Alarmowy telefon w warszawskim pogotowiu ratunkowym odezwał się 28 lipca 2017 roku kwadrans po godzinie 1. Krzyczał mężczyzna:

– Kobieta upadła na stolik i przebiła sobie szyję szkłem z rozbitej szklanki. Szybko, wykrwawia się.

Po chwili dołączył się inny męski głos:

– Gdzie jest karetka? Czy karetka już jedzie? Bo miała być, k…, za kilka minut.

Dyspozytorka do zgłaszającego wypadek:

– Proszę nie używać niecenzuralnych słów, bardzo proszę.

– Proszę pani, moja matka wpadła na stół i przecięła sobie tętnicę butelką. Nie oddycha, nie oddycha. Ona nie żyje.

– Bardzo pana proszę uciskać klatkę piersiową do czasu przyjazdu karetki.

 – Ona już nie żyje, zmarła.

– Nie zmarła, nie zmarła, proszę uciskać klatkę piersiową. Jeśli pan tego nie zrobi, mama umrze.

Słychać ten sam męski głos, ale skierowany do kogoś, kto prawdopodobnie stoi obok:

– Panie Tomku, czy jest pan najeb… k… jakiś?!

– Czy w lokalu są agresywne osoby? – pyta dyspozytorka.

Mimo szybkiego przyjazdu karetki nie udaje się uratować życia Barbary A. Lekarz stwierdził u denatki ranę kłutą krtani, jego zdaniem zadaną nożem stołowym. Na policyjnych zdjęciach młoda, ładna kobieta w czarnej sukni leży na tarasie z podgiętymi nogami. Jej długie, ciemne włosy są rozrzucone wokół twarzy.

W wysokiej trawie wokół tarasu nie znaleziono żadnych noży. „Tu jest dużo złomu” – informuje w protokole technik operacyjny.

Właścicielem willi z tarasem na obrzeżach Warszawy, gdzie zmarła Barbara A., jest Tadeusz J. 40-letnia kobieta z dwójką dzieci (syn Adam jest już pełnoletni), ponad dwa miesiące wcześniej wynajęła u J. pokój z kuchnią na parterze budynku.

– Tego wieczoru – zeznał Tadeusz J. przesłuchiwany wkrótce po stwierdzeniu zgonu Barbary A. – urządziliśmy z moją lokatorką i naszymi dziećmi wieczornego grilla na tarasie. Kiedy byłem w ogródku, Barbara na chwilę poszła do siebie, żeby położyć do snu córkę, 9-letnią Magdę. Wracając, potknęła się w ciemnościach o stopień i upadła na stojący na tarasie stolik, zastawiony szklanymi naczyniami. Ja byłem w tym momencie na zewnątrz, przed domem. Widziałem, jak się przewróciła. Podbiegłem, zobaczyłem tryskającą krew. Nie miałem przy sobie telefonu, żeby zadzwonić na pogotowie, musiałem obudzić syna, Darka, który spał na piętrze. On próbował ratować ranną, ale nie dał rady.

60-letni Tadeusz J. jest rozwiedziony. Jak zeznał, żona porzuciła rodzinę w 2005 roku i wyjechała za granicę. Samotnie wychowuje dwójkę dzieci. Najstarsza Katarzyna poszła już na swoje, przy ojcu pozostali jeszcze 19-letni Darek i 12-letni Robert.

J. utrzymuje się z zasiłku socjalnego. Starszy syn jeszcze nie pracuje. Wynajmowanie pokoju z aneksem kuchennym na parterze domu jest jedynym sposobem na podreperowanie rodzinnego budżetu.

– Myślałem – zeznał na policji – że nowa lokatorka będzie solidnie płaciła czynsz, bo zapewniała, że ma stałą pracę w firmie kurierskiej. Kiedy zaczęła zalegać z opłatami, sprawdziłem, że nigdzie nie była zatrudniona, żyła z alimentów od byłego męża, które nie przychodziły regularnie. Jakoś się tym nie przejmowała, latem na moim tarasie stale pachniało kiełbaskami, bo lokatorka lubiła je przysmażone i popijane zimnym piwem.

– A co zdarzyło się wieczorem 27 lipca? – zapytał policjant.

– Rozpalili grill – twierdził Tadeusz J. – aby uczcić nowy etap w ich życiu. Otóż uzgodnił z Barbarą, że ona opuści z dziećmi wynajmowany pokój i przeniosą się do niego na piętro. Będą prowadzić wspólne gospodarstwo, a pomieszczenia na dole zostaną wynajęte. Związkowi przyklaskiwała matka Barbary.

 

48 nocnych SMS-ów

Przesłuchiwany zeznał:

– Ta decyzja była konsekwencją pewnego zdarzenia sprzed miesiąca. Wtedy też biesiadowaliśmy i gdy dzieci posnęły, Barbara przyszła do mnie na górę. Zaproponowała seks, na co przystałem.

Jak doszło do morderstwa? Rozwiązanie tej zagadki kryje się w tekście Heleny Kowalik pt. „Coś bierze nade mną przewagę”. Znajdziesz go w listopadowym „Detektywie”.

Tę i inne wciągające i prawdziwe historie kryminalne zebraliśmy w najnowszym wydaniu miesięcznika „Detektyw” nr 11/2019 w sprzedaży od 15 października 2019 roku, a także w wersji elektronicznej  do kupienia TUTAJ oraz w wersji do słuchania dostępnej TUTAJ.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze