Małgorzata S. i Jan S. mieszkali w Witoszewie, niedaleko Świdnicy. Jak donosi Gazeta Wyborcza, mężczyzna od początku ich związku był agresywny.

Małgorzata S. ukrywała przed otoczeniem, że w ich domu dochodzi do przemocy. Dnia, kiedy doszło do zabójstwa, Jan S. był pijany. Złapał kobietę za szyję i zaczął ją dusić, wtedy ta sięgnęła po leżący w szafce nóż. Zmarł na miejscu.

„Pomiędzy Małgorzatą i Janem bardzo często dochodziło do awantur. W ich trakcie, będący pod wpływem alkoholu, pokrzywdzony stawał się agresywny w stosunku do oskarżonej, wyzywał ją słowami wulgarnymi, stosował wobec niej przemoc fizyczną, bił ją pięściami po ciele, w tym po twarzy. Zdarzało się, że ją dusił, przez co doszło do omdlenia” – uzasadniał swój wyrok w 2017 roku sędzia Janusz Zieliński, który uznał po raz pierwszy, że kobieta jest niewinna.

Po tym wyroku sprawa trafiła do apelacji. W 2019 roku uniewinniono Małgorzatę S. po raz kolejny. Tym razem Sędzia Joanna Jakubowska-Wiraszka zabrała głos: „Co ma zrobić kobieta 1,60 m wzrostu, z mężczyzną, który ma 1,80 m wzrostu i jest silnie zbudowany, który ją dusi? Idealnie byłoby, by poczekała. Ma jednak prawo do obrony koniecznej”

Prokuratura starała się udowodnić, że kobieta jest winna zbrodni i że nie działała w obronie własnej.

Argumentowano swoje podejrzenia tym, że Małgorzata S. miała opinię osoby nadużywającej alkoholu i nieprzestrzegającej zasad współżycia społecznego. Zarzucano jej, że porzuciła dzieci, piła i awanturowała się.

„Oskarżona jest agresywna, uderzała w pokrzywdzonego wielokrotnie. Taka miłość dwóch kochanków, że piją razem i jedno bije drugie, taka ich uroda. Ale to ona zaczęła. Czy prowokacja ze strony oskarżonej może być uznana za podjęcie działań obronnych? Moim zdaniem nie. To nie jest tak, że jej działanie było odpowiedzią na jego atak. To nie był obrona konieczna, kobieta prowokowała” – mówiła prokurator Beata Piekarska-Kaleta w mowie końcowej w listopadzie 2019 roku.

10 czerwca 2020 roku Sąd Apelacyjny we Wrocławiu odrzucił apelację prokuratury i utrzymał w mocy wyrok uniewinniający, uznając apelację prokuratury za pozbawioną podstaw.

„Ten wyrok pokazuje, że każda kobieta, choć nie tylko, bo przecież także mężczyzna, w takiej sytuacji ma prawo się bronić” – mówi w rozmowie z Gazetą Wyborczą mecenas Paweł Zawadzki, który bronił Małgorzatę S.

Źródło: www.kobieta.wp.pl

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze