W XIX wieku międzynarodowi złodzieje często odwiedzali Warszawę. Zjawiali się i wyjeżdżali „na gościnne występy” do innych miast europejskich. Do Warszawy na nadzwyczajne okazje zjeżdżali się tłumnie „doliniarze” z Cesarstwa, głównie z Odessy i Petersburga, bo te właśnie miasta współpracowały ze sobą pod tym względem. Na co dzień warszawiak miał do czynienia ze „swojakami”.

Zazwyczaj poszkodowany dostrzegał swoją stratę po fakcie, nie będąc nawet pewny czy padł ofiarą kradzieży, czy też własnej nieuwagi. W 1855 roku „przybyłemu do Warszawy obywatelowi” wyciągnięto tak zręcznie 60 tys. złp. w listach zastawnych i 50 rb gotówką, iż dał ogłoszenie do „Kuriera”, że walory te zgubił; tak też zameldował na policji. Bardzo był zdziwiony, gdy ta złapała złodzieja, który przyznał się, że go okradł.

Niekiedy schwytani złodzieje, zwróciwszy przedtem skradzione pieniądze lub przedmioty, próbowali się wykupywać, czasem – gdy dali więcej ponad 3 ruble, które zwyczajowo dostawał odprowadzający złodzieja do cyrkułu – na pewno nie bez powodzenia. Zdarzało się ponoć, że zamiast pertraktować „doliniarz” po prostu połykał łup, np. pierścionek. Trik ten często stosowały kobiety.

Kiedyś samo zwrócenie łupu rozgrzeszało złodzieja i tradycja taka trwała dość długo. „Kodeks karzący” z 1818 roku, który obowiązywał do połowy XIX wieku, przewidywał bowiem w artykule 174., że „kradzież karana nie będzie, gdy sprawca szkodę zwróci, nim zwierzchność dowie się o przestępstwie”. Prawnicy od początku wskazywali na szkodliwość takiego rozwiązania. „Orzeł Biały” już dwa lata później pisał w oburzeniem: „tym sposobem bezpieczniejszym jest ryzyko złodzieja aniżeli wygrana na loterii”. Kodeks późniejszy też obniżał karę o jeden lub dwa stopnie, zależnie od tego, czy zwrot nastąpił przed czy po wszczęciu postępowania karnego. Złapani za rękę złodzieje uważali więc przez całe stulecie, że natychmiastowe – po ujawnieniu – oddanie przedmiotu kradzieży zwalnia ich w ogóle od wszelkiej odpowiedzialności. Prawo więc pośrednio przyczyniało się do ogromnego wzrostu złodziejstwa, co dawało się zaobserwować w XIX-wiecznej Warszawie.

 

Stanisław Milewski

 

 

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze