Prokurator zamierzał zamknąć sprawę jako nieszczęśliwy wypadek. I tak by się stało, gdyby nie zdecydowana reakcja rodziny zmarłej, która jednogłośnie wskazała palcem na Roberta J. jako tego, który pomógł małżonce zejść z tego świata. Rozpoczęło się śledztwo.

Robert J. był utalentowanym warszawskim biznesmenem w branży nieruchomości. W kilka lat dorobił się milionów, które pozwoliły jego rodzinie na życie ponad stan. Jednak jego małżeństwo z Różą nie należało do udanych. Już osiem lat przed śmiercią żona wniosła pierwszy pozew o rozwód, a nie był on jedyny. Powód był zawsze ten sam: niewierność.

Róża J., zamiast zajmować się dwiema córkami, domem i spędzać czas na zakupach, całymi dniami była pochłonięta wizytami w galeriach handlowych, ale nie z zamiarem zakupów. Celem od lat było sprawdzanie, czy jej mąż nie „prowadza” się z nastolatkami, którym imponował pieniędzmi. Kobieta była na skraju obsesji. Mąż, chorobliwy kobieciarz, nie dawał jej powodów do odbudowania zaufania. Za każdym razem, gdy zdobyła niezbite dowody na jego romans, on unikał wizyty w sądzie, zapewniając, że był to już ostatni raz. Róża J. nie chciała rezygnować z luksusowego życia i puszczała w niepamięć ekscesy niewiernego współmałżonka. Robert J. zdawał sobie sprawę, że jej cierpliwość kiedyś się skończy. Jednak czy miał powód, żeby zamordować?

Jak potoczyło się śledztwo w sprawie zabójstwa Róży J.? Przeczytasz w tekście Konrada Szymalaka „Zemsta zranionej kochanki”. Zapraszamy do lektury „Detektywa” 2/2019.

Ten i wiele innych ciekawych tematów kryminalnych znajdziesz w nowym numerze „Detektywa” 2/2019 w sprzedaży od 15 stycznia 2019 roku, a także w wersji elektronicznej do kupienia TUTAJ oraz w wersji do słuchania dostępnej TUTAJ.

 

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze