Oboje niemal natychmiast odstawili na bok smoki i pieczary. Głupiutką grę zastąpiły realia życia, o wiele bardziej podniecającego niż komputerowa gra, bo prawdziwego. Jennifer nie miała zbyt wiele wolnego czasu. Zajęta była wychowywaniem dwóch synków i utrzymywaniem ogromnego domu. Pracowała na niepełnym etacie w przedszkolu, a kilka popołudni w tygodniu pomagała matce w prowadzeniu firmy Lake Arts, sprzedającej poprzez internet wysokiej jakości płótno malarskie.

Stało się jednak tak, że ta wyjątkowo zajęta kobieta powracała do domu z mocno bijącym sercem, biegnąc natychmiast do komputera, gdzie czekało na nią drugie życie.

Gdy lato 2004 roku przechodziło już w jesień, nieznajomy mężczyzna o imieniu Christopher niepodzielnie zapanował nad jej świadomością, uczuciami i wyobraźnią.

 

Na resztę życia

A przecież z początku miał on pełnić w jej życiu zaledwie rolę konfesjonału. Nigdy nie wiązała z nim większej nadziei. Nie zamierzała go spotkać i wprowadzać go w swe życie w sensie fizycznym. Był dla niej widmem, snem, czymś nierealnym, anonimowym produktem internetowej podkultury. Dlatego bez wahania wrzucała na jego adres wszystkie sprawy swej trudnej codzienności, pisząc z czasem o kłopotach i problemach, z których nie potrafiła się zwierzyć nawet siostrze i matce. Zbierała swe żniwo jej bolesna samotność w małżeństwie. Christopher wypełnił puste miejsce, które jeszcze do niedawna zajmował Bart.  Stał się jej powiernikiem, rozumiejącym problemy doradcą, a z czasem ideałem mężczyzny – jak mawiają Amerykanie – „na resztę życia”.

Choć do samego końca nie dało się go obejrzeć, dotknąć a nawet usłyszeć, Jennifer stworzyła go w wyobraźni według swego przepisu na ideał. Miała pewność, że zna go lepiej, niż bliskich ludzi, pełniących istotną rolę w jej prawdziwym życiu.

Choć Christopher najwyraźniej zwlekał z wysłaniem swej fotografii, a nawet wzbraniał się przed podaniem istotnych szczegółów swego wyglądu, wymyśliła sobie jego wyjątkowo męski portret. Ten mężczyzna z internetowego snu musiał być przecież wysoki, silny, dobrze zbudowany, taki macho na podobieństwo kowboja z reklamy papierosów Marlboro. Taki właśnie musi być ten człowiek, skoro przed nimi, parą wirtualnych kochanków z internetu, rysuje się teraz tak ogromna przyszłość.

Internetowy mężczyzna wyczuł podatny grunt i podniecał płomień. We wrześniu 2004 roku Christopher wyznał, że i on wpadł w sidła wielkiego uczucia, i teraz czuje strach przed odrzuceniem. Jennifer natychmiast pospieszyła z odsieczą: – Mój kochany: lękasz się… to przecież tak naturalne. Ja też odczuwam napady lęku. Oboje przecież zamierzamy dokonać tak nagłych i ważnych zmian w życiu, więc lęk i niepewność wydają się całkowicie naturalne. Ja uwielbiam to, że obudziłeś we mnie miłość. Uwielbiam nasz styl porozumienia, tak szczery, czysty, prosty i bez zahamowań. Mam coraz większą pewność, że nasze życie zmienia się teraz w sposób niewyobrażalny. Tylko Ty i ja…

Christopher nie pozostawał dłużny i jak na mężczyznę przystało, wprowadził do nieustannej burzy myśli, uczuć i marzeń konkretny temat miłości fizycznej. – Dzień dobry, Sexy! – pisał na początku października. – Czy wyznałem Tobie już chociaż raz, jak często myślę o naszym pierwszym zbliżeniu? Nie mogę się doczekać dnia, kiedy wreszcie będziemy się kochać. Z każdą chwilą czuję, jak wzbiera we mnie ten niepokojący apetyt na seks, tylko z Tobą! Ty, moja ukochana Jennifer, jesteś tak niezwykłą kobietą. Kocham Ciebie ponad wszystko!

Jennifer jakby tylko czekała na ten sygnał. Całkowicie już ośmielona dawała upust swoim erotycznym fantazjom. Tak, ona również czuje to samo pragnienie, a myśl o nadrobieniu ogromnych zaległości w sferze seksu trapi ją, prześladuje i domaga się jak najszybszego spełnienia. Dlatego chętnie opisuje swe najskrytsze reakcje na coraz śmielsze listy internetowego mężczyzny, włącznie z opisem swego ciała oraz intymnej bielizny, w której spędza noce. Domaga się również szybkich decyzji: pragnie, by Christopher wreszcie śmielej odsłonił swoją twarz, przysłał fotografię i numer telefonu. Ona ma już plan, który trzeba spełnić choćby jutro. Nie można już zwlekać. Nie wolno tracić ani chwili. Muszą się spotkać w Atlancie, spędzić ze sobą noc w hotelu, a w chwilach uspokojenia spodziewanych szalonych emocji, precyzyjnie zaplanować przyszłość.

Na to Christopher zwalniał tempo, wyciszał porywy serca i chuci, w sposób całkowicie niezrozumiały najwyraźniej grał na zwłokę. Jennifer nie zrażała się jego grą.

Jego niechęć do całkowitego odsłonięcia twarzy odczytywała jako całkiem pozytywny przykład silnego charakteru i typowo męskiego podejścia do sprawy. Christopher zamiast tracić, zyskiwał w jej oczach. Żyjąc w stanie ciągłej euforii Jennifer szukała ujścia swych emocji. Christopher przestawał być tajemnicą. O „nieznajomym z internetu”, choć bez szczegółów, dowiedziała się Kelly Comeau, sąsiadka z naprzeciwka. Na znacznie więcej zasługiwała Heather, młodsza siostra Jennifer i powiernica jej sekretów. Postąpiła rozważnie: wpierw wysłuchała całej historii, potem obserwowała euforię siostry, wreszcie uznała, że Jennifer nieuchronnie zbliża się do krawędzi, za którą czai się nieszczęście.

Musisz się opanować i przeanalizować wszystko na zimno – bezskutecznie doradzała Heather. – Nie masz najmniejszego pojęcia, kim jest ten człowiek. Nie wolno mu zaufać. Może się za tym kryć każdy rodzaj zboczeńca. W najlepszym przypadku facet żonaty, pod osłoną nocy toczący swe drugie życie. A co jeśli to kryminalista lub seryjny morderca?

 

Tadeusz Wójciak

 

Jesteś ciekaw kim był Christopher? Zastanawiasz się czy doszło do spotkania internetowych kochanków? Chcesz wiedzieć, czy ten „związek” zakończył się happy endem? Odpowiedzi na wszystkie te pytania zaprezentujemy już jutro. Nie przegap!

< 1 2

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]