Do zazdrości o partnera przyznaje się ponad 97 procent Polaków i 90 procent Polek. Psychologowie twierdzą, że zazdrość w granicach zdrowego rozsądku jest potrzebna w każdym związku, bo nie pozwala na obojętność wobec partnera, ale jednocześnie zauważają, że coraz więcej osób ma problem z zapanowaniem nad tymi emocjami. Najbardziej skrajną formą zazdrości jest zazdrość chorobliwa, nazwana zespołem lub syndromem Otella.

Nazwa zespołu Otella nawiązuje do szekspirowskiego bohatera, który – będąc zaślepiony chorobliwą zazdrością – udusił ukochaną żonę Desdemonę. Gdy po jej śmierci przekonał się, że była mu wierna, z rozpaczy popełnił samobójstwo.

Zespół Otella w przeważającej większości dotyka mężczyzn. Chory z zazdrości żyje w nieustannym poczuciu zdrady. Jest przekonany nie tylko o niewierności ale także o tym, że jego partnerka ma bardzo wielu kochanków. Upatruje ich wszędzie, najczęściej w kręgu przyjaciół, znajomych, osób, z którymi pozostaje w kontakcie. Wciąż poszukuje dowodów rzekomej niewierności partnerki, może to być cokolwiek, kilkuminutowe spóźnienie, bilet autobusowy znaleziony w jej kieszeni czy fakt, że nie odebrała telefonu.

Ulegając urojeniom, mężczyzna prowadzi nieustające śledztwo, zadręcza partnerkę pytaniami, przegląda jej osobiste rzeczy, śledzi, filmuje, czy wynajmuje detektywa. Nieustannie domaga się od partnerki, by przyznała się do zdrady, obiecuje, że to zamknie temat, ale gdy kobieta potwierdzi dla świętego spokoju jest jeszcze gorzej.

Do urojeń zdrady mogą dołączyć urojenia prześladowcze. Mężczyzna cierpiący na zespół Otella często dochodzi do przekonania, że brak wyraźnych dowodów niewierności partnerki to właśnie dowód przeciwko niej, jest bowiem efektem jej szczególnej przebiegłości.

Podejrzenie o niewierność jest powodem nieustannych kłótni między partnerami, przemocy psychicznej a często także i fizycznej. W skrajnych przypadkach może dojść nawet do zabójstwa partnerki albo jej domniemanego kochanka.

Syndrom Otella jest zaburzeniem psychicznym, które bezwzględnie należy leczyć.

 

Eliza Solska

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze