Porucznik Modelski od piątej rano stał w kolejce przed sklepem radiowo-telewizyjnym, który po kilkutygodniowej przerwie spowodowanej remontem miał być tamtego dnia uroczyście otwarty. Łudził się, że pojawią się jego wymarzone kolumny głośnikowe Altus 120, które od kilku miesięcy zamierzał kupić.

Z nudów zapalił kolejnego papierosa. Nagle usłyszał dźwięk radiowozu. Z zawodowej ciekawości stanął przy jezdni, wypatrując pędzącego auta. Ku swojemu zdziwieniu zobaczył mknącą nyskę. W komendzie mieli tylko jedną, należała do kierowanego przez niego wydziału kryminalnego. Niewiele myśląc, wyskoczył na jezdnię i zaczął machać do kierowcy. Ten, widząc przełożonego, natychmiast się zatrzymał.

– Co się stało? Dokąd tak pędzisz? – spytał Modelski po zajęciu miejsca w samochodzie.

– Mamy zabójstwo. Niejaki Adam Gajlewicz. Przed kilkoma minutami dostaliśmy zgłoszenie – krótko referował sprawę sierżant Jackowski.

Modelskim wstrząsnęła ta informacja. Doskonale znał się z denatem, który tak jak on był kolekcjonerem zabytkowych świeczników. Zazwyczaj wykonuje się je z materiałów, które nie są łatwopalne, najczęściej z mosiądzu i stali, rzadziej z brązu. Bardziej kunsztowne są świeczniki wykonywane z porcelany. Nieco mniej efektowne, ale za to tańsze są szklane i z fajansu. Porucznik miał w domu zaledwie kilkanaście świeczników, kolekcja Gajlewicza była zdecydowanie większa. Widział ją tylko raz w jego mieszkaniu, teraz pojawił się tu służbowo w dramatycznych okolicznościach.

Wnętrze willi Gajlewicza robiło wrażenie. Ściany pokryte były różnego rodzaju malowidłami i potężnymi, złotymi lustrami. W salonie, gdzie znaleziono zwłoki, zwisał żyrandol z dziesiątkami kryształów, które po zapaleniu żarówek mieniły się wszystkimi barwami tęczy. Podłoga wyłożona była biało-czarnymi płytami z marmuru. Lśniły tak bardzo, że porucznik odniósł wrażenie, że mógłby się w nich przeglądać przy porannym goleniu. Na wprost wejścia znajdowały się szerokie schody, wijące się na pierwsze piętro, z bogato zdobionymi poręczami i czerwonym, puszystym dywanem pośrodku. To był widok zapierający dech w piersiach.

– Ciekawe, skąd ludzie biorą pieniądze, żeby żyć w takich pałacach – zadumał się funkcjonariusz.

– Widzę, że na panu to wnętrze również robi wrażenie – porucznik usłyszał głos nieznanego mężczyzny. – Pozwoli pan, że się przedstawię. Andrzej Mioduski. To ja znalazłem denata. Przyjechałem do niego wczoraj wieczorem w interesach. Tak jak zmarły, jestem koneserem sztuki. Miałem kupić od niego kolekcję XVIII-wiecznych świeczników. Najcenniejsze były trójramienne lichtarze, których podobno używał sam Napoleon Bonaparte. ­Rozświetlały ciemności, kiedy wielki Francuz jadł posiłki. Nie wiem, czy to prawda, ale tak przynajmniej opowiadał Adam, to znaczy pan Gajlewicz. Przysłał mi też zdjęcie kandelabra z tamtego okresu na jedną świecę. Piękna, mistrzowska robota…

No, ale pewnie takie historie pana nie interesują. Ważniejsze są okoliczności śmierci denata. Ja wiele panu nie pomogę. Spałem w pokoju gościnnym, kiedy o 9 zszedłem do salonu na śniadanie, zobaczyłem gospodarza leżącego na podłodze. Nie dawał oznak życia. Nie mam pojęcia, co się stało. Może zawał. Albo wylew. Kiedy zobaczyłem krew na jego głowie nabrałem pewności, że to musiało być zabójstwo. Zadzwoniłem od razu na milicję i po lekarza, dlatego na słuchawce znajdziecie odciski moich linii papilarnych. Niestety, nie słyszałem w nocy nic podejrzanego. Biorę tabletki nasenne, bo mam kłopoty z zaśnięciem. To wszystko co mam w tej sprawie do powiedzenia.

– Ja też jestem miłośnikiem starych bibelotów i chętnie bym o nich z panem porozmawiał – stwierdził porucznik Modelski. – Teraz jednak muszę zająć się sprawą zabójstwa Gajlewicza. Wydaje mi się, że nie do końca mówi pan prawdę.

– Ależ poruczniku. Dlaczego mi pan nie wierzy?! – mężczyzna próbował oponować, ale milicjant był nieubłagany.

– Zapraszam do radiowozu. Jest pan zatrzymany. Porozmawiamy na komendzie.

Na jakiej podstawie porucznik Modelski podjął decyzję o zatrzymaniu Andrzeja Mioduskiego?

Rozwiązanie na następnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze