Sędziowie i prokuratorzy nie dali się zastraszyć. Proces miał się odbyć. Wyznaczono termin rozprawy. Gdy „Ciolo” zrozumiał, że przyjdzie mu jednak zasiąść na ławie oskarżonych, zdecydował się na ucieczkę z aresztu. Co ciekawe, człowieka oskarżanego o brutalne zabójstwa i okrutne znęcanie się nad ofiarami, umieszczono w zwykłej, dwuosobowej celi. Nie został objęty żadnym szczególnym nadzorem. Miał więc dostatecznie dużo swobody, by snuć plany ucieczki.

 

***

Siódmego czerwca 1995 roku,  Ireneusz J., jeden z funkcjonariuszy Służby Więziennej w Rejonowym Areszcie Śledczym w Lublinie, po odprowadzeniu do łaźni grupy osadzonych, przystanął na korytarzu, żeby zapalić. Wyciągając papierosy, nie zauważył, że z kieszeni wypadł mu niewielki kawałek papieru, owinięty w folię. Spostrzegł to jednak jego kolega. Gdy tamten odszedł, podniósł z podłogi zawiniątko. To był bez wątpienia gryps. Strażnik zaniósł znalezioną karteczkę do przełożonego. List został przeczytany w obecności kilku funkcjonariuszy.  Treść jeżyła włosy na głowie..

Gryps został napisany przez Roberta Kwieka. „Ciolo” bez owijania w bawełnę informował adresata wiadomości (był nim jego szwagier), że zamierza w najbliższym czasie wydostać się na wolność. Plan ucieczki zakładał zabójstwo wartownika na wieżyczce. Miał on zostać zastrzelony przez wynajętego snajpera – zeznał w śledztwie funkcjonariusz, który znalazł gryps.

Kilkakrotnie przeczytano list, przecierając oczy ze zdumienia. Strażników najbardziej szokowało to, że mają w swoim gronie kreta. Kartka nie mogła ani przez przypadek, ani bez jego wiedzy znaleźć się w kieszeni Ireneusza J. Musiał świadomie przyjąć gryps od osadzonego, a to oznaczało, że poszedł na współpracę z „Ciolem” i godził się na śmierć kolegi, który podczas ucieczki gangstera miał zostać „zdjęty” przez wyborowego strzelca…

Najpierw przeprowadzono wewnętrzne dochodzenie. Ireneusz został przesłuchany. Początkowo utrzymywał, że znalazł gryps i schował go do kieszeni. Miał go przekazać przełożonemu, ale zapomniał. Nie zauważył, że karteczka wypadła  mu, gdy wyjmował papierosy. Prawdą było jednak tylko zgubienie grypsu. Nie uwierzono natomiast w wykrętne tłumaczenie Ireneusza J., że przez przypadek znalazł list o tak bulwersującej treści i zapomniał o nim. Strażnikowi nie pozostawało więc nic innego, jak przyznać się do winy. Zeznał, że gryps otrzymał od Kwieka, gdy tamten szedł do łaźni w grupie eskortowanych przez strażników osadzonych.

Wyszło na jaw, że nie pierwszy raz robił za posłańca „Ciola”. W kilku przekazanych przez niego listach do rodziny Roberta Kwieka, omawiane były sposoby odbicia więźnia z aresztu.

Organizatorem ucieczki „Ciola” był jego szwagier, Mirosław M. Żeby obie strony mogły się często i w miarę swobodnie komunikować, przestępcy musieli znaleźć osobę, która podjęłaby się pośredniczenia we wzajemnym przekazywaniu wiadomości. Wybór padł na jednego ze strażników więziennych. Ireneuszowi J. niczym nie grożono. Zaproponowano mu natomiast pieniądze za „przysługę”, a on bardzo szybko dał się kupić.

Kwiek porozumiewał się ze szwagrem również w inny sposób. Mirosław M. podchodził pod garaże, znajdujące się tuż za murem ochronnym aresztu. Miał stąd widok na okno celi, w której przebywał Ciolo. Szwagrowie przekazywali sobie informacje krzycząc.

Ostateczny plan ucieczki wykrystalizował się w maju 1995 roku. Korespondencja między osadzonym a Mirosławem M. nabrała tempa. „Ciolo” zażądał dostarczenia mu cienkich, metalowych brzeszczotów, którymi miał przepiłować kraty. Przekazał też, że konieczne będzie zlikwidowanie strażnika, pełniącego służbę na wieży. W ciągu kilkunastu dni Mirosław M. znalazł człowieka od „mokrej roboty”. Miał to być niejaki Cezary M. z Radomia, aczkolwiek w śledztwie nie zgromadzono dostatecznych dowodów na jego udział w zaplanowanym przestępstwie.

Ucieczka została zaplanowana na 18 czerwca 1995 roku. Trzy dni wcześniej „Ciolo” miał zacząć piłować kraty w oknie celi brzeszczotami, dostarczonymi mu przez strażnika. Plan ucieczki opierał się na spostrzeżeniach, poczynionych przez Kwieka w czasie jego kilkumiesięcznego pobytu w areszcie.

Przez ten czas pilnie śledził pracę funkcjonariuszy SW, a zwłaszcza sposób, w jaki obsadzano uzbrojone posterunki zewnętrzne, czyli wieżyczki. „Ciolo” zauważył, że jeden z dwóch posterunków w godzinach wieczornych często nie jest przez kilkanaście minut obsadzony. A to oznaczało, że obszar dzielący osadzonego od celi do muru ochronnego jest w tym czasie niestrzeżony.

Ucieczka miała nastąpić między godziną 22.00 a 23.00, kiedy w celach są już pogaszone światła. Ustalono, że „Ciolo” po przepiłowaniu krat będzie czekał na sygnał od wspólników. Gwizd oznaczał, że strażnik z drugiej wieżyczki został już zastrzelony. Wówczas Robert Kwiek miał wyjść oknem z celi, przerzucić poza mur przygotowaną wcześniej linę. Następnie pokonać ogrodzenie z siatki, dobiec do muru i przedostać się na drugą stronę.

 

***

Realizacja ucieczki Roberta Kwieka z aresztu śledczego była bardzo prawdopodobna, wręcz pewna – stwierdził w 1995 roku Leszek Michalski, ówczesny starszy inspektor Wydziału Ochrony Centralnego Zarządu Zakładów Karnych po wizji lokalnej, przeprowadzonej na terenie Rejonowego Aresztu Śledczego w Lublinie.

Wizja wykazała liczne nieprawidłowości w funkcjonowaniu aresztu. Stwierdzono, że garaże, usytuowane tuż za murem ochronnym pozwalają na poruszanie się wzdłuż niego osobom, pozostającym poza zasięgiem pola widzenia służb wartowniczych. Zwrócono uwagę na niedostateczny system obsadzania posterunków uzbrojonych. Inną stwierdzoną nieprawidłowością była możliwość swobodnego nawiązywania kontaktów słownych między osadzonymi, a osobami z zewnątrz.

Z eksperymentu przeprowadzonego przez lubelską prokuraturę, niedługo po próbie ucieczki „Ciola” z aresztu wynika, że Kwiek miał przed sobą bardzo łatwe zadanie. Ustalono, że przepiłowanie krat w oknie celi zajęłoby mu maksimum 12 minut. W ciągu niespełna 2 minut dotarłby do muru.

Robert Kwiek nie poniósł konsekwencji karnych za zamiar ucieczki z aresztu. Jego czyn został zakwalifikowany jako niekaralne przygotowania. Na kilka lat do więzienia poszedł natomiast Ireneusz I., którego wcześniej wydalono ze Służby Więziennej.

Karol Rebs

Niektóre personalia zostały zmienione.

 

 

< 1 2 3

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]