Widok „krasnoarmiejca” w tym miejscu był co najmniej zaskoczeniem, bo większość spraw była załatwiana pomiędzy polską a radziecką żandarmerią wojskową.

 

Sprawa, z którą zgłosił się oficer, była raczej dla milicji…

– Mam taką trochę nietypową sprawę – zaczął swoją opowieść. – Kiedy rano szedłem do pracy, kilkadziesiąt metrów od naszej jednostki i otaczającego ją muru, zauważyłem leżący w polu jakiś przedmiot. Było jeszcze szaro, spieszyłem się na służbę i nie miałem czasu, by sprawdzić, co to jest. Kiedy po południu wracałem tą samą, rzadko uczęszczaną ścieżką, ów tajemniczy przedmiot nadal leżał na ziemi. Zaintrygowany podszedłem bliżej, bo nie dawało mi to spokoju.

Chwilę później pewnie gorzko pożałował. Widok, który zastał, pozostanie mu w pamięci do końca życia! Na zmarzniętej ziemi oficer bez trudu rozpoznał ludzkie zwłoki, a dokładniej ich górną część, poniżej pasa korpus zamordowanego nieszczęśnika odcięto jakimś ostrym narzędziem. Już na pierwszy rzut oka widać było, że zrobił to ktoś, kto miał dostęp do odpowiednich narzędzi. Samo cięcie było perfekcyjne, była to robota „zawodowca”. Co innego jednak ciąć np. zwierzęta w rzeźni, a zupełnie czym innym było przeciąć ludzkie ciało. Coś takiego mógł zrobić tylko jakiś zwyrodnialec… O ile w ogóle można użyć w tym miejscu tego słowa.

Drugiej części denata, mimo dokładnych poszukiwań w promieniu kilkudziesięciu metrów, nie udało się odnaleźć.

O kulisach makabrycznego odkrycia przeczytacie w tekście Leona Madejskiego pt. „Zawód podwyższonego ryzyka” opublikowanym w „Detektywie Extra” 1/2019.

Ten i inne ciekawe tematy kryminalne znajdziecie w najnowszym wydaniu kwartalnika „Detektyw Extra – Kryminalny Świat PRL-u” 1/2019 w sprzedaży od 22 stycznia 2019 roku, a także w wersji elektronicznej do kupienia TUTAJ oraz w wersji do słuchania dostępnej TUTAJ.

 

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze