Na dziś wystarczy. Rozliczymy się „U Leszka”. – Żaden z trójki wspólników nie miał cienia wątpliwości, gdzie najlepiej opić udaną transakcję.

     Pensjonat „U Leszka” nie był ani szczególnie „wypasiony”, ani specjalnie modny. Właścicielom salonu samochodów używanych wcale to nie przeszkadzało.

Liczyły się inne zalety: położenie wśród lasów, obecność pań ceniących bardziej pieniądze niż obyczaje, tradycyjna kuchnia i część rekreacyjno-rozrywkowa z basenami, saunami, salami masażu i bankietowymi. Zadbał o nie właściciel zajazdu Leszek R., chociaż sam o rozrywkowej przeszłości wolał nie pamiętać. Swoje wyszalał, parę dużych „baniek” przebalował, ale udało mu się w porę wycofać z szemranych interesów i dobrze zainwestować. Wieczorami, w skrojonym na miarę garniturze, lubił zadawać szyku i doglądać interesu. „Samochodziarze świętują, jakby sczyścili cały towar z lawety” – uśmiechał się Leszek R., podglądając, jak zamawiają kolejne drinki.

Po udanych interesach należy się chwila relaksu. Strzelamy denko i na basen – zarządził Karol Dobrodziejski. – Ciężki dzień za nami…

A jeszcze cięższa noc przed… – zamruczał znacząco Sławek Sikora, skanując bujne kształty Luizy poznanej kilka drinków wcześniej.

Ja też masażu nie odmówię – dorzucił Marian Walendziak, najstarszy ze wspólników.

To do pokojów. Tylko pojedynczo! Za kwadrans na basenie. Pani Aniu, te drinki na mój rachunek – dyrygował Karol, zostawiając hojny napiwek barmance.

 

***

Pierwszy do basenu wskoczył Dobrodziejski. Po paru minutach dołączył Sławek Sikora.

A gdzie nasze sikorki? – zapytał, ubawiony własnym żartem z nazwiska.

Nie napalaj się, nie wszystkie polecą na ciebie – zgasił Sikorę Marian Walendziak.

Karol ze Sławkiem wymienili spojrzenia. Podśmiewali się czasem z siwiejącego Mariana. Na co dzień w kościach go strzyka, umiera na nadciśnienie, tabletki łyka, a ciągle łasy na baby.

Wreszcie pojawiła się Luzia. Było na co popatrzeć.

Zapraszamy – Sławek przesunął się ochoczo. – A koleżanki jeszcze się stroją? Tu im mniej na sobie, tym lepiej…

Nie tak szybko. Mają coś do załatwienia w pokojach.

     Ciekawe co? Chętnie bym pomógł… – pomyślał Karol. Po czym zaniepokoił się nieco, czy dobrze schował pieniądze ze sprzedaży aut. W pokojach nie było sejfów. Szlafrok kąpielowy z kluczami powiesił jak inni w przebieralni.

Zabawa rozkręcała się na dobre. Co jakiś czas pojedynczo albo parami przemykali do pomieszczeń SPA, by łyknąć co nie co. Na basenie nie wypadało. Oznajmił to instruktor grzecznie, ale stanowczo.

Dalej popłyniemy na bankiecie… – Karol odgrywał rolę kaowca.

Okej, idziemy gęsiego…

Chyba żabką…

Ja lubię na grzbiecie…

Poszli wreszcie. Instruktor odetchnął.

 

***

Na bankiecie nastrój prysł.

Panowie, ktoś mi zwinął forsę – oznajmił Karol.

Niemożliwe, zawiany jesteś, poszukaj dobrze – doradził Sławek.

Sam jesteś zawiany. Wiem, co mówię. Sprawdzałem w pokoju.

Może ktoś inny sprawdził wcześniej. Klucze miałeś… – zapytał Marian

– …w szlafroku.

Jak my.

Trzeba z dziewczynami pogadać. Długo ich nie było… a potem kręciły się po korytarzach – zastanawiał się Karol.

Tylko od Luizy się odwal – postawił się Sławek. – Siedziała w basenie jak was nie było.

Do sauny poszedłem, wygrzać się… – powiedział Marian. – Chyba nie sądzicie, że sam sobie ukradłem…

…żeby się z nami nie podzielić! – zarzucił Sławek.

Pięść Karola o mało nie wylądowała na szczęce Sławka.

Zostawcie – łagodził Marian. – Dziewczyny idą.

Co jest, panowie – szczebiotały. – Kłócicie się, kto ma stawiać drinki…

Same sobie postawicie. Ktoś zwinął naszą forsę – wyjaśnił Karol.

I co, mnie podejrzewasz? Bezczelność! Dziewczyny, dzwonimy na policję…

Leszek R. był szybszy. Od dłuższego czasu obserwował scenę z niesmakiem. Nie potrzebował w lokalu awantur.

Panowie. Policja nikomu tu niepotrzebna. Jak będzie trzeba, wezwę ich ale najpierw poszukajcie sami rozwiązania.

Co się stało z pieniędzmi?

Rozwiązanie zagadki kryminalnej na kolejnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze