludzie potrzebują wyrzucić z siebie to wszystko, co niekiedy gryzło ich nie tylko miesiącami, ale i całym latami. Mimo to musiał zadać kilka pytań. Ot choćby to, czy nic nie słyszała ostatniej nocy.

– Chodzi panu o huk strzału? – dokończyła pytanie. – Nie, nic nie słyszałam. Nie znam się na broni, ale wiem, że pistolet, na który mąż miał pozwolenie, był z tłumikiem. Dlatego nie potrafię powiedzieć, kiedy odebrał sobie życie…

 – Albo ktoś do niego strzelił – oświadczył po chwili namysłu komisarz Milewski.

– Jak to? To nie było samobójstwo? – zapytała zaskoczona wdowa.

Ponad wszelką wątpliwość został zamordowany, szanowna pani. Teraz muszę tylko ustalić, kto to zrobił.

Dlaczego komisarz Milewski od razu, na początku śledztwa, wykluczył wersję samobójczej śmierci Janusza Makowskiego?

Rozwiązanie na następnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze