Finał

Szóstego lutego 2007 r. Jolanta K., po półrocznej nieobecności wróciła do domu. Była jednak w tak złym stanie psychicznym, że już następnego dnia umieszczono ją w Ośrodku Interwencji Kryzysowej Szpitala Psychiatrycznego w W., aby uchronić ją przed ewentualną próbą samobójczą. Rodzice dziewczyny z przerażeniem słuchali jej opowiadania o wydarzeniach ostatnich miesięcy. Była więziona, wielokrotnie gwałcona, a na jej ciele widniały świeże, niezagojone jeszcze ślady bicia i przypalania papierosami. Dziewczyna była w depresji i mówiła, że nie chce żyć.       Już wtedy i konsekwentnie także później, kategorycznie odmawiała składania zawiadomienia o przestępstwie i zeznawania o tym, co zrobili jej oprawcy.

Okazało się, że nawet nie wiedziała, w jakim mieście była przetrzymywana oraz jak nazywali się mężczyźni, którzy ją więzili i krzywdzili. Nareszcie pewnej nocy koszmar się skończył – wsadzono ją do samochodu i zawieziono na przystanek, a następnie umieszczono w autobusie jadącym do Polski. Mężczyźni, którym musiała świadczyć seksualne usługi, byli w większości pochodzenia tureckiego lub mówili  wyłącznie po niemiecku, a tego języka zupełnie nie znała. Pilnowano jej tak, że o ucieczce nawet nie mogła pomyśleć.

Paradoksalnie ta okoliczność była elementem, który w pewnym stopniu upodobnił jej losy do tego, co spotkało Krzysztofa J. i Karima B. Obaj mężczyźni także nie wiedzieli, gdzie ich przetrzymywano, a gdy się okazało, że Jolanta K. wreszcie wróciła do domu, związano ich, założono worki na głowy i wywieziono z tego miejsca. Zostawiono ich w lesie w pobliżu drogi, w odległości dziesięciu kilometrów od miasta W.     Krzysztof J. pomógł Turkowi dostać się do szpitala, gdyż z powodu pobicia i połamanych żeber, Karim B. dostał gorączki i, jak się później okazało, zapalenia płuc. Już w piwnicy (o ile była to piwnica) i później także w szpitalu, Karim B. zabronił Krzysztofowi J. składania zawiadomienia o porwaniu i uwięzieniu.

Powiedział wtedy o porywaczach: „To są tacy faceci, że zanim policja ich zatrzyma, to nam łby poucinają. A jeśli nawet uda się ich zamknąć, to zabiją nas, jak wyjdą z więzienia, o ile przedtem policja nie pozamyka także i nas za te dziewczyny. Cieszmy się, że udało się nam wyjść z tego cało.

Tak naprawdę to wszystko twoja wina. Po kiego diabła wywoziłeś dziewczynę, która ma takich opiekunów?” Pokłócili się wtedy, bo Krzysztof J. twierdził, że nie wiedział o tych ludziach, a Karim B. zauważył, że powinien mieć takie informacje. A w ogóle, to jest mu winien pieniądze, bo dziewczynę musiał wypuścić. Kiedy Karim B. wyjeżdżał ze szpitala w W. do Niemiec, rozstali się w gniewie i z postanowieniem nierobienia więcej razem żadnych interesów.

Spotkali się jednak, i to dosyć szybko. Już bowiem w marcu 2007 roku policjanci z Niemiec i z Polski podczas wspólnych działań rozbili siatkę przestępczą, zajmującą się wywożeniem na zachód Europy kobiet z Polski, Litwy i Ukrainy, w celu zmuszania ich do prostytucji. Zatrzymano wówczas 27 osób, w tym także Krzysztofa J., Karima B. oraz Aymana B. Przestępstwa, o których popełnienie ich oskarżono, nie obejmowały jednak czynów dotyczących Jolanty K., która przez długi czas przebywała w szpitalu psychiatrycznym, a lekarze nie pozwalali na żadne rozmowy z nią na temat wydarzeń z ostatnich sześciu miesięcy.

Pomimo, że Karim B. i Krzysztof J. nie chcieli zeznawać na temat porwania, którego stali się ofiarami, policjanci wiedzieli o tym zdarzeniu z innych źródeł. Zatrzymano sprawców porwania, czyli Jacka Z. oraz Rafała Ł. i Olgierda C. Wielogodzinne czynności nie doprowadziły jednak do uzyskania jakichkolwiek dowodów. Zatrzymanych trzeba więc było zwolnić, bo wszyscy trzej zgodnie twierdzili, że nic nie wiedzą o pobycie Jolanty K. w Niemczech, a o Karimie B. i Krzysztofie J. nigdy nie słyszeli.

Jedyną wiedzą, jaką policjanci dysponowali, były nieoficjalne informacje od tajnego informatora, oraz wyznania Krzysztofa J., który na pewnym etapie czynności starał się o uzyskanie statusu świadka koronnego. Prokuratura jednak nie zgodziła się na to, gdyż jego konto obciążało zbyt wiele przestępstw, a w swoich zeznaniach zatajał znaczące fakty dotyczące jego wspólników.

Sprawa uprowadzenia Jolanty K. oraz przestępstw, jakich dopuścił się Jacek Z. i jego dwaj koledzy aby uwolnić ją z rąk oprawców, nigdy nie znalazła swojego finału w Sądzie. Policjanci twierdzą, że dzieje się tak w ogromnej większości przypadków przestępstw związanych ze zmuszaniem kobiet do prostytucji. Nawet, jeśli udaje się przekonać którąś z pokrzywdzonych dziewczyn do zeznawania, to bardzo często w toku dalszych czynności wycofują się one ze składania zeznań i sprawa upada. Nie pomagają żadne argumenty, nawet takie, że ich moralnym obowiązkiem powinno być uchronienie innych kobiet przed podobnym losem.

Osoby zajmujące się przeciwdziałaniem handlowi ludźmi, m.in. działające w organizacji „La Strada”, twierdzą, że przeżycia ofiar są tak dramatyczne i tak okaleczające psychikę, że nawet po latach nie potrafią mówić o wszystkim, co je spotkało.

Niestety, sporej liczbie porwanych i zmuszonych do prostytucji kobiet nigdy nikt nie pomoże, gdyż są one wykorzystywane dotąd, dopóki nie stracą atrakcyjności. Potem czeka je coraz gorszy los, większość popada w narkomanię lub alkoholizm i szybko umiera.

Dzieje się tak pomimo wielu sukcesów, jakie w walce z tym procederem odnoszą policjanci z krajów europejskich i pomimo wielu komunikatów ostrzegających młode dziewczęta przed wyjazdem za granicę do rzekomo dobrze płatnej pracy, niewymagającej nawet znajomości obcego języka.

 

Dariusz Gizak

 Inicjały osób i miejscowości oraz szczegóły niektórych zdarzeń zostały zmienione.

 

 

< 1 2 3

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]