Pod koniec siódmego roku małżeństwa stres Jennifer zaczął się domagać naturalnego ujścia, zaś ona sama z osoby cichej i potulnej, przemieniła się w początkującą partnerkę w wojnie domowej. Przeszła do kontrataku w sposób dla siebie charakterystyczny i pozbawiony agresji. Mając na uwadze dobro synków stroniła od bezpośredniej konfrontacji z Bartem. Nie chciała, aby dzieci były świadkami awantur i wyrastały w atmosferze gniewu. Wyniosła jednak sprawy na zewnątrz. Zaczęła mówić o intymnych szczegółach pożycia z Bartem. Te sprawy, o których wiedzieć powinna tylko ona i mąż, dokuczały jej chyba najbardziej, bo przecież nad ich sypialnią unosił się niemal stale cień drugiej kobiety.

Jesienią 2004 roku Jennifer nie kryła już niczego. Czuła się kobietą niezależną, zwolnioną z obowiązku lojalności wobec niewiernego, agresywnego męża. – Nie chcę już być jego żoną. Jego widok wywołuje we mnie dreszcze – mówiła matce, próbującej negocjować powrót do małżeńskiej zgody.

Na myśl o jego dotyku chce mi się wymiotować. Już nigdy nie pozwolę mu na zbliżenie. Jeszcze do niedawna się męczyłam i godziłam się, gdy przychodziła mu ochota. Nie wyobrażam sobie dotyku jego rąk. To już koniec, i nic tego nie zmieni.

Mniej więcej w tym samym czasie Jennifer wtajemniczyła w swe intymne sprawy siostrę Heather, a nawet sąsiadkę z naprzeciwka, co raczej nie mieści się w amerykańskiej obyczajowości. Rodzina tak, może wiedzieć co nieco, ale przed obcymi nie wolno wylewać domowych brudów i zdradzać intymnych tajemnic. Tymczasem sąsiadka Kelly Comeau została powiernicą nieprzychylnej Bartowi prawdy o jego podejściu do kobiety. Mąż Jennifer został zdefiniowany jako kochanek marny i nieczuły na wyjątkowo silne potrzeby żony, przejawiający zainteresowanie tylko wówczas, gdy to właśnie on ma na to ochotę, załatwiający sprawę niestarannie i pospiesznie. – Ani razu nie zdołał doprowadzić mnie do orgazmu – wyznała żona dentysty sąsiadce.

 

Raptowny koniec snu

W połowie listopada 2004 roku Jennifer Corbin miała już sprecyzowany plan na dalsze życie. Już wkrótce miał nadejść Thanksgiving Day (Święto Dziękczynienia) i Boże Narodzenie, dwa największe święta w amerykańskim kalendarzu. Dla dobra synków, a także po to, by nie rujnować podniosłej atmosfery świąt, postanowiła odłożyć ostateczną rozprawę z Bartem na pierwsze tygodnie nadchodzącego roku 2005.

Nie widziała przecież powodu do pośpiechu. Christopher, ten wciąż tajemniczy, lecz wspaniały i cierpliwy mężczyzna („jedyna miłość jej życia”…) czekał przecież tylko na jeden gest, by pojawić się przy niej i wesprzeć ją na życiowym zakręcie. Od tego momentu będą już razem, na zawsze.

Raptem wszystko rozsypało się w proch. Raptem wszystkie marzenia pękły jak bańka mydlana. Nastąpił koniec snu. Christopher zamilkł i przestał odpowiadać na jej maile.

Okrutna prawda o „widmie z internetu” wyszła na jaw nad ranem, 18 listopada, gdy „jedyna prawdziwa miłość” odsłoniła wreszcie swoją twarz. Christopher nie istniał.

W jego postać wcieliła się niska, szczupła kobieta o nieco męskich rysach twarzy i orientacji biseksualnej. Podobnie jak Jennifer potrzebowała miłości. Podobnie jak ona stopniowo dała się wciągnąć w otchłań internetowego snu o ludziach idealnych, bo zwyczajnie nieistniejących.

Jennifer ciężko przeżywała katastrofę. Raptowna utrata „Christophera” i pokładanych w nim nadziei nie zmieniła jej planów. Bart dowiedział się wreszcie, że Jennifer zamierza od niego odejść i zaczął walczyć o jej odzyskanie. Nastąpiły niekontrolowane już kłótnie, przepychanki i wymierzanie ciosów, jak zawsze wówczas, gdy wielkie emocje biorą górę nad zdrowym rozsądkiem. Bart rozpoczął nieudolne śledztwo. W poszukiwaniu dowodów zdrady kradł żonie torebki, notesy adresowe, wymontował z jej komputera twardy dysk. W wieczór Święta Dziękczynienia natrafił na płomienne listy żony do „Christophera” i atakiem furii zrujnował przyjęcie w domu teściów. Kilka dni później potrącił Jennifer swą Corvettą, uciekając spod domu z ukradzionym jej telefonem komórkowym.

Gdy rano 4 grudnia znaleziono Jennifer z raną postrzałową głowy, Bart Corbin miał mocne alibi i swoją wersję samobójstwa żony: Jennifer targnęła się na życie ze strachu przed skandalem, jaki mogło wywołać ujawnienie jej internetowej miłości.

 

* * *

Walcząc o ratowanie swej reputacji Bart Corbin nie mógł wiedzieć, że ma przed sobą zaledwie dwa tygodnie życia na wolności. Został aresztowany 22 grudnia 2004 roku. Nie chodziło o śmierć Jennifer. Przyjechali po niego detektywi z miasta Augusta w stanie Georgia, prowadzący śledztwo w „cold case”, sprawie o samobójczą śmierć młodej kobiety sprzed czternastu lat.

6 czerwca 1990 roku w domu nieopodal miasteczka uniwersyteckiego w mieście Augusta znaleziono martwą  27-letnią Dolly Hearn, studentkę stomatologii, która od dłuższego czasu próbowała zerwać burzliwą znajomość z Bartem Corbinem. Przyczyną śmierci był postrzał z rewolweru kalibru 38, należącego do denatki.

 

Tadeusz Wójciak

 

Jesteś ciekaw jaki był dalszy ciąg tej historii? Już jutro zaprezentujemy czwartą część tekstu opisującego prawdziwe oblicze Barta Corbina. Nie przegap!

< 1 2

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]