Sosnowiec to nie Śląsk. To najdalej na południe wysunięta dzielnica Warszawy. Prokurator Jan Zawrotny, warszawiak od urodzenia, uśmiechnął się na widok tych zdań. Pisał kolejny rozdział swoich wspomnień. Szło mu nieźle, chociaż dotyczyły dawnych spraw – z odległych, studenckich czasów.

Zawrotny pojechał wtedy do Katowic odwiedzić kolegów: Karola i Marka, też studen­tów prawa. Zatrzymał się u nich w akademiku. I na dzień dobry palnął gafę, nazywając Sosnowiec śląskim miastem. „Chopie, Sosnowiec to nie Śląsk, to Zagłębie” – usłyszał. Nazywany żartobliwie dzielnicą Warszawy ze względu na wzajemną sympatię kibiców Legii Warszawa i Zagłębia Sosnowiec. Fury na warszawskich blachach w Sosnowcu (w Zagłębiu) nikt nie ruszy. Ale w takim Zabrzu albo Bytomiu (na Śląsku) auta lepiej nie parkować… Nie lubią tam warszawiaków.

Po tej lekcji śląskiego patriotyzmu ruszyli na poszukiwanie lokalnego produktu – z tańczącą parą krakowiaków na butelce. Wtedy Zawrotny dowiedział się również, że browar w Żywcu ma krótszą historię od browaru w Tychach.

Wieczorem w ruch poszły karty. Zawrotny i jego dwaj koledzy namiętnie „cięli” w brydża. Brakowało tylko czwartego… Jak na złość znajomi po sąsiedzku albo byli zajęci, albo wymiotło ich z pokojów. Wolny był tylko Paweł, ale on nadawał się co najwyżej do gry w durnia lub wojnę…

– Trudno, byle karty trzymał, przyuczy się… – zdecydowali.

Paweł faktycznie licytował bez ładu i składu, mylił karo z kierami, aż Zawrotny go rugnął:

– Co za kaszanę odstawiasz!?

Paweł tłumaczył, że na kartach się nie zna, a poza tym jest zdenerwowany, bo z jego pokoju niedawno zginęły pieniądze.

– Jak to, skąd?

– Normalnie, z walizki.

Przerwali grę i wypytywali Pawła.

– W walizce pieniądze trzymałeś?

– No tak, na skuter odkładałem.

– Podejrzewasz kogoś?

– Za rękę nikogo nie złapałem, ale mieszkam z nowymi. Ani Artura, ani Piotra nie znam za dobrze.

– Może coś widzieli? Może ktoś się kręcił przy pokoju?

– Nie, zresztą oni rzadko bywają w pokoju. Za dziewczynami się uganiają.

– No, to kasa im potrzebna… Ja bym im się przyjrzał.

– Obaj mają alibi. Piotr poznał nową dziewczynę. Artur był na kartach.

– Dobrze wiedzieć, jak będzie brakowało czwartego do brydża.

– Raczej nie, woli pokera. Chwalił się Piotrowi, że ostatnio nawet karta mu szła i wygrał sporo pieniędzy. Miał jakiś kolor, a koleś fulla.

– Panowie, nie wiem jak wam, ale mi coś nie gra w tej rozmowie – powiedział Zawrotny.

I zaczął wykładać karty…

 

Kogo zawrotny podejrzewał o kradzież pieniędzy?

Rozwiązanie zagadki kryminalnej na kolejnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze