O przyjazd do hotelu „Jantarowa Bryza” poprosił komisarza Boguckiego właściciel obiektu Janusz Majewski. Panowie znali się od dawna, ale jakoś nie było nigdy okazji, by przeszli na ty. Byli jednak dobrymi znajomymi i gdy coś się działo, mogli na siebie liczyć.

– Panie komisarzu, to dość delikatna sprawa – tłumaczył Majewski. – Okradziono jednego z naszych gości, a przy okazji napadnięto naszą pokojówkę. Nie chcę oficjalnie tego zgłaszać, żeby nie psuć sobie renomy. Rozumie pan, to dopiero pierwsze miesiące działalności, sporo inwestujemy w marketing, ale na takiej reklamie akurat w ogóle mi nie zależy.

Jednym ze znanych gości „Jantarowej Bryzy” była Anna Wyszkowska, słynna diwa operowa. Kiedy kilka tygodni wcześniej, podczas wywiadu telewizyjnego powiedziała kilka ciepłych słów o tym obiekcie, bardzo zwiększyła się liczba klientów. Coraz częściej, szczególnie w weekendy, wszystkie pokoje były zajęte. I teraz to fatalne zdarzenie, które mogło odbić się na jego reputacji. Janusz Majewski miał nadzieję, że znajomy policjant szybko odnajdzie sprawcę zdarzenia.

Już kwadrans po telefonie komisarz Bogucki rozglądał się po luksusowych wnętrzach hotelu. Pierwsze kroki skierował oczywiście do poszkodowanej artystki. Anna Wyszkowska nie kryła oburzenia.

– Jestem tu już czwarty raz, bo bardzo podobają mi się takie obiekty: małe, kameralne, gdzie klient jest traktowany jak ktoś wyjątkowy. Zadzwoniłam do recepcji, zamówiłam moją ulubioną herbatkę na sen z melisy i gruszki. Uprzedziłam, że biorę prysznic i poprosiłam, by pokojówka przyniosła ją za kwadrans i zostawiła na stole w moim apartamencie. W trakcie ubierania się po kąpieli usłyszałam jakieś hałasy dobiegające z pokoju. Narzuciłam szlafrok i wyszłam z łazienki. Na stole nie było szkatułki z moją biżuterią, zaś w otwartych drzwiach do pokoju leżała pokojówka. Kuliła się z bólu, nie wiedziałam co się stało!

– To pewnie pani mi opowie? – Bogucki zwrócił się do Amelii Czajkowskiej.

– Zgodnie z poleceniem przyniosłam herbatę zamówioną przez panią Wyszkowską. Zapukałam, ale ponieważ nikt nie otwierał, użyłam karty magnetycznej i weszłam do pokoju. W tym momencie ktoś uderzył mnie jakimś ciężkim przedmiotem w głowę. Przewróciłam się na podłogę, nie wiedziałam, co się dzieje. Zauważyłam, że napastnik zabrał ze stolika stojącego przy wejściu szkatułkę z biżuterią i uciekł w kierunku klatki schodowej. Nie wiem, co działo się potem. Pamiętam tylko, że pani Wyszkowska wyszła z łazienki i pomogła mi dojść do siebie. Byłam taka roztrzęsiona. To nowy hotel i żeby doszło do takiego bandytyzmu?! To nie mieści mi się w głowie!

– Czy ma pani jakieś podejrzenia, kto to mógł być?

– Niestety nie!

– Poznałaby go pani?

– To był mężczyzna średniego wzrostu, raczej młody. Nic więcej nie zauważyłam. Widziałam go przez moment kątem oka.

– Dobrze, że chociaż się pani nie poparzyła – Bogucki dotknął filiżanki z herbatą, stojącej na tacy na stoliku. – O, jest już zupełnie zimna!

– Ja zawsze proszę o letnią herbatę, muszę uważać na moje struny głosowe – powiedziała Wyszkowska.

– Pani Wyszkowska zawsze zamawia zimny napój – potwierdziła pokojówka. – Dlatego najpierw parzymy w kuchni esencję ziołowo-owocową, a dopiero potem mieszamy ją z przegotowaną, ale ostudzoną wodą – tłumaczyła pokojówka. – Ktoś musiał chyba mnie obserwować, jak szłam po schodach i czekał na dogodny moment do ataku.

– Nie dam się nabrać na pani opowieści – niespodziewanie stwierdził komisarz Bogucki. – Jestem przekonany, że była pani w zmowie z rabusiem. Razem dokonaliście tej kradzieży, a przedtem sfingowaliście napad. Nie wszystko do końca dobrze przemyśleliście, zdradził was jeden szczegół.

Czy komisarz miał podstawy do wysunięcia takiego wniosku?

Rozwiązanie zagadki kryminalnej na kolejnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze