Kiedy zaprzeczyła i pokazała tubkę z pastą Freshtime, lekarz złapał się za głowę. Pasta zawierająca kilkukrotnie wyższe stężenie chlorków, niż te, które można kupić w drogerii, powinna być stosowana tylko i wyłącznie pod nadzorem specjalisty. Na opakowaniu brakowało jednak takiego ostrzeżenia. Mary straciła 80 procent szkliwa na zębach i zaczęła liczyć się z tym, że będzie musiała wydać blisko 2 tys. funtów na protezy.

 

Nazywam się Cash, Tom Cash

Historię Szkotki opowiedział George Coleman, dziennikarz jednej z lokalnych gazet. Po ukazaniu się artykułu zaczęli się do niego zgłaszać kolejni poszkodowani. Rosła też liczba zgłoszeń na policję.

W artykule pojawiło się nazwisko człowieka, który stał za tym diabelskim procederem. To niejaki Tom Cash. Tak Tomasz K. przedstawiał się w Wielkiej Brytanii. W edynburskim dzienniku pojawiło się nawet to samo zdjęcie, którym Tomasz K. wcześniej na FB obwieścił swoje czasowe zniknięcie. Widniał na nim młody mężczyzna z bujną czupryną, uśmiechający się szeroko zza kierownicy czerwonego lamborghini. Temat podchwyciły inne media. Ale Tom Cash nic sobie z tego nie robił. Trudno było przecież udowodnić działanie przestępcze komuś, kto operuje w imieniu spółki zarejestrowanej gdzieś na środku Oceanu Spokojnego. Dla policji brytyjskiej jeszcze przed dłuższy czas Tomasz K. miał pozostać nieuchwytny.

W tym samym czasie w Polsce, K. rozwijał swój „suplementowy” biznes. Saszetki o nazwach Slim Quick, Belly Burner, Fat Buster i wiele innych, które zawierały proszek złożony przede wszystkim ze słodziku spożywczego, sody oczyszczonej i kilku procent witaminizowanego wypełniacza, sprzedawały się znakomicie.

Oczywiście nie brakowało klientów zrażonych, którzy po paru tygodniach stosowania specyfików czuli się oszukani, ale to nie zakłócało wciąż rosnącej sprzedaży cudownych saszetek. Więcej nawet, bo ci którzy dzwonili pod numer infolinii, chcąc złożyć reklamację, dodatkowo jeszcze napełniali konto K., płacąc horrendalne sumy za minutę połączenia. K. winszował sobie fantazji, pomysłu i błyskotliwości. To zapewne uśpiło jego czujność. W połowie listopada 2014 roku zrobił coś, co można nazwać przekroczeniem kolejnej granicy.

 

Kubański trop

W ogólnopolskim dzienniku pojawiła się reklama maści Vain Relief Complex. Ogłoszenie było bogato ilustrowane. Oprócz dwóch zdjęć rzekomo tej samej kobiecej łydki – na jednej było widać koszmarnie rozrośnięte żylaki, na drugiej skórę gładką niczym u 18-latki – zamieszczono jeszcze jedną fotografię. Widniała na niej postać uśmiechniętego lekarza w białym kitlu. Podpis pod zdjęciem nawiązywał do treści ogłoszenia: „Dr Felipe Diaz Morales, angiolog, szef zespołu specjalistów z kliniki Salvadora Allende w Hawanie na Kubie, którzy opracowali unikalną recepturę maści Vain Relief Complex.

Ogłoszeniodawca zapewniał czytelników – pacjentów borykających się ze schorzeniami żył, że oferuje im cudowny, rewolucyjny, pierwszy na świecie lek, który stosowany zewnętrznie powoduje zniknięcie żylaków.

Tematem zainteresował się dziennikarz jednej z regionalnych gazet w północnej Polsce. Postanowił zgłębić temat i był na tyle dociekliwy, że doszedł do sensacyjnych ustaleń. Przede wszystkim okazało się, że lekarz ze zdjęcia to nie żaden prawdziwy medyk, a tylko model, który pozował fotografowi i który zgodził się na umieszczenie swojego wizerunku w internetowej bazie darmowych zdjęć. Okazało się również, że wprawdzie w Hawanie w szpitalu imienia Salvadora Allende działa klinika angiologii, ale tamtejsi lekarze nigdy nie słyszeli o leku o nazwie Vain Relief Complex.

„Mamy wielu specjalistów i dość szerokie spektrum chorób naczyń krwionośnych, które z powodzeniem leczymy” – brzmiała odpowiedź dr Diego Vasco Velasques de Santiago, szefa kliniki angiologii w kubańskim szpitalu, cytowana na łamach gazety. „Prowadzimy również leczenie pacjentów cierpiących na żylaki kończyn dolnych, ale nie prowadziliśmy żadnych badań, które zaowocowałyby stworzeniem leku o nazwie, którą pan przywołuje”.

W dalszej części tekstu, który ukazał się w prasie regionalnej, lekarz odnosił się również do rzekomo cudownego, przełomowego składu leku sprzedawanego jako produkt reklamowany przez firmę MPC Inc. „Wyciąg z kasztanowca to szeroko stosowany w medycynie środek będący składnikiem wielu, jeśli nie większości maści łagodzących schorzenia żył. Działa łagodząco, ale w żadnym wypadku nie można nazwać go „epokowym odkryciem”, jak to zostało wskazane w cytowanej reklamie. A już niedopuszczalne jest twierdzenie, że posmarowanie nim  nogi w miejscu widocznych żylaków, spowoduje, że obrzęk żył zniknie”.

 

Chirurg łapie się za głowę

Dziennikarz zebrał w swoim artykule również opinie kilku polskich specjalistów. Jednym z nich był dr medycyny Jan S., z kliniki w Bydgoszczy. – Twierdzenie, że zastosowanie maści z kasztanowca spowoduje zniknięcie żylaków to tak, jak wmawianie pacjentom, iż branie witaminy C wyleczy kogoś z gruźlicy – twierdził lekarz.

– Jedynym skutecznym sposobem leczenia żylaków w zaawansowanym stadium choroby jest metoda chirurgiczna. Mówienie, że jest inaczej, to po prostu skrajna nieodpowiedzialność i żerowanie na pacjentach, którzy borykają się z poważnym schorzeniem.

< 1 2 3 4 5>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]