Rajców miejskich Krakowa nurtowały wątpliwości, czy można tolerować zawodową prostytucję i godzić się na istnienie prostibularum, czyli domów publicznych. Skierowali więc w 1406 roku pytanie w tym względzie do mistrza Jana Falkenberga, dominikanina i profesora teologii, największego autorytetu w mieście.

Odpowiedź była pozytywna: tak, jest to wprawdzie zło, bo uważa je za takie prawo Boże, ale zamknięcie domów publicznych spowoduje zło jeszcze większe. Mistrz powołał się przy tym na św. Augustyna i przytoczył argumenty, które poznaliśmy już wcześniej.

Pytanie to postawiono tuż po tym, jak z Krakowa przepędzono precz wszystkie prostytutki, a te wkrótce po owej relegacji masowo powróciły. Przekonano się więc naocznie, że nie ma na nie sposobu, co mistrz Falkenberg też musiał wziąć pod uwagę. W 1456 roku Jan Ostroróg zgłosił projekt, by kobiety sprzedajne wyróżniać specjalnym strojem: powinny nosić kolorowe wstęgi i inne niż uczciwe niewiasty nakrycia głowy. Nie wydaje się, by ten postulat wszedł w życie – w każdym razie nic o tym nie wiadomo. Nie przypadkiem rozróżniliśmy tu kobiety i niewiasty, w języku staropolskim „kobieta” to inaczej „puszczalska”.

Natomiast w innych krajach praktykowano to przez wieki. Odpowiednie przepisy nakazywały im nosić np. nakrycia głowy z żółtym obrzeżem, jako że w średniowieczu barwa ta w ogóle symbolizowała hańbę.

W Lipsku kobiety publiczne wyróżniały się żółtymi płaszczami z niebieskimi sznurkami, w Wiedniu żółtą chustą na ramieniu, w Bernie i Zurychu – czerwonym kapturem; kaptur w paski zobowiązane były nosić prostytutki w Bristolu i Londynie.

Prócz tego przepisy w wielu miastach zakazywały im noszenia określonych strojów, zazwyczaj wykwintnych, zastrzeżonych tylko dla pań porządnej konduity; to samo odnosiło się do niektórych klejnotów i innych ozdób.

Nierządnice lokowały się zazwyczaj poza miejskimi murami, ale i wewnątrz nich miały swe skupiska. Były to miejsca ogólnie znane wśród amatorów, o czym świadczy fragment wiersza Jana Andrzeja Morsztyna:

         Kto nowicjat odprawiał w Lublinie

         Na Czwartku, kto wie, jakie gospodynie

         W Warszawskiej baszcie, na Mostkach we Lwowie,

         Co za szynk w Smoczej Jamie przy Krakowie…

Od XVI wieku, gdy przyszedł czas reformacji i kontrreformacji, prostytucję zaczęto intensywnie zwalczać w całej Europie. Zarówno bowiem zwolennicy Lutra czy Kalwina, jak również ortodoksyjni katolicy dopatrzyli się w tym czasie, że „wszeteczeństwo” jest ciężkim grzechem; nastąpiła wyraźna zmiana nastawienia wobec seksu w ogóle.

Prostytucja i w ogóle cudzołóstwo spotykały się z ostracyzmem, co widać w obowiązujących przepisach i opartej na nich praktyce sądowej. Polskie ius manicipale (prawo miejskie), wzorowane na niemieckim Sächsische Weichbild (Zwierciadło Saksońskie), niezwykle surowo traktowało cudzołożników stanowiąc, że „qui in adulterio fuerit deprehensus, capite plecitur” (kto został przychwycony na cudzołóstwie, karany jest głową). Ta sama ustawa karna przewidywała, że „białogłowy pospolite publicznie z mężczyznami się łączące i nierządny występek popełniające, publicznie mają być relegowane”. Polegało to na ceremonialnym  „wyświeceniu” poza bramy miasta z zakazem powrotu przez 2-3 lata.

 

Jeśli zaś chodzi o mężczyzn żonatych korzystających z usług prostytutek to prawo nakazywało: „fornicator (nierządnik) albo więzieniem albo mulktą pieniężną powinien być karany”. Na zawsze zaś wypędzano (po „ocięciu rózgami”) te „białogłowy, które czyli publicznie czyli potajemnie nierządnym zwyczajem żyją i z różnymi się łączą, wiedząc, że są zarażone chorobą, którą Gallicum nazywają, przecież onychby nie przestrzegały, albo jakiemi wiadomie zaraziły”. Szło o to, by choroby „galijskie” zwane inaczej „francą”, nie szerzyły się bez przeszkód.

Chłostanie nierządnic weszło wówczas do praktyki miejskiej, wystawiano je też nago w żelaznych klatkach (była taka na rynku Starego Miasta w Warszawie).

Czy zniechęcało to „kobiety powłóczne”, jak określano prostytutki? Angielka, lady Dorothy Worsley, tak pisze na ten temat w poemacie:

         Prawo jej ciągle chce krzyżować szyki

         I głośno woła: „Cierp za swe wybryki!”

         Jej dolą lochy, choroby i kije,

         Ale ród kurwi wszystko to przeżyje.

 

                                       Stanisław Milewski

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze