Aby lepiej przybliżyć realia, w jakich pracowali milicjanci, należy przypomnieć sobie poziom techniki przed 1989 rokiem, czyli przed otwarciem granic Polski na Zachód i przekształceniem milicji w policję.

Młodemu pokoleniu może to wydać się nieprawdopodobne, ale nie było w tym czasie nie tylko internetu, ale także telefonii komórkowej, komputerów i innych elektronicznych usprawnień, ułatwiających pracę obecnym stróżom prawa.

Kartoteka przestępców była dosłownie kartoteką, czyli zbiorem kart, a nie zbiorem bitów na dysku serwera komputerowego. Jeśli milicjant chciał poszukać informacji o przestępcy, musiał wysłać telegram do pracownika obsługującego kartotekę, który wyjmował odpowiednie karty z segregatora, spisywał z nich informacje, nanosił nowe (np. kto przysłał zapytanie) i odpisywał na telegram. W nadzwyczajnych przypadkach, posiadając specjalne uprawnienia, można było załatwić to przez telefon, ale potem i tak trzeba było wysłać odpowiednie pisma.

Warto także podkreślić, że nie istniał jeszcze miejski monitoring, a był on tylko w marzeniach niektórych stróżów prawa. Coś takiego, jak kamery zapisujące obraz na kilka dni wstecz, wszechobecne teraz przy sklepach, stacjach paliw i nowych osiedlach, były wówczas fantazją w futurystycznych wizjach pisarzy science fiction. Pewnie niewiele osób uwierzyłoby wtedy, że tak będzie wyglądała przyszłość.

O szczegółach milicyjnej kuchni przeczytasz w tekście „Metody gliniarzy”. To tylko jeden z wielu ciekawych tematów kryminalnych z PRL-u. Wszystkie znajdziesz  w najnowszym wydaniu kwartalnika „Detektyw Extra” nr 1/2018 w sprzedaży od 23 stycznia 2018 roku, a także w wersji elektronicznej do kupienia TUTAJ oraz w wersji do słuchania dostępnej TUTAJ.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze